Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Lech Poznań samodzielnym wiceliderem!

Lech Poznań samodzielnym wiceliderem!

Piłka nożna | 10 marca 2013 23:50 | Hubert Błaszczyk
Kebba Cessay (z prawej) podłączał się do akcji ofensywnych.
fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news
Kebba Cessay (z prawej) podłączał się do akcji ofensywnych.

Niedziela była dniem gości w T-Mobile Ekstraklasie. Swoje spotkania wygrywały drużyny Piasta Gliwice i Lecha Poznań. Poznaniacy stali się tym samym samotnymi wiceliderami tabeli. Do prowadzącej Legii Warszawa tracą teraz dwa punkty.


Pogoń Szczecin 0:2 Piast Gliwice

Na zaśnieżonym, zmrożonym boisku przyszło zmierzyć się w Szczecinie beniaminkom Ekstraklasy. W tak trudnych warunkach atmosferycznych wygrywa zazwyczaj ten osobnik, który lepiej potrafi się do nich przystosować. W jego rolę wcielili się dziś piłkarze Piasta Gliwice. Po meczu stojącym na niskim poziomie podopieczni Marcina Brosza pokonali Portowców 2:0 po dwóch bramkach Tomáša Dočekala.


W pierwszym w tym roku meczu przed własną publicznością, Pogoń chciała zrekompensować swoim kibicom za słabą postawę w poprzednich dwóch spotkaniach wyjazdowych. I rzeczywiście, gospodarze od początku próbowali narzucić przeciwnikom swój styl gry, ale z ich przewagi w posiadaniu piłki nic nie wynikało. Preferujący szybkie, techniczne rozegranie piłki szczecinianie nie potrafili się odnaleźć w niekorzystnych warunkach pogodowych. Największym atutem takich zawodników jak Edi Andradina, Takafumi Akahoshi, Takura Murayama czy Maksymilian Rogalski jest właśnie umiejętność efektownej gry na jeden kontakt. Śnieg całkowicie wyeliminował więc ten element, którym Portowcy wielokrotnie imponowali jeszcze w rundzie jesiennej.

 

Piłkarze Piasta zaprezentowali natomiast prosty futbol, który tego popołudnia w Szczecinie okazał się skuteczny. Gliwiczanie grali mądrze w defensywie, atakowali najczęściej z kontrataków, a wygraną zapewnił im ofensywny tercet – Ruben Jurado, Tomasz Podgórski i Tomáš Dočekal.


W 41. minucie to właśnie ich akcja dała gościom prowadzenie. Podgórski rozpoczął kontratak Piasta zagrywając do Jurado, ten pognał z piłką prawym skrzydłem i zagrał do znajdującego się w polu karnym Dočekala, który wykończył szybką akcję swoich kolegów z drużyny.


Dočekal piłkarzem Piasta jest od początku ubiegłego roku. Co ciekawe, w barwach zespołu z Gliwic zadebiutował przed rokiem właśnie w Szczecinie, gdy obie drużyny mierzyły się ze sobą jeszcze w pierwszej lidze. Jednak ani na zapleczu Ekstraklasy, ani w rundzie jesiennej tego sezonu czeski napastnik nie zdołał zaistnieć w ekipie Marcina Brosza, a dotychczas częściej występował w Młodej Ekstraklasie, niż w pierwszej drużynie Piasta. W obliczu kontuzji Wojciecha Kędziory i Jakuba Świerczoka szkoleniowiec zdecydował się jednak postawić na Dočekala, a ten odpłacił mu się za zaufanie najpierw bramką z Zagłębiem, a potem świetnym występem w Szczecinie. W 63. minucie pięknym uderzeniem głową po podaniu z rzutu rożnego Podgórskiego ustalił wynik meczu na 2:0 i zapewnił gościom już piąte w tym sezonie wyjazdowe zwycięstwo. Choć trzeba przyznać, że Dočekal mógł także zostać antybohaterem swojej drużyny – na początku drugiej połowy dopuścił się bezmyślnego faulu w polu karnym, po którym stan meczu mógł wyrównać Edi Andradina. Kapitan Portowców niespodziewanie jednak fatalnie przestrzelił, posyłając piłkę obok bramki Dariusza Treli.

 

Piast wygrał w Szczecinie zasłużenie, będąc zespołem lepiej zorganizowanym, a przede wszystkim skutecznym. W drugiej połowie Pogoń starała się, ale jej ataki były jednostajne i przewidywalne. Większość akcji gospodarze próbowali konstruować prawą stroną, z czym bez problemów radzili sobie defensorzy Piasta. W bramce bez zarzutu spisywał się także Dariusz Trela, który w końcówce wybronił mocny, zmierzający pod poprzeczkę strzał zza pola karnego Akahoshiego. Obie drużyny rozpoczęły rundę wiosenną w mizernym stylu, ale po wygranej w Szczecinie Piast przybliżył się do górnej części tabeli. Z kolei Pogoń po trzech meczach ma na swoim koncie zaledwie jeden, szczęśliwie wywalczony punkt i trener Artur Skowronek musi w następnych spotkaniach poprawić grę swojej drużyny.

 

Górnik Zabrze – Lech Poznań 0:1
Dziewiąte zwycięstwo Lecha Poznań na wyjeździe. Bilans gier poznaniaków poza domem musi budzić szacunek. W niedzielne popołudnie podopieczni Mariusza Rumaka nie pokazali jednak wielkiej piłki. Przeważali, stwarzali sobie sytuacje podbramkowe, ale wszystkie fatalnie marnowali. Jedyną bramkę Lechici zdobyli z rzutu karnego, który był dość dyskusyjny.


Do kluczowej dla losów spotkania sytuacji doszło w 63. minucie pojedynku. Zza szesnastki uderzał Karol Linetty, piłka posłana przez młodego zawodnika Lecha trafiła w łokieć Garncarczyka. Jak jednak pokazały powtórki futbolówka najpierw odbiła się od pleców zawodnika Górnika, a dopiero później uderzyła w łokieć zabrzańskiego obrońcy. Według przepisów gry w piłkę nożną karnego być nie powinno. Sędzia miał jednak ułamki sekund na podjęcie decyzji. Poprawną powinien mu zasugerować arbiter bramkowy, który po raz kolejny nie spełnił swojej roli. Karnego pewnie wyegzekwował Hubert Wołąkiewicz, nie dając żadnych szans Łukaszowi Skorupskiemu.


Wcześniej Lech miał swoje sytuacje. Już w pierwszej połowie doskonałą piłką został obsłużony Bartosz Ślusarski. Napastnik Lecha nie był na spalonym, ale sam chyba był zadziwiony zaistniałą sytuacją i zamiast pomknąć na bramkę, przewrócił się tuż przez szesnastką. Do prawdy komiczna sytuacja, ale po Bartku można było się wszystkiego spodziewać. Później jeszcze „Ślusarz” uderzał po rzucie rożnym, ale jego strzał z łatwością złapał Skorupski.


Po przerwie na boisku nie zobaczyliśmy już Ślusarskiego, który został zmieniony przez Łukasza Teodorczyka. Mieliśmy nadzieję, że Teo potwierdzi reprezentacyjne aspiracje, tymczasem w kilku sytuacjach był bardziej nieporadny niż Ślusarz. Były piłkarz Polonii miał doskonałą szansę na otworzenie wyniku, ale przegrał pojedynek z Łukaszem Skorupskim. W końcówce, gdy Lech prowadził już 1:0, Teodorczyk doskonale wyszedł z kontrą i gdyby podał dokładnie do Toneva najprawdopodobniej byłoby po meczu. 22-latek stracił jednak piłkę i Lech musiał do końca spotkania drżeć o wynik.


Ta sytuacja mogła się zemścić w 89. minucie, kiedy w popisowy sposób karnego dla Górnika wymusił Bartosz Iwan. Zawodnik z Zabrza przeprowadził ładny slalom pomiędzy obrońcami Lecha, by ostatecznie paść w efektowny sposób w szesnastce Lecha. Na to dał się nabrać sędziujący słabo, Paweł Raczkowski. Piłkę na jedenastym metrze ustawił Prejuce Nakoulma. Wracający do składu Górnika zawodnik uderzył jednak w komiczny sposób i piłka minęła słupek bramki Burica o blisko trzy metry. Przyznamy, że dawno nie widzieliśmy tak spartolonego karnego.


Do końca spotkania nic już się nie zmieniło. Lech zainkasował kolejne trzy punkty, choć nie zasłużył na nie. Remis byłby sprawiedliwym wynikiem. Z przebiegu spotkania przyjezdny byli lepsi, ale swojej przewagi nie potrafili udokumentować bramkami. Przed szansami stali Ślusarski, Hamalainen i Teodorczyk, ale żaden z nich nie potrafił wepchnąć piłki do bramki Górnika. Czy Lechici odblokują się w meczu z GKS-em Bełchatów? Będzie o to bardzo trudno.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)