Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Piękna machina zniszczenia - Barcelona gromi w Gran Derbi

Piękna machina zniszczenia - Barcelona gromi w Gran Derbi

Piłka nożna | 21 listopada 2015 21:03 | Marcin Borciuch

fot. blaugrana.pl

Czy da się rozgromić Real Madryt bez Lionela Messiego? Jak najbardziej! Do dziś była to co najmniej abstrakcja. Da się rozegrać Gran Derbi bez udziału Casillasa i Xaviego? Oczywiście! Teoria wielu ekspertów miała dzisiaj miejsce na Estadio Santiago Bernabeu – historyczny klasyk stał się faktem.


Dzisiaj rozpoczęła się nowa historia dla świata El Clasico. Bez legend i ikon tych klubów, bez najlepszego piłkarza globu (mimo jego wejścia z ławki). To było widowisko godne Gran Derbi, istny spektakl. Choć też można dosadniej to ująć – gwałt Barcelony na madryckiej murawie.


Messidependencia w Realu


Przez lata mówiło się, że Barcelona nie potrafi grać bez Leo Messiego. Choć w ostatnich kilku tygodniach dawała sobie radę bez Argentyńczyka, to skazywano ją na pożarcie w Gran Derbi, mimo nie najlepszej postawy „Królewskich” w ostatnich spotkaniach. W pierwszej połowie mistrz Hiszpanii udowodnił, że na Messim świat się nie kończy, w porównaniu do Madrytu, który ma chyba ma jakiś kompleks z nim związany. Paradoksalnie gorzej zagrał Real, gdy go nie było, niż kiedy biegał przeciwko „Los Blancos”.


Już pomijając aspekt nowego trenera, to problem też jest w głowach zawodników z Bernabeu. Jakby byli uzależnieni od Messiego z Barceloną, albo nastawiali się, że wyjdzie od początku. Wyglądali na zdezorientowanych jego brakiem, jakby tylko jego szukali na boisku, a reszta zawodników nie miała znaczenia. A tu niespodzianka, Messi na ławce. Piłek za boiskiem się nie odbiera, niestety (dla Realu).


Przyjemne uzależnienie od Neymara i Suareza


Blisko ostatnich 20 ligowych goli było zaslugą Neymara i Luisa Suareza. 2/3 znakomitego tercetu ofensywnego MSN wzięło na siebie odpowiedzialność wypunktowania przeciwników n krajowym podwórku i z zadania wywiązali się w co najmniej 100%. Swoją serię przerwali na moment, gdy Andres Iniesta strzelił trzecią bramkę w Gran Derbi, która spowodowała, że Real zaczął się chwiać na ringu. Drugi gol „El Pistolero”, czyli Suareza, znokautował ekipę ze stolicy Hiszpanii. Gospodarze próbowali wstać z kolan, ale nie dali rady.


Jeśli ma się takiej klasy napastników jak właśnie Brazylijczyk i Urugwajczyk, to widowiskowa gra i całkiem ładne bramki są gwarantowane. Takie piłkarskie narkotyki wszystkim cules prędzej pomogą niż zaszkodzą. W stolicy Katalonii neymarowo-suarezowe używki zeszłyby w sklepach niemalże natychmiast, a i każde ich zastosowanie skończyłoby się happy endem.

Z drugiej strony oczekiwania co do tej dwójki rosną, ale chyba oni lubią tego rodzaju presję i daje im kopa do gry, motywuje na treningach. Prosimy o więcej!


Duet SN sam meczu nie wygrał


Choć to Suarez z Neymarem ciągnęli grę ofensywną, to trzeba pochwalić tak naprawdę cały zespół „Dumy Katalonii”, a szczególnie kilku graczy. Zacznijmy od kapitalnego Claudio Bravo. Wyciągnął kilka stu-, albo i dwustuprocentowych sytuacji, dając dużo spokoju kolegom z defensywy i odbierając nadzieje „Królewskim” na nawiązanie wyrównanej walki. Może i Ronaldo nie był specjalnie widoczny w tym meczu, to miał dwie świetne sytuacje w drugiej połowie, ale fantastycznym refleksem popisywał się chilijski golkiper. Kolejny raz potwierdził, że jest w wybornej formie. Musi się znaleźć w 11 roku FIFA!


Linię obrony zbierzmy w całość. Nie miał kto tam się wyróżnić, bo cała czwórka (piątka, licząc Mascherano, który szybko zszedł i zmienił go Mathieu) zagrała na medal. Po prostu.


Jak to ujęli komentatorzy, Busidependencia w Barcelonie jest całkiem możliwa. Inaczej zespół gra bez niego (choć rzadko to się zdarza), a inaczej z nim. W pomocy, gdy nie ma piłki, panuje stoicki spokój, a gdy odbiera lub ją prowadzi, to tym bardziej. Klasa i opanowanie człowieka od czarnej roboty, najgłośniejszego i największego z cichych bohaterów współczesnego futbolu, zadziwiają nie jednego fana piłki nożnej.


Iniesta jest postacią bezcenną dla klubu, co dziś kolejny raz udowodnił. Przecież w meczach, gdy strzela bramkę, drużyna nie przegrywa. Magik linii pomocy, czarował swoimi inteligentnymi zagraniami w środku pola. Rakitić zagrał na wysokim poziomie. Pobiegał za piłką godzinę, swoje zrobił i dał Messiemu wejść, żeby złapać rytm. Mimo tego, że dość często jest zmieniany, to jest wartościową postacią ekipy Luisa Enrique. Sergi Robero naprawdę dojrzał i to porządnie. Rozwinął się w ostatnim czasie niesłychanie i gra bez kompleksów, co pokazał m.in. przy asyście, gdy zdecydował się na rajd w gąszcz obrońców. Ma umiejętności i to widać, jest coraz pewniejszy siebie. Warto mu kibicować, żeby szła jego kariera do przodu.


#prayforBenitez


Media przed El Clasico spekulowały, że jeśli Real przegra z Barceloną, to Rafa Benitez zostanie zwolniony po meczu. Kredytu zaufania nie dostał od nikogo, został wrzucony na podtopiony okręt i nie mając wsparcia od zarządu i drużyny, był zmuszony go zatopić. Zero pomysłu na grę, złe kierowanie defensywą i ofensywą z ławki, nie mógł dobrze ustawić zawodników ani przy obronie, ani przy ataku pozycyjnym, ani przy kontrach. Zawodnicy źle kryli, odpuszczali, co tworzyło idealną drogę do podania, z pressingiem też kiepsko to wyglądało, a środek pola był wręcz martwy.


Facet, który kolejny raz trafił na spaloną ziemię (po Mournho w 2010 objął Inter, który z Portugalczykiem zdobył potrójną koronę), nie odnowił jej. Nie miał jak. Sam? To zadanie z gatunku „mission impossible”. Można mu jedynie współczuć. Trenerem złym nie jest, ale wybitnie dobrym także, więc mimo wszystko cudów nie można było od niego oczekiwać.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)