Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Puchar Polski: Faworyci nie zawiedli, niespodzianka u pań
Zawisza poległ, zaś kobiece Zagłębie wciąż walczy o Puchar
fot. wikipedia.org,
Zawisza poległ, zaś kobiece Zagłębie wciąż walczy o Puchar

Puchar Polski: Faworyci nie zawiedli, niespodzianka u pań

Piłka nożna | 17 marca 2016 11:10 | Krzysztof Mokrzycki

Zarówno męski, jak i kobiecy Puchar Polski nie dostarczył wyczekiwanych emocji. Faworyci pewnie wygrywali swoje spotkania i zanosi się na to, że w finałach będziemy mieli najlepsze krajowe zespoły. Wśród panów mistrz i wicemistrz Polski spokojnie odprawili rywali, zaś dużo ciekawiej było u pań.

 

Paradoksalnie najwięcej pisze się o spotkaniu Górnika Łęczna z Olimpią Szczecin. Jest to o tyle ciekawe, że w tym spotkaniu kibice nie zobaczyli nawet sekundy gry! Kolejną niespodziankę z kolei sprawił UKS SMS Łódź. Tym razem Wiankowska i spółka, dzięki znakomitej postawie swojej bramkarki, wyrzuciły za burtę zmagań Czarnych. W Pucharze Polski mężczyzn z kolei odblokował się Nemanja Nikolić, który bydgoskiego Zawiszę ukarał hat-trickiem.

 

Puchar Polski mężczyzn:

 

Legia Warszawa – Zawisza Bydgoszcz 4:0
Nikolić x3, Broź


Nikolić show w Warszawie. Węgier przypomniał sobie, że jest snajperem i upolował trzy bramki przeciwko Zawiszy. Do tego przepięknego gola dorzucił Broź i Legia przed rewanżem jest w znakomitej sytuacji. Nie obyło się jednak bez zgrzytu, bowiem do karnego dla miejscowych podszedł niewyznaczony Duda i na domiar złego zmarnował okazję. Wywołało to wściekłość trenera Czerczesowa, który na konferencji pomeczowej zapowiedział, że nie toleruje samowolki i Słowaka czeka indywidualna rozmowa. Zawiszy trzeba oddać, że nie przyjechał do stolicy z zamiarem postawienia autobusu i grał na tyle otwarty futbol, na ile pozwalała dobrze dysponowana Legia. W kadrze meczowej znowu zabrakło miejsca dla Cierzniaka, sprowadzonego niedawno z Wisły. Goście dzielnie trzymali się do przerwy, kiedy to było tylko 1:0. Potem jednak Legioniści włączyli piąty bieg i Węglarz miał co robić. Ostatecznie Legia wygrała na Łazienkowskiej 4:0 i rewanż jest tylko formalnością. Można wszem i wobec ogłosić, że Legia będzie grała w wielkim finale na Stadionie Narodowym. Chyba, że wydarzy się cud.

 

Legia Warszawa: Malarz – Broź, Rzeźniczak, Pazdan, Brzyski – Guilherme (66. Aleksandrow), Borysiuk, Jodłowiec, Duda (81. Masłowski) – Prijović (71. Hamalainen), Nikolić

Zawisza Bydgoszcz: Węglarz – Kamiński, M'voto, Stawarczyk, Markić – Arael (64. Kona), Drygas – Panajotow, Danielak (75. Smektała) Igumanović – Angielski (69. Mica)

 

 

Lech Poznań – Zagłębie Sosnowiec 1:0
Volkov


Lech był faworytem starcia z Zagłębiem Sosnowiec i choć wygrał, nie może jeszcze być pewnym swego. Sosnowiec u siebie jest bardzo groźny i w rewanżu na pewno polecą iskry. Spotkanie toczyło się pod dyktando podopiecznych Urbana, którzy w 38.minucie, za sprawą Volkova, wyszli na prowadzenie. Jak się potem okazało, był to jedyny gol spotkania, choć okazji nie brakowało. Ogółem Lech oddał aż 12 strzałów na bramkę Fabisiaka, z czego sześć celnych i golkiper Zagłębia miał co robić. Dobrą wiadomością dla kibiców „Kolejorza” jest fakt, że po kontuzji wrócił Duńczyk Nielsen, który ma być główną rakietą ekipy Jana Urbana. Kolejny udany mecz rozegrał ponadto Darko Jevtić, co zapowiada nam olbrzymie emocje już w najbliższy weekend. Wtedy dojdzie bowiem do starcia Lecha z Legią w Poznaniu.

 

Lech Poznań: Burić – Ceesay, Wilusz, Kamiński, Volkov – Dudka, Trałka (C) (81. Kadar) – Gajos, Jevtić, Sisi (66. Jóźwiak) – Kownacki (71. Nielsen).
Zagłębie Sosnowiec: Fabisiak – Fonfara, Vezalov, Markowski, Udovicić – Matusiak, Dudek (C) (25. Martinez) – Bajdur (76. Wilk), Bartczak, Pribula (60. Arak) – Fidziukiewicz.


Puchar Polski kobiet:

 
Medyk Konin – AZS Wrocław 8:0
Gawrońska x2, Sikora, Daleszczyk, Kostova, Balcerzak, Zawiślak, Tarczyńska


Oba zespoły przystąpiły do tego spotkania z zamiarem zwycięstwa, i choć eksperci oczekiwali w miarę wyrównanego meczu, to Medyk pokazał, dlaczego jest mistrzem Polski i liderem tabeli. Ambitne wrocławianki nie miały nic do powiedzenia przez pełne 90 minut, a spotkanie zakończyło się pogromem 8:0. Już do przerwy miejscowe wypracowały sobie pięciobramkową przewagę i na drugą połowę trener Jaszczak miał taki komfort, że mógł przeprowadzić sobie na luzie kilka zmian, aby dać odpocząć kluczowym piłkarkom. Także trener Rynio, mając w zasadzie rozstrzygnięty wynik, wprowadził w przerwie kilka nowych zawodniczek, oszczędzając te najlepsze na arcyważny ligowy mecz w Wałbrzychu.

 

MEDYK: Szymańska – Grad, Ficzay (79 Grzywińska), Slavcheva, Chudzik (46 Marszewska), Balcerzak (67 Fil), Daleszczyk (36 Kostova), Pakulska, Sikora (59 Zawiślak), Gawrońska, Tarczyńska.
AZS: Brzezina – Gradecka, Zalwowska, Ostrowska (81 A. Kaczorowska), Olszewska, Wróblewska (63 Kwapisz), Zbyrad (46 Bączek), Grabowska, Dereń (46 Korda), Cichosz, Maciukiewicz (46 Wąsowska).

 


Zagłębie Lubin – AZS PSW Biała Podlaska 3:0
Bezdziecka x2, Zdunek


Zagłębie Lubin pewnie rozprawiło się z akademiczkami z Białej Podlaskiej i zameldowało się w półfinale krajowego Pucharu. Trener Cielewicz tym razem dał szansę Bugajskiej zagrać na jej nominalnej pozycji, czyli między słupkami. Popularna "Śruba" spisała się dobrze i zachowała czyste konto. Przyjezdne zaś zagrały bez Cieśli i Lefeld, co odbiło się na ich grze. Już do przerwy miejscowe kontrolowały przebieg gry i prowadziły 2:0 po dwóch trafieniach Bezdzieckiej. Tuż po wznowieniu wynik ustaliła Emilia Zdunek. Zagłębie, niczym nie zagrożone, mogło oszczędzać siły, a Cielewicz konsekwentnie wprowadzał do gry nowe piłkarki, testując ich przydatność do zespołu pod kątem rozgrywek ligowych. Skorzystał aż z sześciu zmian, co w lidze w tym sezonie chyba się jeszcze Miedziowym nie zdarzyło. Czy to oznacza, że problemy kadrowe zespół Zagłębia ma już za sobą? Mamy taką nadzieję. Silny Lubin jest potrzebny polskiej Ekstralidze.

 

Zagłębie: Bugajska - Sołtys, Salwa, Balog, Jelencić (46 Gajowczyk), Latańska (87 Iglicka), Krakowska, Zdunek (64 Jakimiak), Płonowska (83 Dul), Jaworek, Bezdziecka (74 Walczyńska)

AZS PSW: Kanclerz - Karolak, Edel, Bujalska M. (46 Ulatowska), Bujalska J., Bosak, Kusiak, Bąk (46 Kozlynets), Górka (62 Kołakowska), Niedbała, Wiatrzyk (46 Orzepowska)

 

 

UKS SMS Łódź – Czarni Sosnowiec 1:1, karne: 3:1
Zasowska – Matla


Wielkie emocje w Łodzi. Pierwszoligowy UKS SMS, mimo mniejszych umiejętności i doświadczenia, odprawił z kwitkiem kolejnego ekstraligowca. Tym razem łupem Wiankowskiej i spółki padła ekipa z Sosnowca. Choć spotkanie przebiegało pod znakiem dominacji gości, miejscowe przeprowadzały groźne kontry i po jednej z nich Zasowska wpisała się na listę strzelczyń. Czarne dążyły do wyrównania, a swoje okazje miała przede wszystkim Kaletka, ale tego dnia znakomicie dysponowana była golkiperka miejscowych, która obroniła nawet rzut karny w wykonaniu Koniecznej. W końcu udało się przedstawicielowi najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce wyrównać stan meczu. Po akcji Kaletki i Operskalskiej gola zdobyła Patrycja Matla. Przy stanie 1:1 żaden z zespołów nie chciał odpuścić i konsekwentnie realizował swoje założenia; Sosnowiec atakował, SMS kontrował. Z dobrej strony kilka razy pokazała się Cieselska, która w bramce zastąpiła etatowy numer 1, Annę Polok.
Rezultat się nie zmienił, co oznaczało rzuty karne. Te lepiej egzekwowały miejscowe, które wykorzystały swoje próby. Czarne z kolei zawiodły. Największe gwiazdy zespołu; Nikol Kaletka i Joanna Operskalska zostały zastopowane przez Paturaj. Dodatkowo w obudowę bramki trafiła Fischerova, dając tym samym awans UKS SMS. To wielki sukces i znakomite przetarcie dla łodzianek przed kolejnym sezonem, który najprawdopodobniej spędzą już na boiskach Ekstraligi.

 

SMS: Paturaj – Piątkowska, Zubczyk, Kurek, Molenda, Kurzawa (60 Jedlińska), Walak, Salamon, Kowalska, Wiankowska, Zasowska (80 Osińska)

Czarni: Ciesielska - Gruszka, Wójcik, Fischerova, Wycisk (60 Matla), Operskalska, Gębka (50 Frączak), Konieczna (46 Prokop), Kaletka, Smidova (60 Zdechovanova), Warunek

 

Górnik Łęczna – Olimpia Szczecin – nie odbył się.


Spore zamieszanie w Łęcznej. Miejscowy Górnik miał zagrać z Olimpią, ale ostatecznie mecz nie doszedł do skutku. Dlaczego? Historia to dosyć dziwna; Olimpia bowiem otrzymała w przeddzień wyjazdu pismo, wedle którego mecz miał odbyć się na naturalnej trawie. Po przyjeździe okazało się jednak, że spotkanie ma zostać rozegrane na boisku ze sztuczną nawierzchnią, co wprawiło w osłupienie i złość działaczy i piłkarki ze Szczecina, które odmówiły wyjścia na plac gry i zgłosiły do sędziów spotkania stosowny protest. Jak tłumaczą to trenerzy za pośrednictwem oficjalnej strony Olimpii: „Sędziom spotkania został zgłoszony protest dotyczący rodzaju nawierzchni, na której miał odbyć się pojedynek. W informacji, którą otrzymaliśmy widnieje zapis, że spotkanie planowane było na naturalnej trawie i tak tez przygotowaliśmy się sprzętowo. Na miejscu okazało się, że mecz ma odbyć się na sztucznej nawierzchni. Taka sytuacja uniemożliwiała równą i sprawiedliwą, dla obydwu stron, rywalizację sportową. Jako klub mamy dość nieprofesjonalnego i lekceważącego podejścia do rozgrywek oraz żeńskiej piłki nożnej. Nie zgadzamy się również na notoryczne niestosowanie się do obowiązujących zasad i przepisów. Jest nam ogromnie przykro, że pomimo pokonania prawie 800. km ciężkiej drogi i chęci podjęcia walki, z dużo wyżej notowanym i bardzo groźnym przeciwnikiem, w duchu fair play, zmuszeni zostaliśmy do podjęcia tak trudnej decyzji.”


O losie spotkania zadecyduje PZPN, ale nieoficjalnie mówi się o tym, że sprawa zakończy się walkowerem na korzyść Górnika.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)