Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Zabójcza końcówka VIVE! Spellerberg nie pomógł Kolding

Zabójcza końcówka VIVE! Spellerberg nie pomógł Kolding

Piłka nożna | 15 listopada 2015 18:14 | Mateusz Decyk


Głębia ławki rezerwowych Vive Tauron Kielce zadecydowała o wysokim zwycięstwie nad KIF Kolding w niedzielnym meczu Ligi Mistrzów. Z początku duńska drużyna stawiała silny opór mistrzom Polski, ale końcówka należała do kielczan, który w ostatnich minutach wręcz bawili się z rywalem.

 

Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że Kolding stać na dobre spotkanie na własnej arenie. Początek w wykonaniu kielczan nie należał do najlepszych. Brakowało koncentracji zarówno w ataku jak i obronie, dlatego na pierwszą bramkę mistrza Polski musieliśmy czekać nieco ponad pięć minut. Inaczej wyglądała sprawa z duńską drużyną, która za sprawą świetnej gry Bo Spellerberga zdołała wysunąć się na prowadzenie w pierwszych minutach meczu. Spellerberg to prawdziwy motor napędowy swojej drużyny, który w meczu Vardarem zaliczył aż trzynaście asyst, a w spotkaniu z Vive wcale nie zamierzał spoczywać na laurach. Dzięki jego grze, deficyt leworęcznych piłkarzy na prawym rozegraniu w KIF był niemal niedostrzegalny.

 

W drużynie Vive na szczególną pochwałę zasługiwał Denis Buntić, ale poza nim cała drużyna z Kielc nie popisywała się szczególną skutecznością. Nie mógł się wstrzelić Karol Bielecki nie wychodziły zagrania na obrotowego. Na korzyść Vive działało skupienie w obronie, które narastało z każdą minutą i usiłowało walczyć z przecinającymi podaniami Spellerberga oraz Sławomir Szmal, który między innymi obronił rzut karny. To uniemożliwiło powiększanie przewagi gospodarzom, a po kwadransie mieliśmy już remis. W zasadzie każda próba oderwania się przez Kolding kończyła się fiaskiem na ich własne życzenie. Przy większej skuteczności rywala Vive byłoby w ogromnych opałach. Dopiero w 24. minucie na bramkę celnie rzucił Bielecki i to w momencie, gdy kielczanie grali w przewadze, której nie udało się wykorzystać. Wyglądało na to, że oba zespoły chcą nam tutaj urządzić nerwówkę do samego końca. Brak zdecydowania i anemiczność, w niektórych akcjach przesądziły o tym, że w po pierwszej połowie Kolding wygrywało jedną bramką. Z pewnością Tałant Duszabajew zwrócił uwagę swoich zawodników na to jakie niebezpieczeństwo niosą ze sobą rzuty Lasse Andersona. Jednak nie defensywa była tutaj największym problemem, a stojący między słupkami Kasper Hvidt do spółki z nieskutecznością utrudniali strzelanie bramek mistrzom Polski.

 

Po przerwie obraz gry niewiele się zmienił. KIF grało swojego szczypiorniaka, konsekwentnie utrzymując dystans, a Vive stać było tylko na wyrównywanie wyniku meczu. Po duńskiej stronie w dalszym ciągu szalał Lasse Anderson, a kielczanie chyba zapomnieli, że grając przeciwko takiej drużynie jak Kolding należy utrzymywać skupienie w pełnym wymiarze czasu w stu procentach. Coraz lepiej grał Bielecki, który tego dnia mocno ufał podłodze, w którą kierował większość swoich rzutów. Mniej więcej po dziesięciu minutach gry dostrzegalne były pierwsze objawy zmęczenia wśród liderów Kolding, ale póki co Duńczycy wciąż dawali sobie świetnie radę w ofensywie, wskutek słabej postawy w defensywie rywala. Głupie błędy, dekoncentracja w kluczowych momentach i trochę brak szczęścia. Tak można opisać chyba cały ten mecz w wykonaniu Vive, niezależnie od końcowego wyniku.

 

Szansa na ucieczkę Vive pojawiła się po kwadransie gry, kiedy to Karol Bielecki wykorzystał rzut karny, a Laen Torsten musiał spędził dwie karne minuty na ławce rezerwowych. Ta sztuka się udała, gdy Julen Aginagalde dał kielczanom dwubramkowe prowadzenie. Zmęczenie piłkarzy dawało się we znaki gospodarzom i na dziesięć minut przed końcem spotkania Vive wypracowało sobie przewagę trzech bramek. Tego nie można już było wypuścić, ale przy nieustępliwości Duńczyków nic nie mogło być pewne. Wydawało się, że może to być mecz na przełamanie dla Bunticia, ale z biegiem czasu skuteczność mocno mu spadła, a ciężar zdobywania bramek wzięli na siebie prawdziwi liderzy Vive. Sprawę zwycięstwa pozamiatał Ivan Cupić strzelając 27. gola dla swojej drużynie. Gracze KIF zaczęli się kompletnie gubić, zmienili system gry w obronie, ale na tak radykalne roszady było już chyba za późno. W pięć minut ciężko było odrobić stratę czterech bramek. Powietrze zeszło z Kolding. O zwycięstwie w tym meczu zadecydowała głębia ławki rezerwowych kieleckiej drużyny. Końcówka w całości należała do polskiej drużyny. Strzelenie trzydziestu bramek na kopenhaskiej ziemi nigdy nie należało do zadań najłatwiejszych, a Vive przebiło ten wyczyn. Kolding chyba ostatecznie żegna się z możliwością awansu z grupy.

 

 KIF Kolding Kopenhaga - Vive Tauron Kielce 25:33


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)