Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Niespłacone 20 milionów. Bertolacci wciąż bez błysku
Bertolacci miał być "10" w talii Mihajlovicia.
fot. wikipedia.org,
Bertolacci miał być "10" w talii Mihajlovicia.

Niespłacone 20 milionów. Bertolacci wciąż bez błysku

Piłka nożna | 28 lutego 2016 13:06 | Krzysztof Mokrzycki

Często zdarza się, że za młodego piłkarza płaci się grube miliony i oczekuje od niego przynajmniej częściowej spłaty kredytu zaufania. W wielu przypadkach się to udaje, ale w wielu plan spala na panewce. Jednym ze świeższych przykładów jest Włoch, Andrea Bertolacci.



Pomocnik ten przybył na San Siro za, bagatela, 20 milionów euro ze stołecznej Romy. Szybko okrzyknięto go nową gwiazdą czy też długo oczekiwanym następcą Kaki. Godnym następcą. Niestety, rzeczywistość okazała się dla byłej gwiazdy Genoi brutalna. W Milanie Włoch gra słabo i notorycznie zawodzi oczekiwania kibiców. Aż żal patrzeć, jak temu chłopakowi na plecach wyrasta garb, jakby ktoś włożył mu pod koszulkę te dwadzieścia milionów. A on wyraźnie nie daje sobie z tym rady.


Statystyki nie kłamią. Mihajlović daje Bertolacciemu pograć. W tym sezonie Andrea rozegrał 20 spotkań, łącznie ponad 1300 minut. Zdobył w nich zaledwie jednego gola, a udane występy można policzyć na palcach jednej ręki. Co prawda uczciwie trzeba oddać, że włoski rozgrywający jest trapiony mniejszymi lub większymi urazami, jednak kibice nie chcą o tym słyszeć. 20 milionów w dobie kryzysu, kiedy to Berlusconi i Galliani oglądają po kilka razy każdego wydanego eurocenta, to naprawdę kwota duża i działająca na wyobraźnię. A Bertolacci był przez Milan bacznie obserwowany od dłuższego czasu i tak naprawdę grą w Genoi wygrał swoją, być może życiową, szansę. Podnieść Rossonerrich z kolan – gdyby Włochowi to się udało, to skorzystaliby na tym wszyscy, począwszy od samego piłkarza, poprzez klub, a na reprezentacji i Serie A skończywszy.


Słaba postawa byłego piłkarza Romy może być nijako spowodowana tym, że to zawodnik, który w zasadzie przez ostatnie lata trzymał się jedynie gry w środkowej części boiska, w samym jego centrum. Serbski szkoleniowiec Milanu z kolei przez lwią część rundy wystawiał go na pozycji bocznego pomocnika, gdzie Bertolacci nie potrafił się odnaleźć i cały czas uciekał do środka. Co gorsza, wydaje się, że cierpliwości do 25-letniego zawodnika nie mają już ani kibice, ani partnerzy z drużyny. W ostatnim meczu ligowym z Torino Włoch popisał się tylko jednym wartym zapamiętania zagraniem, a stracił masę piłek, przez co w drugiej połowie doszło do „dziwnej” sytuacji, kiedy to atakowany przez dwóch rywali Abate wolał kopnąć piłkę a aferę do przodu, niż zagrać do bezpiecznie do środka, właśnie do zawodnika z numerem 91 na koszulce.


Że Bertolacci potrafi grać w piłkę, to już wiemy i wiedzą to także w Milanie. Pytanie brzmi tylko, gdzie podziała się jego forma z poprzednich rozgrywek? Czyżby zostawił ją na Luigi Ferraris, albo w Rzymie podczas zamieszania transferowego? Może też jest tak, że piłkarz nie wytrzymał presji, jaka wiązała się z jego przybyciem na San Siro i nie potrafi poradzić sobie z wielkimi oczekiwaniami, które mają wygłodniali sukcesów kibice wobec gracza, który kosztował tyle pieniędzy. Wydaje się, że jedną z osób, które nie skreśliły gracza jest Sinisa Mihajlović. On może mieć trochę racji, a że jest to szkoleniowiec z charyzmą, to na pewno nie ugnie się pod presją mediów czy kibiców i nie odstawi od składu zawodzącego zawodnika. Chyba, że sam uzna, że tak będzie lepiej. Serb widzi przecież Bertolacciego na co dzień, podczas treningów czy zajęć na siłowni i wie, jak się tam prezentuje, co pokazuje i na co go stać. A z tego co mówią byli podopieczni Serba, na jego zaufanie niełatwo sobie zasłużyć. A Andrea wciąż je ma, choć wydaje się, że z każdym kolejnym występem ten limit maleje. Tym bardziej, że zbliża się decydująca faza sezonu i Milan wciąż ma szanse nawet na trzecie miejsce, dające prawo startu w eliminacjach Ligi Mistrzów. W najważniejszych spotkaniach Sinisa będzie już musiał grać tym, co ma najlepsze.


Naprawdę szkoda Bertolacciego. W wieku 24 lat zapracował świetną postawą w barwach Genoi na wielomilionowy transfer do Milanu. Teraz na każdym kroku jest mu to wypominane i aż przykro patrzeć, jak go to wszystko brutalnie wgniata w ziemię. Co gorsza, jak dotąd sztab szkoleniowy nie potrafi znaleźć recepty na wyciągnięcie zdolnego Włocha z dołka. A przecież jest on w najlepszym dla piłkarza wieku. W styczniu skończył 25 lat. Jak wspomniałem, w ostatnim meczu przeciwko Torino zagrał raczej słabo. Miał co prawda 81% celnych podań, ale były to głównie podania wzdłuż boiska, a akcji wykreowanych miał jak na lekarstwo. Ogółem wykonał 49 zagrań do kolegów, co dało mu ledwie szósty wynik wśród wszystkich piłkarzy przebywających na boisku. Znowu był w cieniu defensywnego pomocnika, Juraja Kucki. To Słowak zaliczył asystę przy decydującym trafieniu Anotnellego.


Nie mam zamiaru wieszać na Bertolaccim psów, bo jestem pewien, że chłopak nie ma wśród kibiców Rossonerrich lekko. 20 milionów euro pewnie śni mu się po nocach (działaczom Milanu pewnie też), a we dnie pląta nogi. Chłopak na pewno ma potencjał i na pewno potrafi grać w piłkę. Tylko pytanie brzmi, czy na San Siro dadzą mu tyle czasu, ile będzie potrzebował? Bo wydaje się, że cierpliwość sztabu szkoleniowego może być na wyczerpaniu.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)