Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wisła wygrywa, Śląsk traci punkty w ostatnich minutach

Wisła wygrywa, Śląsk traci punkty w ostatnich minutach

Piłka nożna | 09 marca 2013 18:32 | Dominik Wardzichowski
Przemysław Kaźmierczak
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Przemysław Kaźmierczak

Zaczęło się leniwie i ospale w Bełchatowie, a zakończyło żwawo i efektownie w Warszawie. Sobotnie mecze T-Mobile Ekstraklasy nie stały na najwyższym poziomie, ale nie zabrakło w nich emocji. Śląsk stracił trzy punkty w ostatniej minucie spotkania z Ruchem, a Polonia przegrała, pomimo tego, że prowadziła 1:0.


GKS Bełchatów – Widzew Łódź 0:0
Dla obu drużyn, ale przede wszystkim dla kibiców, było to niezwykle prestiżowe spotkanie. Jak bardzo, niech świadczy o tym fakt, że klub z Bełchatowa postanowił nie wpuścić na ten mecz kibiców łódzkiego Widzewa. A szkoda, bo spotkania z udziałem kibiców gości zawsze wyzwalają większe emocje.


To nie było wielkie widowisko. Właściwie to można było się tego spodziewać, bo grały ze sobą: czerwona latarnia ligi i zespół, który na wiosnę nie zdobył żadnego punktu. Trzeba jednak powiedzieć, że Widzew nie prezentował się tak słabo, jak wskazywałyby na to wyniki drużyny z Łodzi.


Po ciężkiej zimie w Bełchatowie, wydawało się, że podopieczni Kamila Kieresia będą tłem dla reszty ligi. Wiosna rządzi się, jednak swoimi prawami i piłkarze z Bełchatowa w pierwszych dwóch spotkaniach, spisywali się zaskakująco dobrze. Co więcej „Brunatni” nie stracili jeszcze gola, a grali m.in. z Legią i to na jej stadionie.


Właściwie najważniejsze w tym meczu było to, że na stadion w Bełchatowie zjechali się skauci z naprawdę poważnych klubów. A wszystko dla Mariusza Stępińskiego, którego obserwować mieli m.in. wysłannicy Interu Mediolan. Już sobie wyobrażamy co musiał pomyśleć skaut z Mediolanu, kiedy zawitał na stadion w Bełchatowie, ale to jeszcze nic, bo gdy zobaczył poziom naszej ligi, to dopiero mógł się załamać.


Jedynymi wygranymi tego spotkania okazali się bramkarze: Emilijus Zubas i Maciej Krakowiak. Kilka interwencji było na naprawdę światowym poziomie i ani trochę nie pasowały do obrazu dzisiejszego meczu.


Ruch Chorzów – Śląsk Wrocław 1:1
Drugie sobotnie spotkanie zostało rozegrane w Chorzowie, gdzie miejscowy Ruch zmierzył się z wrocławskim Śląskiem. Był to pojedynek aktualnego mistrza Polski, z wicemistrzem. Wszystko wskazywało, więc na to, że obejrzymy w Chorzowie dobre spotkanie.


Nic bardziej mylnego, chociaż Przemysław Kazimierczak rozpoczął mecz z wysokiego C. To co zrobił defensywny pomocnik wrocławian można określić tak: rewelacja! Kazimierczak sztuczką techniczną poradził sobie z dwoma zawodnikami Ruchu, podprowadził piłkę w kierunku bramki i strzelił z prostego podbicia tak, że nie powstydziłby się tego sam Cristiano Ronaldo.


Lepiej ten mecz dla Śląska się nie mógł ułożyć, wrocławianie mogli spokojnie kontrolować grę i czekać na stałe fragmenty gry lub szybkie kontrataki. Ruch natomiast za wszelką cenę próbował doprowadzić do wyrównania. Dwie doskonałe sytuacje do zdobycia bramki zmarnował, jednak Maciej Jankowski.


Nie był to jednak najsłabszy napastnik na boisku. To co ostatnio wyprawia Cristian Omar Diaz, nadaje się do materiału szkoleniowego: jak nie być profesjonalnym napastnikiem. Naprawdę szczerze współczujemy Stanislavowi Levy’emu, bo w kadrze ma napastników lekko mówiąc, drewnianych. Może ten cały Mouloungui coś zmieni…


Ruch ani trochę nie przypomina drużyny, która pod wodzą Waldemara Fornalika zdobywała wicemistrzostwo Polski. Trener Jacek Zieliński nie potrafi odnaleźć sposobu, na poprawę gry chorzowian. Skórę „Niebieskim” uratował w doliczonym czasie gry Mindaugas Panka.


Spotkanie zakończyło się najbardziej sprawiedliwym wynikiem. Bo ani Śląsk, ani Ruch nie zasłużyły dziś na zwycięstwo.


Polonia Warszawa – Wisła Kraków 1:2
Wynik jest niespodzianką, bo nie dość, że wygrała Wisła, to jeszcze obie drużyny strzeliły po bramce, a sytuacji podbramkowych było co niemiara. Piłkarskie jakości na murawie jednak wiele nie uświadczyliśmy. Gole padały głównie po błędach defensorów.


Dotychczas defensywa Polonii dała wymanewrować się tylko raz. W meczu z Lechia Gdańsk, kiedy piękną akcję przeprowadzili przyjezdni. Większych błędów jednak przez 180 minut rundy wiosennej nie uświadczyliśmy. Tymczasem w meczu z Wisłą obrona Polonii zachowywała się bardzo nieporadnie.


O ile przy pierwszej bramce zasługi trzeba oddać dwójce Ivica Iliev Cezary Wilk, to już przy drugim golu winę za jego utratę ponoszą defensorzy. W zamieszaniu podbramkowym piłka nie miała prawa dojść do Michała Chrapka. Piłka po strzale młodego Wiślaka odbiła się jeszcze od jednego z obrońców i wpadła obok zmylonego Mariusza Pawełka. Po co więc Polonii trzech stoperów? W tej sytuacji bowiem było ich o trzech za dużo. Stawiam, że gdyby nie rykoszet, to Pawełek efektownie wyjąłby nie piłkę z siatki, a strzał Chrapka z okienka.


Defensorzy Polonii mogą jednak spać spokojnie, bo to nie im przypadnie tytuł gamoni kolejki. Największym gamoniem okazał się Gordan Bunoza. Bośniak nie tylko jest lingwistycznym beztalenciem (przez trzy lata pobytu w Polsce nie nauczył się naszego języka), ale także piłkarskim, co pokazał w 14. minucie sobotniego pojedynku. Bunoza tak nieudolnie podawał piłkę do Pareiki, że ubiegł go Miłosz Przybecki, wygrywając z nim walkę bark w bark.


Jeśli już jesteśmy przy Przybeckim, to ten 22-latek choć przez chwilę próbował dać nam zapomnieć, że nie oglądamy T-Mobile Ekstraklasy. Niezwykle mobilny, zadziorny, a przy tym wszystkim odważny. Strzela, drybluje, podaje – zdecydowanie najjaśniejszy akcent sobotniego widowiska. Nie zdziwię się jeśli faktycznie latem zostanie sprzedany za 2 miliony euro do klubu z dużej europejskiej ligi.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)