Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wzorcowa kariera wraca na odpowiednie tory. Stępiński przed dużą szansą!

Wzorcowa kariera wraca na odpowiednie tory. Stępiński przed dużą szansą!

Piłka nożna | 13 listopada 2015 11:31 | Hubert Błaszczyk
Mariusz Stępiński
fot. Facebook Ruch Chorzów
Mariusz Stępiński

Kariera Mariusza Stępińskiego do pewnego momentu toczyła się wzorowo. 20-latek ustanawiał kolejne rekordy. Zadebiutował jako najmłodszy zawodnik Widzewa w lidze, strzelał bramki, asystował. Pisały o nim zagraniczne media. Jeśli „Corriere dello Sport” wspomina o tobie jako następcy Lewandowskiego, to wiedz, że coś się dzieje. Później przyszło jednak załamanie formy. Nieudany wyjazd do Norymbergi, stagnacja w Wiśle i na pewno chwile zwątpienia. W Ruchu młody napastnik dostał jednak nowe życie. W dotychczasowych rozgrywkach Ekstraklasy strzelił siedem bramek, co zaowocowało powołaniem do reprezentacji Polski. Stępiński może być największym wygranym listopadowego zgrupowania – wszystko zależy od niego.

 

Stępińskiemu od początku kariery wszystko przychodziło łatwo. Trafiał na właściwych ludzi, którzy mieli do niego duże zaufanie i nie bali się stawiać na młodego zawodnika. Tak było z Radosławem Mroczkowskim, który nie patrzył młodzianowi w metrykę i ściągnął go z czwartoligowej Pogoni-Ekolog Zduńska Wola. Stępiński na debiut w Widzewie nie czekał długo. W swoim debiutanckim sezonie w łódzkim klubie zmienił Piotra Grzelczaka w spotkaniu z Lechem Poznań.

 

W kolejnych miesiącach eksplodował talent młodego zawodnika. Stępiński przygodę z Widzewem zakończył w wieku 18 lat. Miał wtedy na koncie zaledwie 33 mecze w Ekstraklasie, w których strzelił 5 bramek i czterokrotnie asystował przy trafieniach kolegów z zespołu. Wychowanek Piasta Błaszki zdecydował się na przenosiny do Norymbergi. Dla wielu zbyt wcześnie. Stępiński ze słów ekspertów nic sobie jednak nie robił. - Cieszę się, że będę mógł grać w Norymberdze. Bundesliga to dla mnie bardzo duże wyzwanie. W poprzednich latach dużo młodych piłkarzy potrafiło się przełamać w tym klubie. Chcę zrobić to samo – mówił.

 

Stępiński nie poszedł jednak w ślady innych zawodników, którzy swoje europejskie kariery zaczynali w 1. FC Nurnberg. Młody napastnik ani razu nie zagrał w Bundeslidze. Był krytykowany za wątłą budowę i przeciętne przygotowanie fizyczne. Szanse gry dostał w czwartoligowych rezerwach, ale również na tym poziomie rozgrywkowym nie pokazał swojego wielkiego talentu. W 23 meczach trafił do siatki rywali zaledwie sześciokrotnie. Nie dał tym samym powodów sztabowi szkoleniowemu, żeby ponownie włączyć go do pierwszej drużyny.

 

Rozpoczął się trudny okres dla „złotego chłopca”. Z wypożyczeniem do Wisły Kraków duże nadzieje wiązali wszyscy zainteresowani. Była to duża szansa dla Stępińskiego na udowodnienie niedowiarkom, że trenując z zespołem Bundesligi wiele się nauczył. Pod Wawelem mu jednak nie wyszło. Nie tylko z jego winy. Szkoleniowcy Białej Gwiazdy – Franciszek Smuda i Kazimierz Moskal – preferowali grę jednym napastnikiem, którym zazwyczaj był Paweł Brożek. Były selekcjoner reprezentacji Polski chciał zrobić ze Stępińskiego skrzydłowego, ale okazało się, że zawodnik Norymbergi nie jest stworzony do kombinacyjnej gry krakowskiego zespołu. Swój epizod w Wiśle, Stępiński zakończył na 25 spotkaniach i 2 bramkach. W większości meczów wchodził jako rezerwowy.

 

Przeciętny okres w Wiśle sprawił, że gdy Ruch Chorzów przeprowadzał transfer definitywny Mariusza Stępińskiego niektórzy pukali się w czoło. - On ma zapewnić nam utrzymanie? - pytali z niedowierzaniem kibice. 20-latek w Chorzowie otrzymał jednak to, czego brakowało mu w Norymberdze, a potem Wiśle Kraków – zaufanie. Trener Waldemar Fornalik powoli wprowadzał go do zespołu. Bardzo ważna była pierwsza bramka Stępińskiego przeciwko Koronie Kielce. W kolejnych spotkaniach napastnik Niebieskich trafiał siedmiokrotnie. I to z nie byle kim. Stępiński pokonywał bramkarzy Korony, Jagiellonii, Legii, Śląska, Lechii i dwukrotnie Lecha.

 

Regularna gra i strzelane bramki zaowocowały powołaniem do reprezentacji Polski na listopadowe spotkania z Islandią i Czechami. Zaskoczony takim obrotem sprawy był sam zainteresowany. - Byłem troszkę zaskoczony, bo skupiałem się na spotkaniach kadry młodzieżowej. Powołanie to dla mnie wielkie wyróżnienie i kolejne doświadczenie – mówił.

 

Powołanie od Adama Nawałki od razu rozbudziło wyobraźnie dziennikarzy, którzy ponownie zaczęli porównywać Stępińskiego do Roberta Lewandowskiego. Na szczęście spokój zachowuje sam zainteresowany. - Nie jestem tutaj po to, żeby rozmawiać i wypytywać Roberta jak grać. Przede wszystkim będę obserwował go na treningach. Na pewno wyciągnę z nich sporo pożytecznych wniosków – przyznał. Po chwili dodał: - Największym plusem dla mnie było to, że mogłem poznać tych wszystkich chłopaków. Wcześniej byłem kibicem, a teraz jestem w kadrze. Będę starał się potwierdzać każdym meczem w lidze i treningami w reprezentacji, że zasługuję na powołania.

 

Pomoc w aklimatyzacji w kadrze zaoferował Stępińskiemu sam kapitan, Robert Lewandowski. Nasz najlepszy napastnik zauważył, że do kadry wchodził w podobnym czasie. - Mariusz jest w podobnym wieku, jak ja siedem lat temu, kiedy rozpoczynałem przygodę w reprezentacji. Myślę, że treningi wiele mu dadzą. Jeśli pokaże się z dobrej strony, to dlaczego nie miałby zostać w reprezentacji? Życie napastnika jest trudne. Będę chciał pomóc Mariuszowi, żeby nie czuł się źle i pokazał to co w klubie. Nowe twarze są zawsze potrzebne reprezentacji.

 

Stępiński to doskonały przykład, że życie piłkarza może zmienić się w kilka tygodni. Jeszcze pod koniec lipca wielu kontestowało jego przydatność do Ruchu Chorzów. Trzy miesiące później napastnik może zadebiutować w reprezentacji Polski (grał kiedyś przeciwko Rumunii, ale mecz unieważniono). Listopadowe zgrupowanie to dla Stępińskiego ogromna szansa. W przypadku dobrej gry może wskoczyć na pozycję numer trzy wśród napastników. Jeśli nadal będzie strzelał bramki w Ekstraklasie, to wyjazd do Francji nie pozostanie w sferze marzeń, a stanie się faktem.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)