Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Kobiece Impossible is nothing, czyli walka Kamili Okoń o wielki powrót na boisko!

Kobiece Impossible is nothing, czyli walka Kamili Okoń o wielki powrót na boisko!

Piłka nożna | 16 grudnia 2015 12:12 | Krzysztof Mokrzycki
Kamila Okoń nie traci optymizmu
fot. K.Okoń
Kamila Okoń nie traci optymizmu

Rekonstrukcja kolana dla wielu zawodowych piłkarzy oznacza praktycznie stracone kilka miesięcy. Gorzej, jeśli uraz tej części ciała przytrafi się zawodnikowi z niższej ligi, gdzie kluby są biedne i nie posiadają opieki medycznej. Na szczęście ludzki organizm, przy odpowiednim nastawieniu psychicznym, jest w stanie wrócić do pełnej sprawności. Drugi taki sam uraz oznacza w praktyce zazwyczaj piłkarską „śmierć”. Wygrzebać się dwa razy z tego samego, znowu żmudna rehabilitacja, nerwowe oczekiwania pod salami lekarzy. Są jednak tacy, co próbują wrócić i są na dobrej drodze ku ponownemu założeniu korków i wybiegnięciu na plac gry. Najlepszym tego przykładem jest Kamila Okoń, była zawodniczka Zagłębia Lubin, obecnie piłkarka AZS PWSZ Wałbrzych.

  

Podczas meczu ligowego w akademickich barwach, na rozpoczęcie ligowej wiosny, AZS podejmował w Krakowie akademiczki z UJ. Był to mecz ciężki gatunkowo, bo obie drużyny celowały w awans. Ironii całej sytuacji dodaje fakt, że mecz odbył się pierwszego kwietnia. W 60. minucie gry pomocniczka wałbrzyszanek starła się z rywalkami i upadła na murawę, z której nie mogła wstać o własnych siłach. Niestety, jak się potem okazalo, wyrok był okrutny: zerwanie więzadeł krzyżowych. Okoń miała zatem powtórkę z historii, bo oto parę lat wstecz także doznała identycznego urazu z tym, że teraz ucierpiała druga noga. Takie małe szczęście w nieszczęściu, bo  lista piłkarzy i piłkarek, którzy dwukrotnie wyszli z takiego paskudnego urazu jest naprawdę bardzo krótka…


 

 


Na fotkach widzimy sceny z feralnego spotkania z AZS UJ Kraków. Symboliczne może być drugie zdjęcie, kiedy to wnieść Kamilę na nosze pomaga nie kto inny, jak Aleksandra Bosacka. Obecna kapitan drużyny z Wałbrzycha jest najlepszą przyjaciółką naszej dzisiejszej bohaterki w zespole. Sama Okoń mówi: „Bosa” jest jak siostra dla mnie!

 

- Ta pierwsza kontuzja mega mnie zaskoczyła i była pewnego rodzaju shot-em lodowatej wody w twarz, ponieważ miałam wtedy fajny czas, niezłą formę, grałam w kadrze i właśnie po powrocie z reprezentacji, na wewnętrznym sparingu taki surprise… – mówi naszemu redaktorowi Kamila - Rokowania? Jeśli chce wrócić i grać z powrotem na wysokich obrotach – muszę zrobić rekonstrukcję kolana i przejść rehabilitację- tak też się stało i finalnie 8 miesięcy później grałam w meczach ligowych.


Uraz, o którym mówi nam piłkarka to jeszcze czasy jej występów w AZS Wrocław. Miało to miejsce w 2007 roku, a pierwszą w życiu rekonstrukcję przeszła tuż przed sylwestrem tego samego roku. Przed sezonem 2014/2015 przeniosła się ona do beniaminka 1.ligi południowej, zespołu AZS PWSZ Wałbrzych. Wraz z nią w pakiecie powędrowała do Wałbrzycha jej "siostra", a więc Ola Bosacka. Nic więc dziwnego, że Okoń bardzo szybko odnalazła się w nowym otoczeniu i zaczęła grać pierwsze skrzypce. Aż do feralnego, pierwszego kwietnia. Piłkarka przeżyła Déjà vu i werdykt lekarzy był koszmarny, i niepokojąco znajomy – zerwanie więzadeł. Tym razem w drugim kolanie.


- Teraz? powtórka z rozrywki i drugie kolano siadło... Do tego słyszałam wielokrotnie : może warto dać sobie spokój już z piłką i zacząć spokojne życie? - opowiada zawodniczka - Hmm, jestem jak najbardziej ZA - w końcu tak będzie, ale najpierw kolejna rekonstrukcja i powrót na boisko.


Po takim ciosie 99% ludzi nawet nie tyle, że nie podniosłoby się, ale nawet nie podjęło walki i dało sobie spokój z futbolem. Jednak nie Kamila. Rehabilitacja oczywiście była żmudna, wyczerpująca oraz wymagająca wielu poświęceń. Jeżeli ktoś myśli, że to tylko chwilka ćwiczeń dziennie (najlepiej z wolnymi weekendami), to jest po prostu w ogromnym błędzie. Swoją drogą, jakie to musi być uczucie, wiedzą tylko ci, którzy przeżyli to na własnej skórze. Wstajesz rano, widzisz blizny. Bijesz się z myślami, że zaraz znowu trzeba walczyć o powrót, jeśli nawet nie do sportu, to chociaż do normalnego życia. Jak zaczynał się i jak wyglądał dzień gwiazdy AZS-u?



- Najczęściej po otwarciu oczu – patrząc na pozszywane lewe kolano i blizny na prawym, myślałam – przynajmniej mam tym razem mniejszy ślad (śmiech). Dalej biłam się z myślami, że muszę robić tą okropną stabilizację i izometrię, a ja tak nie cierpię tych ćwiczeń… Niestety, to główny punkt programu rehabilitacji… - opowiada nam nasza rozmówczyni - Początkowo zaplanowałam 10 tygodni swojej rehabilitacji, dodając swoją dietę, a fizjoterapeuta i lekarz dodali mi swoje ćwiczenia i tak z uśmiechem na buzi odhaczałam kolejne dni w kalendarzu i skreślałam tygodnie na swoim planie.


Co ciekawe, także w tej sytuacji znalazło się kilka pozytywów. Przede wszystkim, jeśli można tak to ująć, na urazie dziewczyny skorzystała jej rodzina, zwłaszcza seniorka rodu: - Mogę dodać, że najszczęśliwsza w tym czasie była moja babcia, bo zaczęła uwielbiać spacery ze mną, śmiejąc się ze mnie, że pierwszy raz od dawien dawna jest od kogoś szybsza i tym bardziej z 3 razy młodszego(śmiech). – opowiada nam z uśmiechem na ustach Kamila.

 

 

 

Wedle wielu, którzy przeszli przez podobne piekło, wiele zależy od nastawienia psychicznego. Od pierwszej chwili, od werdyktu lekarzy, aż po samo zakończenie żmudnego okresu rehabilitacji i ewentualny powrót na boisko. Jak przeżywała to Okoń? Oto co mówi sama zainteresowana: - Pierwsze co pomyślałam to „ale jaja, przecież to niemożliwe by mi drugie kolano poszło, mamy prima aprilis i to byłby najgorszy żart pod słońcem”. I niestety był.

 

Potem miała nadejść artroskopia, która jak na złość mogła potwierdzić najgorsze przypuszczenia i najczarniejszy scenariusz. 

 

Po artroskopii - kilka dni później- oficjalnie się to potwierdziło.
Tym razem znów zadawałam pytanie: co zrobić, bym mogła wrócić grać? Słyszałam: „ jesteś szalona – weź przemyśl to jeszcze kilka razy…”
– mówi - I może coś w tym jest ,ale nie chcę w ten sposób rezygnować ze sportu, który daje mi tyle radości. Znowu więc rekonstrukcja - kolejna rehabilitacja, ale tym razem zgodnie z moim planem ćwiczeń i odżywianiem. Bo musimy wiedzieć , że ćwiczenia to tylko połowa sukcesu – druga część to odpowiednia dieta i zdrowy styl życia.

 

Jak już wspomniałem jakiś czas temu, bardzo ważną rolę w leczeniu uraz odgrywa sama psychika. Nastawienie kontuzjowanej osoby i tym podobne. Skąd jednak Kamila Okoń, młoda przecież kobieta, wzięła w sobie tyle siły i motywacji, aby drugi raz przechodzić przez to samo piekło? Ponownie oddajemy głos zawodniczce:
Kieruję się zasadą, że cokolwiek nas w życiu spotyka, ma swój powód i nie jest przypadkowe. Upadamy nie po to by leżeć i narzekać, ale wstać i stać się lepszą wersją siebie! – opowiada z pasją - Wtedy musimy wziąć głęboki oddech i na spokojnie przemyśleć sobie wszystko; gdzie popełniliśmy błąd, w którym momencie zamiast odpocząć czy coś poprawić, albo docenić co mamy- ciągle pędziliśmy do przodu. Dzięki tej przerwie wpadłam też na genialny pomysł- jak rehabilitację i budowanie mięśni można spożytkować obok powrotu do piłki . Pomysł padł : występy na scenie- Bikini Fitness. Więc Nowy Rok – nowe możliwości- powrót do piłki i dodatkowa porcja radości ze sportu. – optymistycznie kończy swoją wypowiedź piłkarka.

 

 

Czyli, wnioskując z powyższych słów samej zainteresowanej, w 2016 roku, po niemal rocznym rozbracie z piłką, ponownie zobaczymy na boisku blondwłosą zawodniczkę. Na pewno jednak trenerzy będą ja mądrze, to znaczy stopniowo, wprowadzać do zespołu. Po takim urazie najgorszym, co mogłoby się zdarzyć, to narzucenie zbyt dużych obciążeń „na świeżo” po wyleczeniu urazu. Po powrocie Kamilę czeka spora rywalizacja o miejsce w wyjściowym składzie, bo w międzyczasie do Wałbrzycha przybyło kilka zawodniczek, także tych, występujących w formacji, gdzie zazwyczaj występuje Okoń – między innymi linię pomocy zasiliła Aleksandra Lizoń.

 

- Zabrzmi to dziwnie, ale tak na serio to druga rekonstrukcja zamiast mnie przysłowiowo dobić, to prócz kolejnych blizn dodała wiary w siebie i uświadomiła, że musimy od czasu do czasu w swoim życiu zwolnić, albo nawet na moment zatrzymać się – złapać oddech i docenić co mamy gdy tak żyjemy w biegu życia. Dostrzegłam jak szybko czas przelatywał mi przez palce, a ja jak przystało na „spokojną” rybkę - oddałam się nurcie tej rzeki. Teraz czas na zmiany. – to kolejne piekne słowa Kamili, oddające sytuację, w jakiej znalazła się po rekonstrukcji. Przyznać trzeba, że większość piłkarzy mówiłaby dokładnie w odwrotnym tonie. Ale nie ona. Silna, zawsze dążąca przed siebie. Postawa na boisku przenosi się także na postawę poza nim, a to godne pochwały.

 


Okres rehabilitacji był nie tylko katorgą, ale sama zawodniczka potrafiła połączyć go z innymi czynnościami. Zwłaszcza, że uchodzi za osobę, która nie potrafi usiedzieć na miejscu i wszędzie jest pełno. Stąd też, w gronie najbliższych znajomych, Okoń trochę liznęła świata, jeżdżąc tu i tam. Nie zapominała jednak w tym wszystkim o tym, co w tej historii najważniejsze – o rehabilitacji.


Co było najtrudniejsze w tym wszystkim? Po raz kolejny oddajemy głos sympatycznej zawodniczce: - Przede wszystkim zaakceptowanie faktu bezsilności na pewien czas, odnalezienie ogromnej cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do celu jakim jest odzyskanie końskiego zdrowia.

 

Przykład Kamili Okoń pokazuje, że można. Kobieta po dwóch rekonstrukcjach pokazuje nażelowanym gwiazdkom futbolu, jak walczyć i się nie poddawać. W erze zawodników, kładących się na murawie i zwijających z bólu przy najmniejszym nawet kontakcie z rywalem, przykład Kamili Okoń powinien wręcz być podręcznikowym, jak walczyć z czymś, z czym pozornie nie da się walczyć. A jednak. Zawodniczka powoli wraca do formy, nawet ostatnio można było zobaczyć, jak sprawnie porusza się już bez pomocy kul ortopedycznych i tym podobnych. Podziwiać należy ambicję i wytrwałość zawodniczki, która, chcąc nie chcąc, została po raz kolejny pokrzywdzona przez złośliwy los, ale nie poddała się i zanosi się na to, że szykuje nam wielki Come Back na zieloną murawę!

 

Przy okazji batalię Kamili o powrót do zdrowia docenili także inni, którzy nominowali ją do tytułu „Sportowca Roku” w plebiscycie Gazety Wrocławskiej. Chyba nikt inny nie zasługuje tak bardzo na ten tytuł, jak właśnie piłkarka AZS PWSZ Wałbrzych. Jeśli też tak uważacie, to głosować na naszą rozmówczynię można  pod adresem www.gazetawroclawska.pl/plebiscyt/karta/kamila-okon,30440,1475266,t,id,kid.html

 

Ze swojej strony chciałbym sympatycznej piłkarce życzyć jak najszybszego powrotu na boisko, a także spełnienia innych, pozaboiskowych marzeń, których, z tego co mi wiadomo, Kamila ma całkiem sporo. Trzymaj się dziewczyno i pamiętaj, wszyscy trzymamy za Ciebie kciuki!

Wszystkie zdjęcia wykorzystane w materiale pochodzą ze źródeł prywatnych Kamili Okoń.
Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)