Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Grobowe nastroje na San Siro
Mihajlović nie zbawił (jak na razie) ekipy Milanu
fot. wikipedia.org, Roberto Vicario
Mihajlović nie zbawił (jak na razie) ekipy Milanu

Grobowe nastroje na San Siro

Piłka nożna | 07 grudnia 2015 12:33 | Krzysztof Mokrzycki

 Po piętnastu meczach sezonu 2015/2016 we włoskiej Serie A wiemy nadal niewiele na temat Milanu. Rossonerri mają dokładnie tyle samo punktów, co dwanaście miesięcy wcześniej za panowania Inzaghiego. Obecnie bycie kibicem Rossonerrich to masochizm w czystej postaci. Niestety.


No bo jak inaczej nazwać fakt, że wpierw pokonuje się Sampdorię 4:1 i gdy wydaje się, że w końcu wszystko powoli wraca na swoje miejsce, przyjeżdża jakieś Crotone i remisuje na San Siro, a dopiero w dogrywce traci dwa gole i odpada z pucharu? Jasne, można się bronić, że Mihajlović dał pograć kilku rezerwowym, że to mało znaczące rozgrywki i tym podobne. Ale zaraz. Zwycięstwo w Pucharze Włoch daje możliwość gry w Lidze Europy, a umówmy się, że jest to na ten moment chyba jedyny realny cel zespołu z miasta mody. Jeżeli jednak nadal ktoś sądzi, że pucharowe starcia we Włoszech właśnie tak wyglądają, to co powie na wczorajszy wyczyn Rossonerrich? Bezbramkowy remis z malutkim Carpi chluby nie przynosi. Jasne, można, wręcz trzeba napisać, że miejscowy golkiper – Belec – miał dzień konia i bronił wszystko, co leciało w kierunku jego bramki. Jego interwencje z końcówki spotkania sprawiły, że w wielu polskich domach dało się słyszeć głośne okrzyki niezadowolenia, a i podejrzewam, że różne przedmioty mogły latać tu i tam…


Pytanie jednak brzmi: Dlaczego? Co się dzieje, co jest nie tak z tym Milanem, że kolejny szkoleniowiec nie potrafi ogarnąć tego burdelu, jaki panuje wewnątrz drużyny? Grube miliony wydane na transfery póki co wyglądają na pieniądze wyrzucone w błoto, bo choć Carlos Bacca kilka goli strzelił, to ostatnio jest zupełnie niewidoczny. Najlepszym zawodnikiem Milanu ostatnimi czasy jest Bonaventura, czyli zawodnik który został rok temu sprowadzony jako „rezerwowy” z Atalanty, i zaledwie 16-letni Gianluigi Donnarumma. Może nie byłoby w tym nic bulwersującego, gdyby nie fakt, że młokos to przecież bramkarz… Filippo Inzaghi bał się stawiać na młodzież, Sinisa Mihajlović się tego nie boi. Grają zarówno wspomniany Donnarumma, jak i (gdy tylko jest w pełni zdrów) Niang.
W dotychczasowych piętnastu kolejkach włoskiej Serie A ekipa Milanu przegrała aż pięć meczów, a straciła przy tym 18 goli. Jasne, że ta druga statystyka uległa znacznej poprawie od momentu wskoczenia między słupki naszego wychowanka, ale samego Diego Lopeza też nikt nie ma prawa winić za całe zło, które spotyka Milan w tyłach. Romagnoli, choć młody i często łapie kartki, jest liderem defensywy, na bokach dzielnie radzą sobie Abate i Antonelli, a trochę zatrzymał się jakby w rozwoju Mattia De Sciglio. A jest jeszcze przecież młodziutki Calabria. O ile boki wyglądają solidnie, to brak sensownego partnera dla byłego gracza Romy na środku obrony to obecnie chyba jedna z największych bolączek Milanu. Mexes pójdzie do Fiorentiny, Zapata zalicza całą masę asyst lub wypracowuje czerwone kartki. Czyli niby wszystko OK, gdyby nie fakt, że Kolumbijczyk robi to w drugą stronę; podaje rywalom i swoimi zagraniami funduje czerwone kartki kolegom, starającym się naprawić jego błędy. Alex jest więcej niż nierówny, dodatkowo starość nie radość, a o Elym z litości się nie wypowiem. Ten chłopak tylko pokazuje, jak wielka różnica jest pomiędzy rozgrywkami Serie A i Serie B.
Drugim palącym kłopotem personalnym jest brak klasowego pomocnika. Takiego, który prostopadłym podaniem uruchomiłby napastnika, który potrafiłby uderzyć celnie z dystansu, który gryzłby trawę… Kiedyś w środku pomocy Rossonerrich grali rzemieślnicy: Gattuso czy Flamini, oraz wirtuozi; Seedorf, Kaka, Beckham… Teraz nikogo takiego nie ma. Bonaventura, choć najlepszy ostatnio w klubie, to nie jest zawodnik, który potrafi sam wygrywać mecze. Defensywni pomocnicy zanotowali solidny zjazd, co dotyczy się zwłaszcza de Jonga. Juraj Kucka gra swoje, na miarę umiejętności. Suso jest zaś największą zagadką od czasów wspomnianego Kaki. Nikt nie wie, czego się po nim spodziewać. Faktem jest, że zarówno Mihajlović, jak i wcześniej Inzaghi, nie potrafili wykorzystać podobno wielkiego potencjału i umiejętności Hiszpana. Za kadencji obu szkoleniowców były zawodnik Liverpoolu w wyjściowym składzie melduje się raz na ruski rok.
Potencjalny kłopot bogactwa jest za to w ataku. Ostatnio to jednak tylko pozory. Mbaye Niang wyleczył się, dał show w meczu z Sampdorią, nieźle zaprezentował się w Pucharze, a wczoraj z Carpi był dla własnych kibiców bardziej denerwujący, niż kibic Miedzi Legnica przechadzający się w koszulce swojej ukochanej ekipy po Wrocławiu. Dokładniej: każdy miejscowy chętnie by mu nakopał w cztery litery. Chrzanił wszystko, co się tylko dało, a jego strzał z rzutu wolnego przebił chyba nawet centrę (strzał?) Tomasza Brzyskiego z wczorajszego meczu Legii z Wisłą. Jest Balotelli, ale on leczy uraz, poza tym każdy wie, jaki Super Mario jest, zwłaszcza poza boiskiem. Bacca się zaciął, Adriano nadal nie potrafi w Serie A znaleźć swojego miejsca. Kiepsko to wygląda.


Trzecim poważnym problemem jest gra Milanu na wyjazdach. 8 punktów w ośmiu meczach wyjazdowych to wręcz kpina z kibiców, którzy za swoim klubem jeżdżą dalekie kilometry. Cztery porażki, i o ile tę z Juventusem szło zrozumieć, o tyle wyniki pokroju 0:0 z Carpi są wręcz niepojęte. Jasne, każdemu może się przytrafić wpadka, ale w przypadku Milanu to już przesada.


Wzmocnienia będą, i to już zimą. Kibice Milanu pewnie na samą myśl o tym zamykają oczy i widzą w pasiastej koszulce Axela Witsela czy Ezequiela Garay’a, ale potem się budzą i czytają, że Galliani chce zakontraktować Kevina Prince Boatenga i Sulley’a Muntariego, których nie tak dawno przecież z San Siro pogoniono. Na liście życzeń znajduje się także Sensi oraz Kevin Mirallas, niezadowolony ze swojej pozycji w angielskim Evertonie, i Hiszpan Alvaro Negredo. Oczywiście napastnik. Z klubu odejdą zapewne wspomniany już Mexes (do Fiorentiny) oraz Diego Lopez. W przypadku Hiszpana „Calciomercato” podaje, że jest opcja wymienienia go na definitywny transfer Mario Balotellego. Klopp bowiem miał zagiąć parol na byłego golkipera Realu Madryt. Atletico Madryt z kolei chciałoby u siebie Bonaventurę, ale ciężko powiedzieć, na ile realny jest to scenariusz. Zespół z Vincente Calderon podwędził Milanowi latem Jacksona Martineza i nie pozostaje w najlepszych relacjach z zarządem Rossonerrich.


Podsumowując, oglądanie Milanu w tym sezonie powoduje skraje emocje; albo euforię, jak po zeszłotygodniowym meczu z Sampdorią (4:1), albo załamanie nerwowe (porażka z Napoli) lub czysty masochizm, jakim było oglądanie wczorajszych wyczynów bandy Mihajlovicia w meczu przeciwko Carpi. Już nawet nie chodzi o to, że z boiska długimi fragmentami wiało nudą, ale bardziej o to, że malutkie Carpi, które najpewniej, z całym szacunkiem, poleci z Serie A, potrafiło w początkowej fazie meczu zdominować Milan, gdzie tylko Donnarumma nie wyglądał na wystraszonego. Przykre, ale prawdziwe. Smutne jest też to, że tifosi tak zasłużonego dla zarówno włoskiego, jak i europejskiego futbolu klubu musieli się pocieszać ironizując – bo to wcale nie jest taki zły wynik – wszak Napoli też zremisowało z Carpi…

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)