Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Przełamanie lidera

Przełamanie lidera

Piłka nożna | 09 marca 2013 09:05 | Przemysław Drewniak
Jakub Kosecki i jego koledzy zanotowali ważną wygraną
fot. Wojciech Tarchalski / Superstar.com.pl
Jakub Kosecki i jego koledzy zanotowali ważną wygraną

Mecz trudny, gra przeciętna, ale najważniejszy jest końcowy wynik. W piątkowy wieczór Legia Warszawa po raz pierwszy tej wiosny sięgnęła po trzy punkty, pokonując na wyjeździe Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1. Bramki dla warszawian strzelali Marek Saganowski i Jakub Wawrzyniak, a jedynym trafieniem dla gospodarzy popisał się Robert Demjan. Wcześniej w Lubinie Zagłębie pokonało Jagiellonię Białystok po golu Borisa Godala w doliczonym czasie gry.


Podbeskidzie Bielsko-Biała 1-2 Legia Warszawa


Mecz w Bielsku-Białej zapowiadany był jako starcie lidera rundy wiosennej z liderem Ekstraklasy. Po efektownym zwycięstwie nad Jagiellonią i remisie w Krakowie, Podbeskidzie miało nadzieję na kolejny dobry występ i sięgnięcie po jakże cenną zdobycz punktową. W meczu z Legią Górale spisali się przyzwoicie i stanęli na wysokości zadania, ale to nie wystarczyło do uniknięcia porażki ze stołeczną drużyną.


Widząc słabą postawę w defensywie w pierwszych dwóch meczach wiosny, trener Jan Urban zdecydował się na dokonanie kilku zmian w wyjściowym składzie. Na ławce pozostawił Michała Żewłakowa, a w jego miejsce w roli stopera wystąpił Artur Jędrzejczyk. Po raz pierwszy w Ekstraklasie na prawej obronie mogliśmy za to ujrzeć Bartosza Bereszyńskiego, który był próbowany na tej pozycji podczas treningów w tygodniu. W dodatku do składu wrócili także kartkowicze – Wawrzyniak, Łukasik i Radović. To wszystko miało sprawić, że Legia w końcu się przełamie i zagra na miarę oczekiwań.


W pierwszej połowie ekipa z Łazienkowskiej przypominała jednak ten sam zespół, który ujrzeliśmy przed tygodniem w starciu z Bełchatowem. Legioniści bezskutecznie próbowali zdominować gospodarzy, którzy nastawieni byli na grę z kontrataków. Piłkarze Urbana tak naprawdę tylko na kilka minut zdołali osiągnąć przewagę, gdy dwa razy zakotłowało się pod bramką Richarda Zajaca. Najpierw w bardzo dobrej sytuacji przestrzelił Danijel Ljuboja, a w 23. minucie Artur Jędrzejczyk strzałem z przewrotki próbował zaskoczyć słowackiego golkipera Podbeskidzia.


Tak naprawdę pierwszy raz Legia potrafiła zdominować rywali po zmianie stron. Wtedy to goście ruszyli z impetem na bramkę miejscowych, a Marek Saganowski już po 30 sekundach mógł dać prowadzenie swojej drużynie. To co nie udało się w pierwszych sekundach drugiej połowy, udało się jednak siedem minut później. Po kolejnej niebezpiecznej akcji warszawian w poprzeczkę strzałem głową trafił Jakub Kosecki, a do piłki dopadł „Sagan”, który zaliczył pierwszą bramkę po długiej przerwie w grze spowodowanej problemami z sercem.

Gol uspokoił nieco grę gości, ale ci nie potrafili drugi raz skarcić Podbeskidzia, które znów mogło liczyć z przodu na Roberta Demjana. To właśnie słowacki napastnik był zdaniem Jana Urbana największym zagrożeniem ze strony bielszczan i od początku było widać, że Vrdoljak z Inakim Astizem zwracają na niego szczególną uwagę. Nie zdołali jednak upilnować go w 73. minucie, kiedy ten ładnym strzałem po podaniu Fabiana Paweli pokonał Dusana Kuciaka i wyrównał wynik meczu. Wydawało się, że w ostatnich minutach Górale będą chcieli pójść za ciosem, a nieco pozbawiona pewności siebie Legia znów straci kontrolę nad meczem. Lider szybko jednak stłumił zapał gospodarzy, ponownie wychodząc na prowadzenie. Po rzucie rożnym najwięcej spokoju zachował w polu karnym Jakub Wawrzyniak, który uderzeniem lewą nogą dał swojej drużynie 3 punkty.


To nie była jeszcze ta Legia, na którą wszyscy czekają. W grze stołecznej drużyny nadal brakowało pewności, płynności, ale w Bielsku-Białej rozegrała typowy mecz na przełamanie. Teraz kandydat do mistrza Polski z większym spokojem będzie budował formę na następne spotkania i do szlagieru z Górnikiem Zabrze pozostanie na szczycie tabeli. Podbeskidzie po tym meczu nie ma sobie wiele do zarzucenia – zagrało na miarę swoich możliwości, a do urwania punktu zabrakło nieco szczęścia. Jeśli jednak dziś Ruch Chorzów wygra swoje spotkanie, dystans Górali do bezpiecznej strefy zwiększy się już do dwucyfrowej liczby punktów. A to może być początek końca nadziei bielszczan na skuteczną walkę o utrzymanie.


Zagłębie Lubin 2:1 Jagiellonia Białystok


Miano najlepszej drużyny wiosny przejęło od Podbeskidzia Zagłębie Lubin. W piątek podopieczni Pavla Hapala w pełni zasłużenie pokonali Jagiellonię i wliczając mecze ligowe, sparingi oraz pucharowe starcie z Ruchem Chorzów, było to dla nich już 17. z rzędu spotkanie bez porażki!


Aż trudno uwierzyć w to, że Zagłębie do 93. minuty tylko remisowało ze słabo dysponowaną Jagiellonią. Lubinianie przez cały mecz absolutnie dominowali, a na ich drodze stał jedynie kapitalnie spisujący się między słupkami Jakub Słowik. Goście poza kilkoma krótkimi fragmentami gry właściwie nie istnieli, a w ich składzie poza bramkarzem nieźle spisywał się jeszcze tylko Dani Quintana. Hiszpan od początku rundy wiosennej wyróżniał się na tle słabo grających kolegów, a w piątek podkreślił to strzeloną bramką. W 39. minucie to jego strzał dał Jagiellonii wyrównanie i nadzieję na to, że w drugiej połowie uda się powalczyć o wygraną.


Sami Quintana i Słowik to było jednak za mało na świetnie grających piłkarzy Zagłębia. Ich ofensywny styl gry mógł się podobać – częsta gra na granicy spalonego, dynamiczne skrzydła i aż 26 strzałów (w tym 10 celnych) oddanych w kierunku bramki rywali. Najwięcej zagrożenia płynęło ze strony Szymona Pawłowskiego i Michala Papadopoulosa. Ten drugi w 13. minucie dał prowadzenie swojej drużynie, ale w kilku innych sytuacjach nie miał już tyle szczęścia. Ofensywnych graczy Zagłębia wyręczył w doliczonym czasie gry Boris Godal, który strzelił swoją pierwszą bramkę na boiskach Ekstraklasy.


Pavel Hapal buduje w Lubinie bardzo solidną drużynę, która jak na razie jest pierwszym kandydatem do miana „rycerzy wiosny” w naszej lidze. Po piątkowym meczu Zagłębie jest już na 6. miejscu w tabeli, choć przy takiej grze może postarać się nawet o awans na wyższe lokaty. „Miedziowi” muszą jednak popracować nad skutecznością, bo przecież wczorajszy mecz mogli równie dobrze zremisować. Z kolei Jagiellonia, która jeszcze niedawno wyprzedzała ich w tabeli, jest w całkiem odmiennej sytuacji. Poza zwycięstwem w Zabrzu trudno szukać w ekipie Tomasza Hajty jakichkolwiek pozytywów i ludzi mogących pociągnąć ten zespół do przodu na tym etapie sezonu. 12 punktów przewagi nad strefą spadkową to jednak całkiem pokaźny kapitał, więc białostoczanie mają dużo czasu, by poukładać swoją grę.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)