Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Futbol oskryptowany - jak odepchnąć ambitniejszego widza od transmisji

Futbol oskryptowany - jak odepchnąć ambitniejszego widza od transmisji

Piłka nożna | 22 listopada 2015 21:45 | Artur Davtyan

fot. facebook.com/LiverpoolFC

Debata na temat poziomu komentatorów podnoszona jest przez sympatyków futbolu regularnie. Temat ten przewija się przez media społecznościowe, klubowe fora, można śmiało założyć, że nawet w zwykłych rozmowach ze znajomymi o tym wspominaliście. Niektórym nie podoba się głos, inni mają zastrzeżenia do obiektywności, ale mnie martwi co innego - w tym kraju fachowcy nie potrafią analizować piłki nożnej.

 

Impulsem do napisania tego tekstu był „występ” Marcina Rosłonia i Rafała Nahornego w spotkaniu Manchesteru City z Liverpoolem. Na żywo mecz oglądałem z angielskim komentarzem, dziś zaś trafiłem na bramki The Reds z polską ścieżką dźwiękową i, krótko mówiąc, jestem zniesmaczony. Ale po kolei, na przykładach.

 

 

Tak wiem, że na to czekacie :>

Posted by Andrzej Szewczyk on 22 listopada 2015

 

0:1, samobój Eliaquima Mangali. Cała akcja wyjęta wręcz z podręcznika Jürgena Kloppa. Pierwszym, co powinno zostać zauważone, jest wysoki pressing. Na połowie Obywateli naliczyć możemy aż sześć czerwonych koszulek. Błąd w przyjęciu Sagni daje szansę Coutinho na natychmiastowy odbiór i sprint w kierunku pola karnego City.

 

Teraz uwaga powinna przenieść się na drugiego Brazylijczyka - Firmino - który podążając za akcją kontrolował ustawienie środkowych obrońców City. Mając świadomość, że Demichelis musi zbiegać w kierunku Philippe, szukał złotego środka, dając „dziesiątce” LFC możliwość wykonania prostopadłego podania i nie pozwalając Mangali zbliżyć się na odległość dającą szansę na skuteczny odbiór.

 

Widoczny gołym okiem brak zdecydowania i utworzenie luki w środku defensywy było pierwszym błędem Francuza. Można tłumaczyć to pilnowaniem Lallany, ale tego akurat bardzo dobrze kontrolował Kolarov. Drugi raz wychowanek Standardu Liege podpada nam odpuszczając Roberto, dając mu tym samym jeszcze więcej miejsca. Ostatnią jego winą było, oczywiście, wbicie piłki do bramki strzeżonej przez Harta.

 

Tyle teorii. Jest o czym powiedzieć. Marcin Rosłoń jednak skupia się na „kolejce samobójczych trafień” i zaczyna opowiadać nam o wydarzeniach z innych spotkań. Wydarzeniach, o których większość oglądających mecz albo wie, albo ma zamiar dowiedzieć się w rozmaitych skrótach. W tym czasie oglądamy najlepsze ujęcie całej akcji, przedstawiające wszystkich piłkarzy biorących (bardziej lub mniej) udział w akcji, idealne do analizy.


Sztuczne wydłużanie wypowiedzi również nie pomaga. „Francuz tutaj się pomylił, przeliczył, przegrał tę walkę o pozycję, przegrał walkę o piłkę”. Po co to? Wszystko wynika przecież z poprzedniego zdania, w którym dowiadujemy się, że Coutinho nie faulował byłego obrońcy Arsenalu. Nie można było zamiast tego dodać cokolwiek wartościowego?

 

Posted by Andrzej Szewczyk on 22 listopada 2015

 

0:2, Philippe Coutinho. Wygrana przez Lucasa główka, a następnie przedłużenie piłki przez Milnera i Lallanę sprawia, że w sytuacji 1v2 znalazł się nagle Roberto Firmino. Zobaczmy, że do tego momentu atakujący gracze Liverpoolu sondowali jedynie przestrzeń, mając świadomość trudnej sytuacji Brazylijczyka, w której większe szanse mieli obrońcy City.

 

W chwili, w której ekspiłkarz Hoffenheim wygrywa ten pojedynek, zaobserwować można natychmiastowy sprint Coutinho w kierunku wolnego sektora, tworzącego się właśnie między wyciąganymi przez jego rodaka środkowymi obrońcami i Sagną, będącym na tej samej wysokości boiska co Philippe.

 

Asysta Firmino - prawdziwy majstersztyk. Jednym zagraniem minął 3/4 defensywy City, piłka wymierzona dosłownie na centymetry. Raz jeszcze podpada nam Mangala, który pamiętając wciąż o wydarzeniach sprzed kwadransa nawet nie próbuje zablokować podania. Chłodna głowa Coutinho, zwykle zgrzanego do granic możliwości w sytuacjach sam na sam, także godna odnotowania.

 

Pierwszy zgrzyt - wymienianie po kolei każdego piłkarza dołączającego do grona celebrujących bramkę. Dobre dla transmisji radiowej, ale telewidzowie przecież to wszystko widzą. Czego dowiadujemy się o golu samym w sobie? „Firmino do Coutinho”. To już. Koniec. Bądź kontent, drogi odbiorco.

 

Od Rafała Nahornego usłyszymy o „patencie” Philippe na Joe Harta. Ciekawa informacja, jak najbardziej warta przekazania, ale na takie rzeczy czas powinien być albo w trakcie celebracji, albo po powtórkach. Najciekawiej zrobiło się później, gdy nasz duet uznał, że Coutinho… był na spalonym, mimo powtórek ukazujących idealne wyczucie linii ostatniego obrońcy. Serio?
 

 

EMRE CAN! Coutinho i FIRMINO!Klasa. Firmino rozwalił!

Posted by Andrzej Szewczyk on 22 listopada 2015


0:3, Roberto Firmino. Co napędziło akcję? Równoczesne przyjęcie kierunkowe Philippe Coutinho po podaniu od Alberto Moreno i wejście Emre Cana między Bacary’ego Sagnę i Martina Demichelisa. Obaj chwilę po tym zagraniu skoncentrowali się na Niemcu, który otrzymawszy futbolówkę od Brazylijczyka wyciągał ich do przodu, by następnie posłać piłkę piętką za linię obrony, z powrotem do swojej „dziesiątki”.

 

Spuszczając z oczu Coutinho, prawy obrońca City popełnił niewybaczalny błąd. Spójrzmy teraz na zachowanie Firmino. Jeszcze przed zagraniem Cana zaczął wbiegać w pole karne, na co nie zareagował żaden obrońca City. Dawał tym samym Emre drugą możliwość - posłanie piłki między stoperami Obywateli. Interpretacja przestrzeni na najwyższym poziomie.

 

Nieważne, którą opcję wybrałby Niemiec, dobre podanie zawsze sprawiało, że Roberto zyskiwał stuprocentową szansę na podwyższenie prowadzenia. Podręczmy troszkę Mangalę, znowu. To on powinien pilnować strefy, którą zaatakował napastnik The Reds. Ostatecznie zanim zorientował się, gdzie jest Firmino, ten był już dobrych pięć metrów za jego plecami.

 

A teraz komentarz - nareszcie dobre podsumowanie bramki „na gorąco”. Potrzebowali do tego panowie z C+ aż trzech podejść. Później, niespodzianka, do głosu dochodzą notatki. Pan Nahorny informuje nas o tym, że trafiający własnie Brazylijczyk w Bundeslidze słynął głównie z asyst. Intrygująca uwaga, biorąc pod uwagę fakt, że statystyki „jedenastki” LFC w niemieckiej ekstraklasie to 24 ostatnie podania i… 38 bramek.

 

Dalej mamy już klasyczne rozważania na temat spalonego. Dostaniemy nie tylko stwierdzenie, że ofsajdu nie było. Pojawić się musi także uzasadnienie, przecież większość z nas nie zna zasad. Tym większe pole do popisu, że przytoczyć można było oba przepisy - o ostatnim obrońcy (wiem, uogólnienie) i linii wyznaczanej przez piłkę. Do tego kilka kolejnych epitetów o całej akcji i jedziemy dalej.

 

Bramki na 1:3 i 1:4 pominę. Pierwszą po prostu nie dysponuję, w drugiej zaś nie ma czego analizować. Powyższe trzy przykłady powinny wystarczyć, by zrozumieć do czego dążę. Nie mam rozeznania w lidze hiszpańskiej czy włoskiej, ale oglądając Premier League z Polakami za mikrofonem bez przerwy mam wrażenie, że słyszę o wszystkim, tylko nie o boiskowych wydarzeniach.

 

Aktualny system dobierania par komentatorskich w teorii prezentuje się tak: prowadzący + ekspert. W praktyce większość czasu mamy do czynienia z dwoma bajarzami, z których jeden skupia się na transmisji nieco bardziej, a drugi właściwie nie wyściubia nosa zza notatek. Zamiast dopełniać obraz meczu, oni funkcjonują jakby gdzieś obok, modyfikując tylko przyjęty wcześniej skrypt do potrzeb spotkania.

 

Swego czasu pierwiastek przybliżania natury gry, rozpatrywania możliwości czy popełnionych błędów wprowadzał do polskiej telewizji Jacek Gmoch, ze swoimi słynnymi już analizami. Wirtualne markery kreślące kolejne linie na ekranie wyglądały być może groteskowo, ale był to krok w dobrym kierunku. Gdyby rozwinąć formułę i nadać jej nieco bardziej zaawansowaną szatę graficzną, byłoby to naprawdę miłe urozmaicenie.

 

Na koniec składam wyrazy szacunku w kierunku Andrzeja Strejlaua, aka „taki, co niedługo już umrze, bo jest stary”. Ogromna wiedza o piłce nożnej, którą przekazuje telewidzowi w każdej transmisji. Człowiek, który zwraca uwagę na szczegóły. Gdy słyszy się go, odnieść można wrażenie, że futbol to elitarna nauka wykładana na największych uniwersytetach świata. To się ceni.

 

Przez długi czas uparcie trzymałem się polskiej ścieżki językowej, ale ostatnimi czasy korzystam z niej coraz rzadziej. Trudno wysiedzieć przed transmisją ze świadomością, że zamiast słuchać tradycyjnego prześlizgiwania się przez mecz, w ciągu kilku sekund mogę włączyć stream HD ze Sky, gdzie komentatorzy i eksperci naprawdę żyją relacjonowanym widowiskiem.

 

Artur Davtyan 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)