Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Bundesliga - liga świetnych graczy, uzdolnionych trenerów i najgorszych sędziów na świecie
Felix Zwayer, arbiter Bundesligi
fot. Wikipedia
Felix Zwayer, arbiter Bundesligi

Bundesliga - liga świetnych graczy, uzdolnionych trenerów i najgorszych sędziów na świecie

Piłka nożna | 21 lutego 2016 17:37 | Mateusz Bednarczyk

Dziś w rozgrywkach niemieckiej Bundesligi, podczas meczu pomiędzy Bayerem Leverkusen a Borussią Dortmund, doszło do niecodziennej sytuacji. Arbiter spotkania, Felix Zwayer, obraził się na całą piłkarską rodzinę, zgromadzoną na stadionie i postanowił popsuć jej spektakl, przerywając w 65 minucie spotkania mecz i schodząc do szatni. Miało to miejsce chwilę po kontrowersyjnej bramce dla Borussii, gdy trener Roger Schmidt, wyrzucony na trybuny, przed zejściem z murawy chciał porozmawiać z arbitrem i usłyszeć, dlaczego nie może dalej obserwować meczu z poziomu ławki rezerwowych. Arbiter jednak, prawdopodobnie nie mając żadnych argumentów w ręku, postanowił po prostu opuścić murawę. Mecz został wznowiony po kilkunastu minutach, jednak łatwo było wyczuć w powietrzu, że wydarzenia z 65' zupełnie zepsuły widowisko.

 

Przez całe spotkanie Pan Zwayer niezbyt dobrze radził sobie z ocenianiem boiskowych sytuacji. Najpoważniejszy skutek przyniosło to w 64 minucie spotkania, gdy odgwizdał rzut wolny dla Borussii (prawdopodobnie w tej sytuacji Kiessling nie faulował Bendera, a następnie to rywal spowodował upadek gracza Leverkusen), który szybko wykonany został nie z miejsca popełnienia faulu, a kilka metrów bliżej bramki Bayeru i po wyśmienicie wyprowadzonej kontrze przyniósł bramkę Pierre-Emericka Aubameyanga. Sędzia nie był w stanie zachować się po dżentelmeńsku, cytując komentatora Eurosportu zachował się jak "gówniarz", który ma "kompleksy z dzieciństwa" i nie pozwolił stronie Bayeru na ani odrobinę krytyki i dyskusji nad boiskową sytuacją.

 

To nie pierwsza sytuacja w Bundeslidze, gdy sędziowie prezentują jednocześnie fatalny warsztat i chęć popsucia publice widowiska. Przypomina się choćby szeroko komentowana później na całym świecie, zaliczona bramka Kiesslinga, gdy piłka wpadła do siatki, ale nie między słupkami, a poprzez dziurę w niej. Beneficjentem tak złego sędziowania w Bundeslidze jest także między innymi Robert Lewandowski (ale nie tylko on, lecz prawie każdy zawodnik ligi), który dwie pierwsze ligowe bramki w barwach Bayernu, a także później, w drugiej części sezonu w spotkaniu z Eintrachtem, swoją prawdopodobnie najpiękniejszą bramkę w Bundeslidze niesamowitym uderzeniem w okienko, zdobył z pozycji spalonej (przepraszam za niepatriotyczny przykład, jednak wynika to z faktu, że śledzę bramki Roberta dużo częściej, niż innych zawodników). Jednak beznadziejny warsztat nie jest największym problemem sędziów w Bundeslidze. Jest nim ich wrodzona zarozumiałość, brak odwagi by przyznać się do błędu, lub choćby przedyskutować i wytłumaczyć rzekomo pokrzywdzonej stronie motywy swoich decyzji. Oglądając mecze niemieckiej ekstraklasy na przestrzeni ostatnich lat, widziałem niezliczoną liczbę sytuacji, w której sędzia stara się za wszelką cenę pokazać publice, piłkarzom i trenerom, że to on jest najważniejszą osobą spośród wszystkich, znajdujących się na stadionie.

 

Teraz, gdy dosłownie chwilę temu byliśmy świadkami apogeum takiego stanu rzeczy, należy jasno powiedzieć, że władze ligi powinny poważnie zastanowić się nad kryteriami doboru arbitrów. Przy ogromnym talencie zawodników, grających w tej lidze, świetnej aurze, sprzyjającej niemieckiej piłce, ostatnim sukcesom reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów, wypełnionych po brzegi nowoczesnych stadionach oraz - w mojej opinii - naprawdę świetnie wyszkolonych i trochę niedocenianych na świecie trenerach, po prostu nie wypada pozwalać wnikać do tego środowiska sędziom, którzy mają ego większe niż jakikolwiek inny zawodnik, zachowują się na boisku, jakby mogli zrobić z meczem dosłownie wszystko, a przy tym pozostać totalnie bezkarni, a do tego nie ratują ich nawet same umiejętności wykonywania swojego zawodu. Uważam, że w Niemczech, gdzie niemal wszystko, związane z piłką nożną robi się profesjonalnie, nieco zapomniano o tym jednym elemencie piłkarskiego widowiska. Zapomniano, że sędzia także ma istotny wpływ na poziom meczu, a jego zadaniem jest przez 90 minut, a zazwyczaj nieco dłużej, WSPÓŁPRACOWAĆ z kibicami, piłkarzami, trenerami, działaczami i wszystkimi, którzy znajdują się nie tylko w obrębie stadionu, ale także przed telewizorami. W kraju naszych zachodnich sąsiadów na pewno jest kilku utalentowanych arbitrów, którzy przy tym są świetnymi, pozbawionymi kompleksów i wrodzonej wyższości nad innymi ludźmi. Czy zatem Bundesligę dalej stać na delegowanie do meczów nadętych bufonów, którzy zamiast zwiększać, bardzo często obniżają końcową wartość spektaklu?

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)