Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Po weekendzie: W Wiśle absurd goni absurd. Pawłowski pracował trzy mecze!

Po weekendzie: W Wiśle absurd goni absurd. Pawłowski pracował trzy mecze!

Piłka nożna | 29 lutego 2016 19:14 | Hubert Błaszczyk
Tadeusz Pawłowski pracował w Wiśle przez trzy kolejki.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Tadeusz Pawłowski pracował w Wiśle przez trzy kolejki.

Trzech kolejek potrzebował Bogusław Cupiał, żeby „pięciolatka” Tadeusza Pawłowskiego legła w gruzach. Popularny Teddy po przyjściu do Wisły opowiadał, że z Białą Gwiazdą wiążę się na kilka lat. Nie wiedział jak bardzo się myli. Poza porażką Wisły najważniejszym wydarzeniem kolejki była zmiana lidera. W Ekstraklasie panuje Legia, która wyprzedziła bezbarwnego po przerwie zimowej Piasta.

 

1. Wisła nie uczy się na błędach

 

Podstawą funkcjonowania każdej organizacji jest nauka na własnych błędach. W Wiśle tej lekcji zarządzania jednak nie odrobili. Zresztą trudno mówić, o jakimkolwiek zarządzaniu, jeśli co chwilę zmienia się prezes, a trenerzy mają problemy z pracą przez kilka miesięcy. W poniedziałek pracę w krakowskim klubie stracił Tadeusz Pawłowski. Owszem, szkoleniowiec jest współwinny porażek, ale gra Wisły wyglądała zdecydowanie lepiej niż wynik. Zwalnianie go przed przerwą reprezentacyjną to strzał w kolano. Tym bardziej, że w tym tygodniu czekają nas dwie kolejki, w których Białą Gwiazdę poprowadzi Marcin Broniszewski. Jego bilans jako tymczasowego szkoleniowca każdy zna. A wystarczyło nie zwalniać Kazimierza Moskala, za którego kadencji Wisła grała ładnie dla oka i plasowała się w górnej połówce tabeli. Zadecydowały chore ambicje Bogusława Cupiała.

 

2. Powrót Wolskiego

 

Do ligi wrócił Rafał Wolski i przez 45 minut oglądało się go z dużą przyjemnością. Podczas pobytów we Fiorentinie, Bari i Mechelen może nie grał zbyt wiele, ale na pewno nie stracił techniki, którą popisywał się w pierwszej połowie meczu z Podbeskidziem. To po jego asyście premierową bramkę w Ekstraklasie strzelił Ondrasek.

 

3. W Warszawie mają lidera

 

Legia wygrała z Ruchem Chorzów i po ponad półrocznej przerwie wróciła na fotel lidera Ekstraklasy. Warszawianie w pierwszych wiosennych kolejkach prezentują się imponująco. Stracili zaledwie jedną bramkę, a strzelili osiem. Ich gra przypomina zaprogramowaną maszynę. Rywale nie radzą sobie z agresywnym pressingiem, widać opracowane schematy. Do formy wraca Ondrej Duda, który w niedzielę kilka razy błysnął niekonwencjonalnymi zagraniami, ale największy aplauz publiczności wzbudził, kiedy wyłuskał wślizgiem piłkę w środkowej strefie boiska. W takich akcjach Słowaka nie oglądaliśmy.

 

4. Ruch skrzywdzony, ale…

 

Ruch w Warszawie został skrzywdzony, ale lament, który powstał wśród śląskich dziennikarzy po tym spotkaniu jest nieuzasadniony. Na boisku chorzowianie byli drużyną zdecydowanie słabszą. Po niezłym początku dali się zupełnie zdominować. Nie radzili sobie z agresywnym pressingiem, zupełnie przegrali walkę w środku pola. Pierwszy celny strzał na bramkę Malarza dopiero w 82. minucie oddał Mazek.

 

5. Czech najlepszym transferem Legii

 

Trzy mecze to za mało, żeby ferować jakieś wyroki, ale dotychczas kibice Legii mogą być zadowoleni z Adama Hlouska. Czech nie tylko zabezpiecza tyły, ale też daje drużynie bardzo dużo w ofensywie. Często przerywa kontrataki w zarodku. Jest twardy, bezkompromisowy i często nie przebiera w środkach, choć akurat trafienie łokciem Mazka było przypadkowe. W niedzielę strzelił premierowego gola w Ekstraklasie. Jak najbardziej zasłużenie.

 

6. Legia ma twarz Pazdana

 

Gdyby rok temu ktoś powiedział, że Michał Pazdan będzie podstawowym zawodnikiem reprezentacji Polski i kapitanem Legii, pewnie byłoby potraktowane to w kategoriach żartu. Tymczasem w 12 miesięcy stoper stołecznego klubu zrobił milowe kroki w swojej karierze. Dziś Legia ma jego twarz. Jest nieustępliwa i waleczna. Pazdan w meczu z Ruchem grał bardzo agresywnie. Tylko pobłażliwości arbitra zawdzięcza, że nie zakończył meczu z żółtkiem. Tego jednak wymaga od niego Czerczesow. Po ostrym starciu z Pazdanem zupełnie odechciało się gry Mariuszowi Stępińskiemu.

 

7. Zawód przy Bułgarskiej

 

Nie tak miała wyglądać jesień w wykonaniu Lecha Poznań. Mistrzowie Polski mieli gonić czołówkę, tymczasem po trzech kolejkach znaleźli się na pograniczu grupy mistrzowskiej i spadkowej. Na pewno nie pomogła im błędna decyzja arbitra o karnym dla Jagiellonii, ale gra Lecha była fatalna. Pierwszy celny strzał poznaniacy oddali w 89. minucie!

 

8. Słonie w składzie porcelany

 

Termalica Bruk-Bet Nieciecza to drużyna, która na wiosnę ogląda się z przyjemnością. Mniej przyjemne są jednak jej wyniki. Mimo futbolu miłego dla oka, Słonie wiosną zdobyły zaledwie dwa punkty. Dlaczego? Bo pod bramką rywali zachowują się jak przysłowiowe słonie w składzie porcelany. Drużyna trenera Mandrysza stwarza duże zagrożenie pod bramką rywala, ale co z tego, skoro nie potrafi wykorzystać dogodnych sytuacji. Ze Szczecina zespół z Niecieczy powinien, a nawet musiał wyjechać z trzema punktami. Skończyło się na nerwówce i punkcie zapewnionym w 91. minucie spotkania.

 

9. Gorące krzesło Ojrzyńskiego

 

Dni Leszka Ojrzyńskiego w Górniku Zabrze są chyba policzone. Zabrzanie zdecydowanie odstają od ligowej stawki i wiosną grają najbrzydszy futbol. Są najsłabszą drużyną Ekstraklasy. We Wrocławiu przed porażką uratował ich słupek i… niski wzrost Moriyoki. Z zespołu dochodzą nie najlepsze sygnały o konflikcie Ojrzyńskiego z Radosławem Sobolewskim. To nie wróży dobrze dla trenera Górnika.

 

10. Hokeiści z Kielc

 

Wiosennych wyników Koronie Kielce mogłaby pozazdrościć niejedna drużyna hokejowa. W meczach z udziałem drużyny Marcina Brosza padło 16 bramek! To jednak nie przysporzy uśmiechu na twarzy trenerowi i zawodnikom Korony, którzy ponownie ze stanu 2:0 przegrali mecz. Trudno to wytłumaczyć, ale powiedzenie Czesława Michniewicza w przypadku tej drużyny sprawdza się w stu procentach.

 

11. Świerczok superstar

 

To co wyczyniał Jakub Świerczok w spotkaniu przeciwko Koronie Kielce było najwyższą klasą światową. Napastnik Górnika Łęczna egzekwował rzuty karne z takim spokojem, że można było mieć wątpliwości czy ma układ nerwowy. Do dwóch jedenastek dołożył bramę zdobytą głową. Mecz mógł skończyć z czterema trafieniami. W pierwszej połowie świetnie przymierzył z dystansu. Zbigniewa Małkowskiego uratowała poprzeczka.

 

12. Ciepłe kluchy z Gliwic

 

Jesienią Piasta Gliwice oglądało się z przyjemnością, wiosną jest zupełnie odwrotnie. To męczarnie dla oczu. Gliwiczanie w Gdańsku zagrali fatalnie. Wolno, ślamazarnie i nieuważnie w obronie. W efekcie na przerwę schodzili z bagażem dwóch bramek. Zawodnikom Radoslava Latala nie pomogła nawet gra w przewadze. Jedynego gola Lechia strzeliła sobie sama. Łukasz Budziłek popełnił fatalny błąd. Jeśli rozpatrywać tę sytuację w takich kategoriach, to Piast na wiosnę jest bez trafienia.

 

13. Atmosfera czyni cuda

 

Ekstraklasie potrzebna jest silna Lechia Gdańsk. Drużyna Piotra Nowaka przypomina trochę uśpionego smoka, który w każdej chwili może odpalić. Widać, że piłkarze zaufali nowemu trenerowi i razem z nim celebrują bramki. Odwdzięczają się tym samym za zaufanie, którym obdarzył ich Nowak. W meczu przeciwko Piastowi na Lechię patrzyło się z przyjemnością.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)