Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Defensywny sabotaż Legii! Pozostały matematyczne szanse...

Defensywny sabotaż Legii! Pozostały matematyczne szanse...

Piłka nożna | 05 listopada 2015 21:50 | Hubert Błaszczyk
Ivan Trickovski w walce o piłkę.
fot. Mateusz Kostrzewa / legia.com
Ivan Trickovski w walce o piłkę.

Legia Warszawa przegrała 0:1 w wyjazdowym spotkanie Ligi Europy z Club Brugge. Warszawianie po czterech spotkaniach mają zaledwie jeden punkt. By liczyć się w walce o awans zawodnicy Stanisława Czerczesowa musieliby wygrać z Midtjylland w Warszawie i Napoli na wyjeździe. Przy obecnej formie Legionistów są to nierealne marzenia.

 

W tegorocznej edycji Ligi Europy, Legia prezentuje się słabo. Mecz w Brugii był pojedynkiem ostatniej szansy. Przegrana w zasadzie przekreślała szanse wicemistrzów Polski na występy w fazie play-off. Tymczasem w pierwszej połowie w grze Legii nie było ambicji, woli walki, ani jakiejkolwiek chęci strzelenia bramki. Warszawianie wyglądali jakby do Brugii przyjechali na wycieczkę szkolną, w najlepszym wypadku na nic nie znaczący sparing...

 

Takie nastawienie musiało odbić się na grze. Trzeba sprawiedliwie oddać, że Legioniści musieli radzić sobie bez Nemanji Nikolica. Węgra zmogła infekcja. W klasowym klubie, a za taki chce uchodzić Legia jego absencja nie powinna być żadną wymówką. Marek Saganowski przez 60 minut wyróżnił się tylko żółtą kartką. Jego zmiennik – Aleksandar Prijović zagrał nieco lepiej. Niby starał się, walczył, ale skutek był taki jak zawsze – brak gola. Szwajcar w doliczonym czasie gry mógł zdobyć bramkę, uprzedził go jednak obrońca.

 

Problemy Legii w ofensywie są jednak niczym w porównaniu z postawą jej obrońców. Warszawianie ostatni mecz bez straty gola rozegrali 20 sierpnia. Od tego czasu wicemistrzowie Polski rozegrali 16 meczów. Bramki Kuciakowi i Malarzowi strzelały tuzy z Chojniczanki Chojnice, Termaliki Bruk-Bet Niciecza, Górnika Zabrze czy Ruchu Chorzów. O ile w Ekstraklasie błędy Rzeźniczakowi i jego kolegom z linii obrony uchodzą na sucho, to w pucharach odrabianie strat idzie Legii słabiutko. Udało się tylko raz przed dwoma tygodniami w Warszawie z Club Brugge.

 

W Brugii linia obrony znów zagrała słabo. Błędy popełniał Rzeźniczak, niepewne interwencje miał też Lewczuk. Stratę tylko jednego gola Legia zawdzięcza ofiarnej postawie Dusana Kuciaka. Słowak po jednej z interwencji długo nie podnosił się z boiska. Do zmiany już szykował się Arkadiusz Malarz, ale podstawowy bramkarz Legii zacisnął zęby i dograł spotkanie do końca.

 

Legia po raz kolejny zagrała słabo i bez polotu. Problemów w grze swojego zespołu nie widzi Stanisław Czerczesow. - Wydaje mi się, że rozegraliśmy niezły mecz. Wyglądało to lepiej niż w Warszawie, nie zasłużyliśmy na porażkę. Chcieliśmy osiągnąć dobry rezultat, ale takie jest życie – mówił po meczu Rosjanin.

 

Nam z kolei wydaje się, że nowy szkoleniowiec wicemistrzów Polski oglądał mecz w różowych okularach. Te kilka spotkań pokazuje, że Czerczesow nie odcisnął żadnego piętna na zespole. Jego drużyna nie uratuje już pucharów, a taki był cel jego zatrudnienia. Można też przyczepić się do personalnych i taktycznych decyzji Rosjanina. Legia na mecz o wszystko wyszła z piątką obrońców. Na ławce został najlepszy w ostatnich tygodniach ofensywny zawodnik warszawian – Guilherme. Wartość Czerczesowa pokaże runda wiosenna, ale na razie wygląda na faceta z innego, niekoniecznie lepszego piłkarskiego świata.

 

Club Brugge – Legia Warszawa 1:0 (1:0)

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk


Zobacz również
Bezzębny Lech nie sprostał Fiorentinie
5-lis-2015

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)