Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Remis w meczu na szczycie! Niedosyt Czerczesowa

fot. Mateusz Kostrzewa / legia.com

Remis w meczu na szczycie! Niedosyt Czerczesowa

Piłka nożna | 13 grudnia 2015 19:27 | Krzysztof Mokrzycki

Zawsze, gdy na boisku mierzy się lider z wiceliderem to kibice oczekują ładnej gry, akcji kombinacyjnych i efektownych podań. Tego w Warszawie było niewiele, ale za to nie zabrakło kuriozalnych sytuacji czy ostrych starć. Ostatecznie w hicie jesieni padł wynik remisowy.

 

 

Trener Czerczesow nie mógł tego dnia skorzystać z duetu stoperów: Jakuba Rzeźniczaka i Michała Pazdana. Opaskę kapitana przejął zatem inny środkowy defensor, Igor Lewczuk, zaś partnerował mu przesunięty ze środka pola Tomasz Jodłowiec. W centralnej części boiska biegał więc Guilherme (czy jest jeszcze jakaś pozycja w Legii, na której on nie grał?), a na skrzydło powędrował Trickovski.


Spotkanie lepiej rozpoczęli Legioniści, którzy od pierwszej minuty agresywnie zaatakowali gości, co przyniosło efekt w postaci kilku rzutów rożnych. Z tych jednak nic nie wynikało. Piast miał olbrzymie kłopoty zwłaszcza w bocznych sektorach boiska, gdzie skrajni defensorzy Legii wchodzili jak w masło. Raz dobrym rajdem popisał się Brzyski, ale potem zniweczył swój wysiłek niecelnym podaniem. Piast gubił się i coraz więcej faulował, przez co Legia biła kolejne stałe fragmenty gry, jednak z dala od bramki Szmatuły. Z wolnego z około 25.metrów uderzył Stojan Vranjes, ale golkiper z Gliwic wypiąstkował jego uderzenie przed siebie, a dobitka z szesnastu metrów jednego z miejscowych była niecelna. W odpowiedzi przebudził się Piast, ale po dośrodkowaniu Vacka w dobrej sytuacji zbyt słabo uderzył Szeliga i Kuciak bezproblemowo złapał futbolówkę. Chwilę potem po błędzie Mraza piłkę przejął pod własną bramką Broź, przebiegł z nią około 80 metrów, ale zabrakło mu zimnej krwi i przekombinował, przez co Szmatuła zdołał trącić futbolówkę na rzut rożny. Szczęścia z dystansu próbował też Duda, ale uderzył prosto w bramkarza. Po upływnie niewiele ponad kwadransa o zmianę poprosił najlepszy strzelec lidera, Martin Nespor. O dziwo, prośby te początkowo były ignorowane przez sztab szkoleniowy, co wyglądało kuriozalnie – piłkarz wyraźnie utykał, a po jednym ze starć padł na murawę. W końcu, w 34.minucie, trener Latal się zlitował i zdjął kontuzjowanego zawodnika z boiska. Brak swojego snajpera Piast odczuł dosyć szybko, bo Mak spóźnił się do znakomitej centry Mraza i cały wysiłek bocznego obrońcy gliwiczan zniweczył w najprostszy z możliwych sposobów. Końcówka pierwszej części gry jak najbardziej do zapomnienia. Obie ekipy nie potrafiły sklecić choćby jednej, składnej akcji i o ile Legionistów nieco usprawiedliwiał fakt meczu w Neapolu w środku tygodnia, o tyle dziwić mogła postawa Piasta. Ostatnie pięć minut to bezsensowna kopanina, polegająca na przerzutach od obrony do ataku. Ale zarówno jedna, jak i druga defensywa nie dała się zaskoczyć. Do przerwy 0:0.

 
Drugą część gry lepiej rozpoczęli piłkarze Radoslava Latala, ale kolejne stałe fragmenty gry nie przynosiły zbyt wiele zagrożenia pod bramką Kuciaka. Ciekawiej było na trybunach, niżli na murawie. W 52.minucie fatalnie nie zrozumieli się we własnym polu karnym obrońcy Legii, ale na szczęście piłka, w iście bilardowym stylu, została wyekspediowana do przodu. Legia wyprowadziła kontrę, w pole karne dośrodkował Nikolić, tam wywalczył futbolówkę wprowadzony Prijović i wycofał do Guilherme, ale ten, choć mierzył ładnie, nie trafił w bramkę. Zaraz potem piłkę w szesnastce Piasta odebrał rywalowi Nikolić, ale nie miał komu dograć i akcja spaliła na panewce. Zarówno jedni, jak i drudzy nie mieli pomysłu na rozmontowanie defensywy rywala i z cierpliwością wyczekiwali na ten jeden, jedyny krytyczny błąd w wykonaniu rywala. Gra się zaostrzała, efektem czego po żółtku wyłapali Duda i Vacek, wykluczając się jednocześnie z ostatniej ligowej kolejki w tym roku. W 62. minucie Prijovic wywalczył korner. Powstało olbrzymie zamieszanie w polu bramkowym Piasta, nie wyszedł Szmatuła, co wykorzystał nie kto inny, jak Nemanja Nikolić i szczęśliwie wpakował piłkę do siatki! Choć… Czy aby nie było to samobójcze trafienie Heberta, to jednak powtórki rozwiały wątpliwości i to nie snajper z Węgier został autorem pierwszej bramki! Zaraz mogło być 2:0, ale Legioniści zmarnowali kontratak 3 na 3. Piast się odsłonił, dzięki czemu to miejscowi notowali kolejne okazje. Raz znakomicie wypuścił Nikolicia Guilherme, ale w zamieszaniu bramkowym żadnemu z Legionistów nie udało się wpakować piłki do siatki. Piast chciał wyrównać, ale nie miał pomysłu na pokonanie Kuciaka, zaś Legia notowała kolejne sytuacje. Nikolić ładnie po błędzie Maka popędził na bramkę Piasta, jednak zagrał egoistycznie i zamiast dograć do Kucharczyka, oddał strzał, który pewnie wyłapał Szmatuła. W 77.minucie bardzo dobrą piłkę w pole karne gospodarzy zagrał Murawski, ale tam Kamil Vacek zgubił ją po drodze i akcję Piasta skasował Jodłowiec. W odpowiedzi uderzył z dystansu Prijović, przemilczymy tę próbę. Za chwilę w końcu dobrą piłkę zagrał Mraz, Barisić tylko sobie znanym sposobem spudłował, ale przejął ją ponownie Mraz, dośrodkował w pole karne, a tam Brzyski nie upilnował Badii i ten wyrównał stan zawodów! 1:1. Piast poczuł krew i Mak przeprowadził ładną szarżę, zatrzymaną dopiero faulem Guilherme. Gliwiczanie mieli jednak rzut wolny z około 25 metrów. Ze stojącej piłki uderzył Gerard Badia, ale trafił tylko w mur. Mecz się rozkręcił, a goście atakowali, w rewanżu zaś nadziewali się na kontrataki piłkarzy Czerczesowa. Na 10 minut przed końcem w starciu z Jodłowcem padł w polu karnym miejscowych Vacek, ale sędzia uznał, że czeski pomocnik chciał wymusić jedenastkę. Identyczna sytuacja miała miejsce po drugiej stronie boiska, z tym, że teraz próbował nabrać sędziego aktywny Guilherme. Dużo było niedokładności, ale że dotyczyło to głównie środkowej strefy boiska, to zagrożenia z tego nie było. W 85.minucie Legia miała rzut wolny, dośrodkował Brzyski i po ogromnym zamieszaniu na przedpolu Szmatuły ostatecznie zagrożenie zażegnał jeden z defensorów ekipy Latala. W końcówce ciśnienie Czerczesowowi podniósł jeszcze Kuciak, który fatalnie skiksował wybijając piłkę. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że słowacki golkiper ostatecznie wybił futbolówkę poza linię boczną. Za chwilę po dośrodkowaniu strzelił głową Barisić, ale zrobił to mało precyzyjnie i wprost w Kuciaka. Za chwilę rzutu karnego domagał się Nikolić, który starł się w polu karnym Piasta z Hebertem. Gwizdek sędziego jednak milczał. Ostatecznie w hicie kolejki, jak i całej jesieni, Legia zremisowała z Piastem 1:1.

 
Ręka Stanisława Czerczesowa na razie bardzo niestabilna i wydaje się, że podczas przerwy zimowej Rosjanin będzie miał nad czym pracować z zawodnikami Legii. A Piast? Jeśli za tydzień pokona na własnym obiekcie Lecha to śmiało będzie można stwierdzić, że na wiosnę będzie już tylko łatwiej.

 
LEGIA WARSZAWA – PIAST GLIWICE 1:1 (0:0)
Hebert (sam) 62’ – Badia 79’

 

Legia Warszawa: Kuciak – Broź, Lewczuk, Jodłowiec, Brzyski – S. Vranješ, Guilherme – Kucharczyk (86. Bereszyński), Duda, Tričkovski (60. Prijović) – Nikolić.

 

Piast Gliwice: Szmatuła – Mráz, Korun, Hebert – Moskwik (71. Badía), Radosław Murawski, Vacek, Szeliga, Pietrowski – Mateusz Mak (88. Mokwa) – Nešpor (34. Barišić).

 

Sędzia: S.Marciniak


fot. Kamil Woldański

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)