Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Fenomen Die Schwaben

Fenomen Die Schwaben

Piłka nożna | 11 grudnia 2015 20:15 | Artur Davtyan

fot. facebook.com/VfB

Jest w Bundeslidze pewien klub. Drużyna, która narzuca rywalowi swoje warunki gry, zawsze chętna, by przejąć inicjatywę. Zespół, który szuka futbolu ofensywnego, wprawiającego kibiców w ekstazę. Ekipa, której mecze obfitują w najwyższą liczbę bramek w lidze. W tabeli zajmują miejsce drugie… od końca.

 

Szaleństwo Stuttgarcie zaczęło się już wiosną tego roku. Futbol na tak, eksplozja formy Ginczka i Kosticia, w efekcie upragnione utrzymanie. Celem na kolejny sezon stał się powrót do górnej połowy tabeli, a ambicje klubu miało potwierdzić zatrudnienie Alexandra Zornigera, kolejnego z niemieckich pasjonatów wysokiego pressingu i gry opartej na zabójczych kontrach. Na Mercedes-Benz Arena zapomniano o jednym – drużynę wypada budować od tyłu.

 

Odpowiedzialność za kadrę Die Schwaben spoczywa w rękach dyrektora sportowego, Robina Dutta. A ten, lekko mówiąc, nie popisał się w letnim okienku. Braki kadrowe Stuttgartu były oczywiste. Trzeba było wzmocnić defensywę, a wtedy, kto wie, może z takim potencjałem z przodu uda się zajść nawet do europejskich pucharów. Jak zadziałał więc Dutt? Jak to Dutt, po swojemu. Poważnie osłabił i tak nędzną obronę, co rykoszetem doprowadziło do tego, że Zorniger już zdążył opuścić VfB.

 

Sprzedaż Svena Ulreicha do Bayernu Monachium była ruchem co najmniej zaskakującym. Niemiec nie był najpewniejszym punktem drużyny, postawmy sprawę jasno. Na kilka kolejek zluzował go nawet Thorsten Kirschbaum. Wydawałoby się jednak, że człowiek decydujący się na sprzedaż solidnego mimo wszystko golkipera, ma w rękawie prawdziwego asa. Tymczasem na miejsce Ulreicha sprowadzono… dwóch bramkarzy. O żadnym z nich nie da się powiedzieć, by był zauważalnie lepszy od wychowanka VfB. Czysto sportowo mamy więc zastój, a finansowo na Mercedes-Benz Arena wyszli jeszcze na minus.

 

Zawirowania wokół obsady bramki to nic, gdy spojrzymy na cuda dziejące się na środku obrony. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że najbardziej wartościowym członkiem defensywy Stuttgartu był w ubiegłych rozgrywkach Antonio Rüdiger. Momentami niepewny, nerwowy, ale przede wszystkim wyróżniał się świetnymi warunkami fizycznymi i ogromnym talentem. Nie dziwi fakt, że Die Schwaben nie zdołali takiego piłkarza zatrzymać u siebie. Dziwi fakt, że zamiast sprzedać go za możliwie najwyższe pieniądze, Dutt przystał na prawdopodobnie najgorszą z perspektywy klubowych finansów propozycję. Na czym stanęło? Najlepszy stoper VfB został wypożyczony za 4 miliony euro do włoskiej Romy, z obowiązkowym wykupem za kolejnych 9 milionów po sezonie.

 

W Stuttgarcie powstał więc twór jedyny w swoim rodzaju. Po letnim okienku kręgosłup defensywy stanowić mieli 19-letni Baumgartl i do niedawna skrzydłowy(!) Hlousek, a ich zmiennikami zostali sprowadzony z Kubania Krasnodar Sunjić i zwyczajnie słaby Niedermeier. Do szerokiego składu dołączył z drużyn młodzieżowych nawet wiecznie niespełniony talent, Stephen Sama. Efekty? Die Schwaben po piętnastu kolejkach mogą „pochwalić się” wynikiem 36 straconych bramek, zdecydowanie najgorszym z całej stawki.

 

Co ciekawe, byli podopieczni Zornigera nie wyróżniają się negatywnie, gdy zaczniemy przeglądać bardziej szczegółowe statystyki dotyczące defensywy. Jeśli rozpatrzeć liczbę strzałów, tylko sześć drużyn dopuściło rywala do mniejszej liczby prób. Gdyby dodatkowo zawęzić to do uderzeń oddanych w tak zwanym danger zone – polu bramkowym i strefie rozciągającej się bezpośrednio przed nim aż do linii pola karnego – okazuje się, że jedynie Bayern, dortmundzka Borussia i Bayer wyglądają lepiej od Stuttgartu.

 

Wśród zaskakująco pozytywnych aspektów wymienić można również fakt, że gracze VfB najlepiej w lidze neutralizują zagrożenie płynące z dośrodkowań. Jedynie 21% strzałów we wspomnianej danger zone poprzedzonych było centrami. Analogiczna statystyka dotycząca through balls – podań przecinających defensywę – wygląda jeszcze bardziej imponująco. Ani jedna taka piłka nie została zamieniona na strzał z obrębu pola karnego. Żaden inny zespół w Bundeslidze, La Lidze, Premier League i Serie A nie może pochwalić się czymś takim.

 

Odnieść można wrażenie, że pomysł Zornigera na grę w tyłach nie był zły. Co więcej, czysto statystycznie rokował zadziwiająco dobrze. Niestety dla niego, nawet najlepszy system nic nie da, gdy piłkarze popełniają błąd za błędem. To nawarstwiające się indywidualne słabości każdego kolejnego członka defensywy Stuttgartu są podstawowym problemem. Zwalniając trenera Dutt nie zmienił niczego, zrzucił tylko na cudze barki odpowiedzialność za swoje porażki sprzed kilku miesięcy.

 

Skoro dotknąłem już tematu statystyk, wypadałoby przejść do tego, co w Stuttgarcie było i jest najciekawsze – ofensywy. Trzecie miejsce w lidze pod względem liczby oddanych strzałów. Piąte, gdy mowa o próbach celnych i udanych dryblingach. W strefie pola bramkowego częściej uderzał jedynie Bayern. Do tego dodajmy czwartą największą liczbę wykreowanych szans. I wciąż mowa o przedostatnim zespole w tabeli.

 

Mimo tych wszystkich plusów, VfB strzela mniej bramek, niż teoretycznie powinno. Problem tkwi w wykończeniu. Na co komu statystyki kluczowych podań i oddawanych strzałów godne gry w Lidze Mistrzów, jeśli ostatecznie chance conversion z bólem przekracza próg dziesięciu procent? Przy wyższej skuteczności Die Schwaben mogliby być niemiecką, nieco bardziej radykalną odpowiedzią na szalejące w Premier League Leicester. Celność podań jednych i drugich? Odpowiednio 71% i 71,2%. Średnia liczba podań w meczu? 388.9 i 340. Tworzone szanse na mecz? 11.8 i 11. Bilans xG? +3.7 i +5.1. Skojarzenia są wręcz oczywiste.

 


Na koniec, w ramach ciekawostki, mapa expected goals (xG) z wrześniowego meczu Stuttgartu z Schalke. Więcej o samej formule dowiecie się między innymi tutaj: Let's talk about expected goals. W dużym skrócie – xG to algorytm określający szanse strzału na wpadnięcie do siatki. Algorytm, który najwyraźniej bardzo lubi VfB. Sytuacje takie, jak na obrazku powyżej, w meczach Die Schwaben są codziennością. Przykład co prawda skrajny, wybrany dla podkreślenia problemu, ale równie dobrze mógłbym zamieścić tu kilka innych grafik.

 

W kategoriach wypracowanych expected goals VfB wygląda gorzej tylko od drużyn Guardioli i Tuchela. Mniej kolorowo jest pod względem xG „zdobywanych” przez przeciwnika. Tylko Hoffenheim i Hannover spodziewają się tracić więcej bramek. Prawdziwe cuda zaczynają się w momencie, gdy algorytm zaczyna ustalać różnicę goli. Przewidywany bilans według metody Michaela Caleya wskazuje na około +4 dla Stuttgartu. Tymczasem w rzeczywistości jest to… -17. Słownie – dwadzieścia jeden oczek różnicy. Przepaść.

 

Oczywiście, można mieć wątpliwości dotyczące skuteczności działania algorytmu. Okazuje się jednak, że dla pozostałych siedemnastu ekip sprawdza się on bardzo dobrze – zakres dokładności xG dla jedenastu z nich mieści się w okolicach czterech bramek różnicy. Najskrajniejsze oprócz Stuttgartu przypadki – Bayer i Hertha – mijają się z prawdą „zaledwie” o dziesięć goli.

 

Zornigerowi można zarzucić autorytarne stosunki z piłkarzami i ogromne przywiązanie do swojego ofensywnego stylu, ale nie można odmówić intrygującego pomysłu na grę zespołu. Moim zdaniem potraktowany został niesprawiedliwie, płacąc za letnie błędy Dutta. W tym szaleństwie była metoda, potrzebowała tylko mądrze rozegranego zimowego okienka. Ostatecznie, gdy w defensywie brakuje jakości, najlepszą obroną jest zawsze atak.

 

ARTUR DAVTYAN

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)