Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Dwie połowy meczu jak dwa równoległe światy, czyli o wygranej z Islandią słów kilka

Dwie połowy meczu jak dwa równoległe światy, czyli o wygranej z Islandią słów kilka

Piłka nożna | 13 listopada 2015 23:52 | Marcin Borciuch

fot. Maciej Margas/superstar.com

Gdy w pierwszej połowie reprezentacja waliła głową w mur, a mecz nie rozpieszczał wyjątkowo kibiców, można było gdybać, czy to ta sama reprezentacja, która wywalczyła miesiąc temu awans. Jednak po przerwie mieliśmy przyjemność oglądać lepszy futbol, również w wykonaniu Islandczyków. Pierwsza połowa to świat defensorów, druga to kraina polotu i radości z gry i w tej drugiej lepiej czuli się nasi, co wykorzystali, wbijając rywalom cztery gole.

 

Limit pecha chyba wyczerpany

 

Gorzej rozpocząć mecz jest trudno. Strata gola w pierwszych minutach po niesłusznie przyznanym rzucie karnym, a potem kontuzja jednego z zawodników negatywnie wpływają na psychikę zespołu. Całe szczęście Kamilowi Glikowi trochę później nic się takiego nie stało, bo sytuacja byłaby, delikatnie mówiąc, mało komfortowa.

 

Można zadać pytanie, czy wydarzenia z pierwszych 10 minut miały znaczący wpływ na grę w pierwszej połowie. Jakoś na pewno oddziaływały na „biało-czerwonych”. Brakowało dokładności przy podaniach zwrotnych po wyrzutach z autu, albo dokładniejszych podań pod pole karne lub do jego środka. Piłkarze wyglądali na mniej skoncentrowanych niż z Gruzją czy Gibraltarem. Wewnętrzna troska o zdrowie Jakuba Błaszczykowskiego była chyba silniejsza.

 

Trzeba mieć nadzieję, że podczas meczu z Czechami i następnych sparingów nie wydarzy się nic nieszczęśliwego, niefortunnego, że limit pecha już reprezentacja wyczerpała w pierwszej połowie tego spotkania.

 

Islandzki mur jest bardzo twardy. Do czasu

 

Pierwsze 45 minut było bardzo dobre w wykonaniu Islandczyków szczególnie w grze defensywnej. Mądrze przesuwali się po boisku, w odpowiednich momentach potrafili zawęzić pole gry, podwoić krycie, podejść agresywniej z pressingu, zagrać ciałem. Solidna i inteligentnie grająca obrona to cecha charakterystyczna zespołów Larsa Lagerbaecka.

 

Właśnie od ich mocnego muru odbijały się nasze piłki, pozwalając kilka razy gościom na stworzenie kontry. Długa piłka do skrzydłowych lub napastników i zagrożenie gotowe. Mur sypał się w drugiej połowie po golu Kamila Grosickiego i goście nastawili się na ofensywę, przez co nasi stoperzy zaczęli popełniać błędy, które musieli ratować albo boczni obrońcy, albo pomocnicy, np. w jednej akcji Bartosz Kapustka.

 

Nastawianie się na zmasowane ataki nie było do końca dobrym rozwiązaniem, bo nasi rywale zapomnieli o obronie i tracili kolejne bramki. Mimo dość wysokiego zwycięstwa nie można powiedzieć, że przyszło ono łatwo, ponieważ trzeba było się dużo nabiegać, napocić i przepchać, by je odnieść.

 

Wejście Kapustki numer 2

 

Słynne powiedzenie „wejście smoka” trzeba chyba odesłać do lamusa. Nie trzeba było długo czekać, aż nastolatek z Cracovii zaskoczy nas ponownie na Narodowym. Podczas wrześniowego meczu z Gibraltarem wszedł z ławki i szybko zdobył gola, w piątkowy wieczór podobnie. Może z Czechami też zaliczy takie wejście…

 

Młody, szybki, nieprzewidywalny, dobrze wyszkolony technicznie… Nie ma 20 lat, a już wróży mu wielu zawrotną karierę. Pozostaje wierzyć w chłopaka, ale nie można go zaniedbać, bo sam teraz mało co osiągnie. Potrzebuje odpowiednich ludzi wokół siebie, którzy nie pozwolą, by mu się w głowie namieszało, by był silny psychicznie i odporny na wszelkie pokusy.

 

Kazus Bartosza Kapustki jest na pewno inspiracją dla młodych piłkarzy, że oni też mogą powalczyć, że też mają szansę i nie są na straconej pozycji. Wystarczy nie odpuszczać na treningach, dawać z siebie wszystko cały czas i zostanie się zauważonym.

 

Im więcej pracy, tym więcej kołaczy

 

Adam Nawałka i jego wybrańcy ciągle mają sporo pracy przed sobą. Cały czas problemem jest obrona, która popełnia błędy. Mniejsze, większe, ale ich cena i tak jest bardzo wysoka, bo przez nie straciliśmy dzisiaj dwie bramki. Do tego trzeba popracować nad koncentracją i dokładnością podań, bo ta dzisiaj nie była powalająca. Mimo to można patrzeć w przyszłość optymistycznie.

 

Na razie wszystko wygląda całkiem dobrze i z niecierpliwością wyczekujemy meczu z reprezentacją Czech we Wrocławiu. Przygotowania do francuskiego Euro idą pełną parą, kadra ciągle robi postępy, a my kibice, dalej chcemy więcej i lepiej. Czujemy głód sukcesu, jakiego nie było od dawna. Piłkarze też go chcą, więc pozostaje ich tylko wspierać. Cała robota w ich głowach i nogach.




Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)