Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Co z tym Benteke?

Co z tym Benteke?

Piłka nożna | 01 grudnia 2015 20:05 | Artur Davtyan
Christian "Z buta wjeżdżam" Benteke
fot. facebook.com/LiverpoolFC
Christian "Z buta wjeżdżam" Benteke

Powiedzmy sobie szczerze, od początku nie podobał mi się pomysł transferu Christiana Benteke na Anfield. Niepoważnie duże pieniądze, wątpliwy profil piłkarski i doświadczenia wyniesione z przeszłości, dosłownie wszystko mówiło mi, że to się nie będzie kleić. Kilka ładnych bramek później... swoje stanowisko podtrzymuję.

 

Odnoszę wrażenie, że w społecznościach zrzeszonych wokół The Reds ciągle przybywa zwolenników Belga. Zastanawia mnie tylko - dlaczego? Gdy przyjrzeć się bliżej jego grze, wychodzi na to, że robi dokładnie to samo, co w Aston Villi. Można powiedzieć: "Hej, strzela bramki, czego chcieć więcej?". Odpowiedź jest prosta - wypadałoby pasować do drużyny.

 

Jeśli nie lubicie łączyć piłki z cyferkami, a na widok wykresów, tabelek i tym podobnych stwierdzacie tylko, że "statystyki nie grają" - następnych kilka akapitów nie jest dla was.

 

Na twitterze rzuciły mi się dzisiaj w oczy dwa zestawienia dotyczące napastników w Premier League. Stały się punktem wyjścia do napisania tego tekstu.

 

(liczby dotyczą BPL i FA Cup)

 

"Big chances", jak łatwo się domyślić, są odpowiednikiem naszych szans "stuprocentowych". Z Benteke żaden killer i tu wychodzi to czarno na białym. Jeśli ktoś po nastu spotkaniach Belga w Liverpoolu jeszcze się do tego nie przyzwyczaił, radzę zmienić nastawienie. Marnowane przez niego seriami setki to nie wynik gorszego dnia, on po prostu taki jest od lat. Dość powiedzieć, że Christian wykorzystuje nieco poniżej 83% tego, co "przeciętny" napastnik BPL.

 

Celem zobrazowania - przyjmując odpowiednio dużą liczbę testów, by nie fałszować wyników, na każdych pięć bramek strzelonych przez uśrednionego ligowca, Belg trafiłby do siatki tylko cztery razy.

 

 

Policzyłem, w ramach uzupełnienia, skuteczność wszystkich napastników wymienionych obok Benteke, określmy ich po prostu topowymi. Łącznie znaleźli się w 766 sytuacjach stuprocentowych, strzelając z nich 323 bramki. Daje to conversion rate na poziomie 42.17%. Prosta matma - Benteke ze skutecznością 32% jest o blisko 1/4 mniej efektywny. Tam, gdzie "przeciętny topowy" napastnik BPL strzeli cztery bramki, on daje tylko trzy.

 

Przejdźmy raz jeszcze do pierwszej tabelki. Zanotować można bardzo niski stosunek big chances do rozegranych minut Christiana. Tylko Rooney we wspomnianym topie dochodził do nich rzadziej, co łatwo usprawiedliwić tym, że najczęściej grał niżej, podwieszony pod m.in. van Persiego. Big Ben swoje big chances notuje średnio co 170 minut. Wyczekiwany od miesięcy Sturridge dochodzi do nich co 111 minut, kończąc je przy tym z ponad 1.5 raza wyższą skutecznością.

 

 

Kolejne zestawienie. Spójrzcie na XGPerShot i XGP90. Dla tych, którzy są mniej zapoznani z tematem:
- XG to skrót od expected goals, a tłumacząc na Mickiewicza - spodziewane bramki. Niesamowicie rozbudowana formuła, oczko w głowie aktualnie dla wszelkich sympatyków futbolowej analizy.
- PerShot/P90 - odpowiednio podzielenie przez średnią liczbę strzałów lub 90 minut.

 

Benteke prezentuje się słabo w obu przyjętych kryteriach kryteriach.

 

Przeciętny strzał Benteke ma statystycznie zauważalnie niższą szansę na trafienie do siatki rywala niż u porównywanych stylem gry Giroud czy Fletchera. Piłkarze pokroju Christiana, bardziej statyczni, wyczekujący odpowiedniej chwili, powinni raczej dążyć do maksymalizacji XGPerShot. Wychodzić muszą bowiem z założenia, że ich sposób gry wymusza na nich bliską asystę defensorów, co naturalnie zmniejsza liczbę okazji, w których mogą się znaleźć. Dynamiczni napastnicy, tacy jak Sturridge i Aguero, mogą pozwolić sobie na delikatne uszczerbki w kwestii jakości pojedynczych strzałów, gdyż często osiągają oni zawrotne liczby w statystyce szans przypadających na 90 minut gry.

 

Przeciwwagą dla Benteke jest Dzeko. Zasadniczo podobny typ piłkarza - szpica, typowa dziewiątka. W praktyce, Bośniak dużo większy nacisk kładzie na grę pod zespół, co skutkuje dużo wyższą jakością podejmowanych przez niego prób. Szokuje niesamowicie wysokie XGP90, ale weźmy poprawkę na fakt, że Edin był w rozpatrywanym okresie jedynym (obok Aguero) piłkarzem, który bez przerwy grał w zespole walczącym o mistrzostwo.

 

Z drugiej strony, tylko Alexis jest lepszy od Belga pod względem goal efficiency. Czym jest goal efficiency? Stosunkiem goli strzelonych do goli spodziewanych. I w tym tkwi fenomen Benteke. Będąc zasadniczo przeciętnym łowcą bramek, strzela regularnie z, kolokwialnie mówiąc, niczego. Jest w tym wręcz fantastyczny.

 

Wolej z dwudziestego metra? Proszę bardzo. Przewrotka? Jasne. Główka po ladze ze strefy bliższej linii środkowej niż pola karnego? Klasyka gatunku. Nie zmienia to ostatecznie faktu, że wynik Belga byłby o wiele bardziej godny uwagi, gdyby osiągnął go wyrabiając przy tym okolice topowej skuteczności big chances, nie wspominając o ich liczebności.

 

Sturridge w Premier League i FA Cup strzelił od sezonu 11/12 54 gole, z czego 31 ze wspomnianych big chances. Stosunek bc/g wynosi 57%. Benteke ogółem zanotował 48 trafień (logiczne, że wszystkie łapią się do progu sezonu 11/12). Stosunek bc/g? 33%. Nie można przecież powiedzieć, by Danielowi brakowało w karierze zjawiskowych uderzeń z dystansu czy najzwyklejszych główek po stałych fragmentach gry, ale Christian polega na nich zdecydowanie bardziej.

 

Pojedyncze momenty geniuszu (i szczęścia, mówmy wprost) wygrały w historii niejeden mecz, ale mistrzostwa i puchary zdobywa się powtarzalnością i regularnością. Czy można jej oczekiwać od zawodnika o profilu Benteke? Umiejętność strzelania z pozycji nieprzygotowanych jest świetnym atutem, ale staje się niewiele warta, gdy napastnik nie potrafi znaleźć wspólnego języka z resztą drużyny i jest hamulcowym całej ofensywy. A tak wygląda prawie każdy mecz Liverpoolu z Benteke na szpicy. 

 

Nie wierzę, że Benteke w magiczny sposób się dostosuje. Nie tylko do Kloppa, ale i do całego Liverpool Way. Tu od lat gwiazdami byli napastnicy szybcy, sprytni i olśniewający swoją grą. Fowler, Owen, Torres, Suarez, Sturridge. Tego typu ludzie lśnili na Anfield, to była ich scena. Eksperymenty z wynalazkami pokroju Heskeya, Carrolla czy Balotellego nie przynosiły najlepszych rezultatów.

 

Spójrzmy nawet na gole strzelone przez Christiana. Czy o którymś można powiedzieć, że był to bardziej wypracowany, złożony schemat? Bournemouth - spalony. United - przewrotka. Southampton - główka po kilkudziesięciometrowym dośrodkowaniu. Bordeaux - sytuacyjny wolej z linii pola karnego. Jedyna bramka, która nosi znamiona jakiegokolwiek planu, to ta w meczu z Chelsea. Jedna z pięciu. Nic, na czym mogłaby się długoterminowo opierać drużyna walcząca o najwyższe cele.


Nie jest przypadkiem, że najlepszy występ całego zespołu w kategoriach ofensywnych przypadł na mecz, w którym pierwszą linię prowadził Roberto Firmino. Gole z tamtego spotkania przeanalizowałem już w innym tekście. Trzy z czterech bramek były od początku do końca dobrze przemyślanymi, świetnie rozprowadzonymi akcjami. Czymś, na co chciało się patrzeć, wyłapywać kolejne smaczki w każdej następującej po sobie sekundzie. 

 

Czy dla Benteke nie ma zatem miejsca w Liverpoolu? Moim zdaniem, na pewno nie ma go w pierwszej jedenastce. Wystarczy spojrzeć na mecz z Bordeaux, gdzie ze strony czysto piłkarskiej nie zaoferował niczego poza strzeloną bramką. A że bramka ta była przedniej urody, to słaba gra u wielu poszła w zapomnienie. Takie sytuacje na dłuższą metę szkodzą dobru drużyny. Mój punkt widzenia jest prosty - wolę napastnika, który w sezonie strzeli bramek dziesięć, ale pozwoli zespołowi na trafienie ogółem sześćdziesięciu, niż takiego, który samemu strzelając piętnaście sprawia, że drużyna jako całość ma ich pięćdziesiąt. 

 

Ludzi o profilu Christiana oczywiście warto mieć w swojej kadrze. Istnieje ogromna szansa, że taki ktoś zapewni trzy punkty jedną bezpańską piłką, która znajdzie się pod jego nogami na dwudziestym metrze lub na jego głowie na metrze dziesiątym. Celując jednak w grę dynamiczną, opartą m.in. na pressingu, kontrpressingu, czy skrzydłowych w rolach bocznych napastników, upychanie tego typu dziewiątki w pierwszej jedenastce jest krzywdą dla reszty zespołu. A gdzie cierpi drużyna, tam cierpią wyniki.

 

Pierwsza i trzecia tabela pochodzą z twitterowych profili @DanKennett i @SteMc74.

 

ARTUR DAVTYAN

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)