Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Gorzki smak piłkarskiego święta. Piłkarze Górnika nie sprostali atmosferze derbów

Gorzki smak piłkarskiego święta. Piłkarze Górnika nie sprostali atmosferze derbów

Piłka nożna | 22 lutego 2016 00:27 | Przemysław Drewniak
Kibice Górnika zadbali o właściwą oprawę Wielkich Derbów Śląska
fot. P. Drewniak
Kibice Górnika zadbali o właściwą oprawę Wielkich Derbów Śląska

Pracownicy Górnika zadbali o to, by 105. Wielkie Derby Śląska na nowych trybunach Areny Zabrze miały atmosferę piłkarskiego święta. I choć z kamery drona całość prezentowała się niezwykle efektownie, to za kulisami było widać, że inaugurację zorganizowano na wariackich papierach. Podobnie jest z drużyną Górnika, której na tle Ruchu brakuje dziś stylu i tożsamości.


W ostatnich latach smutno się patrzyło na starcia dwóch czternastokrotnych mistrzów Polski w tle z szarym betonem i zaledwie trzema tysiącami kibiców. Niewiele lepiej było w Chorzowie, bo choć tam mecze z Górnikiem zawsze ogląda niespełna 10 tysięcy osób, to nijak nie ma się to do atmosfery, jaką pamiętamy z pojedynków obu drużyn na Stadionie Śląskim. Przez to Wielkie Derby Śląska straciły ostatnio należną im renomę, a kibice w Polsce znacznie bardziej emocjonują się meczami Lecha z Legią i derbami Krakowa.


Górnik, czyli jazda na wariackich papierach


Na szczęście, WDŚ powoli zyskują właściwą otoczkę. Być może w przyszłym roku wrócą na chorzowskiego giganta, a w Zabrzu już mogą liczyć na odpowiednie „opakowanie”. 24 tysiące kibiców, puste od kilkunastu dni kasy biletowe i nowoczesny, europejski obiekt. Nie ma co ukrywać – w Zabrzu poczuliśmy atmosferę prawdziwego piłkarskiego święta, a nowa część obiektu przy Roosevelta robi wrażenie. Byli znakomici goście na trybunach, pokaźna, bo zajmująca prawie całą trybunę zachodnią orkiestra. Gospodarze niewątpliwie zadbali o to, by 21 lutego 2016 zapisał się w piłkarskiej historii Zabrza, ale można było odczuć pewien niedosyt. Chyba nigdzie na świecie z taką pompą nie otwierano trzech trybun nowego stadionu, podczas gdy nie wiadomo nawet, kiedy powstanie czwarta (no, może poza Łodzią – tam do hucznej celebry wystarczyła jedna). Piłkarze, trenerzy, pracownicy klubu czy dziennikarze wciąż wykonują swoje obowiązki w ciasnych pomieszczeniach, w których jeszcze za młodu przechadzał się m.in. Włodzimierz Lubański. Parkingi? Jeśli przyjechałeś pod stadion nie wcześniej niż 40 minut przed meczem to nie masz szans, by zostawić samochód w jego pobliżu. W niedzielę wielu fanów musiało czekać w długich kolejkach, a kilkuset nie zdążyło wejść na trybuny przed pierwszym gwizdkiem. Choć w Zabrzu da się poczuć powiew Europy, to jednak komfort oglądania piłkarskich widowisk pozostawia jeszcze trochę do życzenia.



Tak jak budowa i otwarcie nowego stadionu odbyły się na wariackich papierach, tak samo wygląda w Zabrzu budowa drużyny. Dlatego nie dziwi, że piłkarze nie sprostali światowemu „opakowaniu” niedzielnego widowiska. - Ten wieczór był dla nas fatalny. Gorzka pigułka, z którą ciężko się pogodzić. Dla Zabrza to był bardzo ważny mecz, a my całkowicie zawiedliśmy – mówił po spotkaniu smutny Leszek Ojrzyński.


Trener Górnika zapewne nie tak wyobrażał sobie początek rundy wiosennej. Po zimowym okresie przygotowawczym właśnie teraz miał nadejść moment, w którym zabrzańska drużyna zacznie grać według wizji swojego trenera. Przy Roosevelta Ojrzyński dostał naprawdę dużo – jeszcze jesienią sięgnął po swoich ulubionych zawodników, a zimą Górnik przypuścił transferową ofensywę. Co z tego, skoro w pierwszych dwóch kolejkach 2016 roku był najbardziej bezbarwną ekipą Ekstraklasy.


Młodzi pociągnęli „Niebieskich”


Początek na to nie wskazywał, bo Górnik wyszedł na mecz z Ruchem niesamowicie naładowany. W pierwszym kwadransie fizycznie dominował nad „Niebieskimi” i był nawet bliski zdobycia bramki. Ale samą ambicją trudno stłamsić na dłużej przeciwnika, który potrafi grać w piłkę. Poza zaangażowaniem Górnik miał niewiele do zaoferowania. – W pierwszej połowie graliśmy zbyt nerwowo, a Ruch grał z większą swobodą. Na początku drugiej zaczęliśmy więcej grać po ziemi, ale byliśmy za słabi, żeby zaszkodzić rywalom – przyznał Ojrzyński.
Zabrzanie bardziej przypominali późne Podbeskidzie pod wodzą Ojrzyńskiego, niż kielecką „bandę świrów” w najlepszym wydaniu. Czyli laga do przodu i dużo bezproduktywnego biegania. Na tym tle Ruch pokazał się jako zespół o znacznie wyższej kulturze gry. To o tyle zaskakujące, że Waldemar Fornalik wystawił do gry jedenastkę średnio o blisko pięć lat młodszą od Górnika. Po nieco chaotycznym, bardzo „derbowym” pierwszym kwadransie Ruch uspokoił swoje poczynania i w zasadzie z każdą minutą miał coraz większą przewagę.


Być może kluczowe znaczenie dla losów meczu miało trafienie Pawła Oleksego w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Obrońca Ruchu strzelił w Ekstraklasie zaledwie trzy gole, a dwa z nich zdobył w tym sezonie – oba w derbach Śląska. – Patent na konkretnego przeciwnika zazwyczaj mają zawodnicy ofensywni, a Paweł jako obrońca już dwa razy trafił w meczu z Górnikiem. To znak, że skład na derby trzeba zacząć ustalać od niego – uśmiechał się po spotkaniu Fornalik.


Trener Ruchu miał powody do zadowolenia. Dzięki bramce do szatni Ruch mógł w drugiej połowie grać tak jak najbardziej lubi, czyli nastawiając się na kontrataki z szybkim Mazkiem, Stępińskim i Lipskim. Właśnie ten tercet wykreował „Niebieskim” większość akcji w drugiej połowie, sprawiając obronie Górnika sporo kłopotów. W 80. minucie po strzale Stępińskiego wynik ustalił Mazek, ale goli dla Ruchu mogło być więcej. To goście oddali dwa razy więcej strzałów, dwa razy częściej trafiali też w bramkę. A dzięki dosyć pewnej grze Grodzickiego i Koja z tyłu, a także niezmordowanemu Łukaszowi Surmie, Górnik nie potrafił na to odpowiedzieć. Starał się szarpać Madej, aktywny był Jose Kante, ale obaj byli bardziej chaotyczni, niż efektywni. A ratowanie meczu będącym w kiepskiej formie Golańskim, Korzymem i Janotą po prostu nie mogło się powieść.


„Derby przegrane, za karę będzie w****ne”


(na zdjęciu - Policja blokuje dostęp do szatni Górnika kilkudziesięcio-osobowej grupie kibiców Torcidy)


Piłkarze nie dostosowali się do otoczki, a kibice, którzy o nią zadbali, później nie szczędzili im gorzkich słów. Najpierw zaraz po meczu, a później pod szatnią gospodarzy. Złości kibiców trudno się dziwić, bo w Zabrzu widmo spadku staje się coraz bardziej realne. Górnik wytracił impet z końcówki jesieni, a co gorsza, czekają go teraz bardzo trudne pojedynki ze Śląskiem, Lechem i Legią. O przełamanie będzie więc bardzo trudno.


Niedzielne derby bardzo dobrze oddały sytuację w obu śląskich klubach. Ruch może pozazdrościć Górnikowi nowoczesnego obiektu, ale ma za to wyraźną koncepcję budowania drużyny. Opłaca się strategia wychowywania i ściągania do drużyny młodych zawodników, którzy grając z doświadczonymi kolegami pod okiem Fornalika szybko się rozwijają. Podczas gdy w Chorzowie mogą mówić o pewnej tożsamości i stylu gry, to w Zabrzu trudno je zidentyfikować. Przed Ojrzyńskim i piłkarzami sporo ciężkiej pracy. Bo samą tradycją i efektownym stadionem Górnik nie utrzyma Ekstraklasy.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK
Twitter:
@przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)