Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ekstraliga: Sensacja w Lubinie, dramat Natalii Chudzik

Ekstraliga: Sensacja w Lubinie, dramat Natalii Chudzik

Piłka nożna | 21 marca 2016 18:02 | Krzysztof Mokrzycki
Najwięcej goli padło w akademickich derbach
fot. www.lubsport.pl
Najwięcej goli padło w akademickich derbach

Wiele emocji przyniosła 16.kolejka piłkarskiej Ekstraligi kobiet. Dwa derbowe starcia gwarantowały starcia na ostrzu noża i ostatecznie tak też było. Niestety, w cień usunął wszystkie wyczyny zawodniczek dramat Natalii Chudzik. 



Piłkarki zdobyły razem w sześciu meczach 17 bramek, z czego aż 9 padło w Wałbrzychu. Co ciekawe, aż cztery spotkania kończyły się wynikiem 2:0. Tylko w derbach Dolnego Śląska obu ekipom udało się zdobyć bramkę. Padł jeden bezbramkowy remis, a największą sensację zanotowano w Lubinie. Olimpia nie rzuciła słów na wiatr i jeśli podopieczne Niewolnej tak nadal będą grać, to mają szansę dokonać, wydawałoby się, niemożliwego, czyli utrzymać się w lidze. Cenny punkt wywalczył KKP Bydgoszcz, ale tym razem zdobycz w meczu wyjazdowym nie poprawiła sytuacji w tabeli, a zepchnęła nawet zespół trenera Raczkowskiego na ostatnie miejsce w ligowej tabeli.


 

Sztorm AWFiS Gdańsk - Czarni Sosnowiec 2:0
Kopińska 25, Zańko 60


Powrót Sztormu do Gdańska wypadł nader okazale. Walczący o utrzymanie młody zespół znad morza pokonał Czarnych Sosnowiec, dzięki czemu utrzymał przewagę nad strefą spadkową.
Pierwsze minuty wyglądały tak, jakby obie ekipy sparaliżował fakt gry w Gdańsku. Nieco lepiej na murawie początkowo poczynały sobie przyjezdne, ale z biegiem czasu to Sztorm przejmował powoli inicjatywę. Pierwszą okazję miały zawodniczki z Sosnowca, ale uderzenie Operskalskiej poszybowało nad poprzeczką. W rewanżu szczęścia szukała Kamińska, ale z podobnym skutkiem. W 25.minucie Sztorm wyszedł z akcją zaczepną, którą sfinalizowała Kopińska. To pierwszy gol w historii Ekstraligi zdobyty właśnie na boisku w Gdańsku! Tak więc Sztorm objął prowadzenie i mógł skupić się na tym, co wychodzi mu w tym sezonie najlepiej – na defensywie i grze z kontry. Zawadzka i spółka nie mieli większych problemów z powstrzymywaniem ataków Czarnych, a jeżeli już przyjezdne dochodziły do strzału, to dobrą interwencją popisywała się Kołacz. Do przerwy, mimo kilku okazji z obu stron, 1:0 dla Sztormu.
Drugą połowę piłkarki obu zespołów rozpoczęły spokojnie i bez szaleństw. Pierwsze groźnie zaatakowały, za sprawą Kaletki, przyjezdne, ale akcja zakończyła się na niecelnym uderzeniu reprezentantki Polski. Po godzinie gry akcja Sztormu zakończyła się powodzeniem i futbolówkę do siatki pewnie skierowała Zańko. W tym momencie Czarne wyglądały na kompletnie zagubione. Po otrząśnięciu się po tym ciosie sprawy w swoje ręce postanowiła wziąć Renata Warunek, ale za pierwszym razem szansę na kontaktowego gola zabrała jej Kołacz, a druga próba okazała się niecelna. Końcówka to już spokojna gra z obu stron, jakby pogodzonych z wynikiem. Niby Czarne próbowały podejść pod bramkę młodzieżowej reprezentantki kraju, ale pewnie na środku obrony spisywała się Marcjanna Zawadzka. Sztorm udanie debiutuje w Ekstralidze na stadionie w Gdańsku.


Sztorm: Kołacz - Świętoniowska, A.Bużan, Zawadzka, Słowy, Zańko (85 Grala), K.Bużan, Słowińska (70 Cywińska), Sirant, Kamińska (65 Wierzbicka), Kopińska
Czarni: Polok - Fischerova, Prokop, Wycisk (75 Smidrova), Zdechovanova, Matla (75 Gębka), Operskalska, Kaletka, Konieczna (85 Wójcik), Frączek (61 Gruszka), Warunek



AZS PSW Biała Podlaska – Górnik Łęczna 0:2
Górnicka 75′, Hmirova 78′


Trochę w cieniu derbów Dolnego Śląska odbyły się derby Lubelszczyzny.
AZS PSW w tym sezonie uchodzi za pogromcę faworytów. Akademiczki między innymi w swojej kolekcji posiadają zwycięstwo w Łęcznej. Górniczki zatem miały szansę rewanżu.
Już od pierwszych minut do ataku ruszyły przyjezdne, które szybko osiągnęły przewagę. Miejscowe skupiły się na defensywie, ale robiły to bardzo skutecznie, a co jakiś czas próbowały szczęścia w grze z kontrataku. Po jednym z nich okazję miała Lefeld, ale chybiła celu. Górnik miał dużo więcej z gry, ale ani Kamczyk, ani Sznyrowska nie miały dobrze ustawionych celowników. Do przerwy zatem bezbramkowy remis.
W drugiej części gry działo się dużo więcej. Kluczowym momentem była druga żółta, a w konsekwencji czerwona, kartka dla Parczewskiej. Kto myślał, że teraz akademiczkom będzie grało się łatwiej, był w ogromnym błędzie. Co prawda spotkanie się wyrównało, ale okazji bramkowych pod bramką Doroty Wilk było wciąż niewiele, a jeśli już były, to golkiperka Górnika radziła sobie z zagrożeniem. Za to Górnik uderzył dwa razy, ale solidnie. Najpierw z kornera dośrodkowała Kamczyk, a głowę w polu karnym dostawiła Górnicka i tym samym otworzyła wynik derbowej batalii. Chwilę później spotkanie rozstrzygnęła Hmirova, która ładnym, mierzonym uderzeniem zaskoczyła Kanclerz. ASZ PSW nie sprawił kolejnej niespodzianki i tym razem uległ Łęcznej. Przez co najmniej najbliższe parę tygodni na Lubelszczyźnie rządzić będzie Górnik.


AZS PSW: Kanclerz – J. Bujalska, M. Bujalska, Cieśla, Edel, Konieczna, Kozlynets, Lefeld (72′ Wołos), Orzepowska, Sosnowska, Wiatrzyk
Górnik: Wilk – Dyguś, Hajduk, Górnicka, Kwietniewska, Hmirova, Parczewska, Guściora, Kamczyk (87′ Iwaniszyn), Jaszek (46′ Jędrzejewicz), Sznyrowska



GOSiRKi Piaseczno - Medyk POLOmarket Konin 0:2 

Gawrońska 1, Sikora 49


Tylko niepoprawni optymiści liczyli na to, że GOSiRKi są w stanie pokonać Medyka Konin. Mimo ambitnej walki Dudek i spółka przegrały z mistrzyniami kraju 0:2.
Już w pierwszej akcji meczu Medyk objął prowadzenie. Anna Gawrońska otrzymała dobre podanie pod bramką Piaseczna i doskonale wiedziała, co z piłką ma zrobić. Po utracie gola cały taktyczny plan miejscowych się posypał, bo nie było czego już bronić, a z przodu brakowało trochę argumentów, aby otwarcie zaatakować. W 18.minucie bardzo groźnej kontuzji doznała Natalia Chudzik (złamana piąta kość śródstopia) i musiała opuścić boisko. Reprezentantkę Polski czeka najpewniej dłuższa przerwa.   Wracając do meczu, Medyk i tak nie dawał miejscowym pola do popisu, a indywidualne próby Łasickiej czy Ciupińskiej kończyły się na obronie gości. Anna Szymańska nie miała wiele pracy tego dnia. Za to jej koleżanki z przodu grzeszyły nieskutecznością i Kaja Oźgo, strzegąca bramki zespołu gospodyń, musiała się solidnie napocić. A do tego miała sporo szczęścia, bo Medyczki często nie trafiały w bramkę. Tak czy inaczej swoich sił próbowały Ola Sikora, Anna Gawrońska i Katarzyna Daleszczyk. Tego dnia los nie uśmiechał się do Tarczyńskiej, która pudłowała na potęgę.
Po przerwie nadal do Medyk naciskał, zaś Piaseczno próbowało z kontry zagrozić rywalkom. Jeżeli ktoś jeszcze miał nadzieję na korzystny rezultat, to rozwiała je Ola Sikora. Najlepsza obecnie piłkarka Ekstraligi zdobyła gola kilka minut po wznowieniu gry i wiadomo było, że nic złego Medykowi już się stać nie może. Trener Jaszczak mógł momentami łapać się za głowę i kląć pod nosem, bo jego podopieczne marnowały okazję za okazją. Tarczyńska została zastopowana przez Ożgo. Golkiperka Gosirek wyłapała także próbę Pakulskiej. Szczęścia szukały też Gawrońska, Kostova i Daleszczyk, ale tego dnia nie udało im się już nic ustrzelić. Medyk bez większego trudu i stresu wygrywa 2:0 w Piasecznie. Ale stracił Natalię Chudzik.


GOSiRKi: Ożgo - Gozdek, Machnacka, Rapacka, Sosnowska, Tkaczyk, Jankowska (70 Rębiś), Łasicka, Rosińska, M.Dudek, Ciupińska

Medyk: Szymańska – Sikora, Grad, Slavcheva, Ficzay, Chudzik (18 Kostova), Balcerzak, Pakulska, Daleszczyk, Gawrońska, Tarczyńska



Mitech Żywiec - KKP Bydgoszcz 0:0


Mitech, który formalnie był gospodarzem meczu, tylko bezbramkowo zremisował z KKP Bydgoszcz.
„Miejscowe” były faworytkami tego spotkania, a dzięki porażce Zagłębia miały szanse już w sobotę wskoczyć na trzecie miejsce w ligowej tabeli. Trener Kuta zaskoczyła, sadzając na ławce Aleksandrę Nieciąg. Z kolei do bramki KKP wróciła Palińska. Optyczną przewagę na boisku miała ekipa z Żywca, ale pod bramką reprezentantki Polski działo się niewiele, między innymi za sprawą dobrej postawy Lewandowskiej w defensywie. Co nie oznacza, że sytuacji na zdobycie bramki nie było. Na sztucznej murawie Mitech mógł grać tak, jak lubi, ale na to był przygotowany zespół KKP. Odnotować należy jedynie uderzenia Wiśniewskiej (dobra interwencja Palińskiej), oraz niecelne próby Ruzmus i Suskovej. Bydgoszcz odpowiedziała uderzeniem Wawer, ale z tym poradziła sobie Szemik.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Mitech utrzymywał się przy piłce, ale tego dnia nie miał pomysłu jak ugryźć dobrze zorganizowaną defensywę KKP. Trochę ożywienia wniosła na plac gry Nieciąg, ale generalnie wciąż nie dawało to tego, czego oczekiwała trener Kuta. Bydgoszczanki dobrze się broniły, a od czasu do czasu wyprowadzały kontry. Więcej na murawie zaczęło się dziać, kiedy Mitech postanowił mocniej zaatakować i zaangażować większą ilość piłkarek w swoje akcje. Wtedy ofensywne piłkarki przyjezdnych miały więcej miejsca z przodu i mogły pokusić się nawet o komplet oczek, przy dobrze rozegranej kontrze. Mitech próbował zaskoczyć Palińską, ale były to starania bezowocne. KKP zaś, zgodnie z planem, wyprowadziło prawie zabójczą kontrę. Prawie, bo w decydującej chwili jednej z podopiecznych Raczkowskiego zabrakło zimnej krwi i precyzji. Ostatecznie Bielsko-Biała uraczyła nas bezbramkowym remisem. Mitech nie zmienił swojej pozycji w tabeli, a zrównał się punktami z trzecim Zagłębiem. KKP, mimo cennej zdobyczy, spadło o jedną pozycję.


Mitech: Szemik – Noras, Zasada, Rżany, Droździk, Wnuk, Żak, Chrzanowska (46 Nieciąg), Rozmus, Suskova, P.Wiśniewska (68 Zegan)

KKP: Palińska - Pawłowska, Lewandowska, Kaźmierczak, Daleszczyk, Kałuzińska, Łuczak, Wawer, Ossowska, Dudek, Szlendak (76 Pancek)



Zagłębie Lubin - Olimpia Szczecin 0:2
Niewolna 60, Michalska 84


Sensacja w Lubinie! Skazywana na pożarcie Olimpia pokazała, że nie złożyła broni w walce o ligowy byt i jako jedna z nielicznych potrafiła pokonać Zagłębie na jego terenie!
Mecz toczył się od początku pod dyktando miejscowych. Podopieczne Cielewicza zdominowały środek pola i raz po raz zamykały przyjezdne na ich połowie. Jednak gdy już Miedziowe dochodziły do sytuacji bramkowych, to albo nie trafiały w bramkę, albo uderzenia te odbijała Beata Watychowicz. Goście rzadko dochodzili z akcjami zaczepnymi w pole karne rywalek i do przerwy absolutnie nic nie wskazywało na to, aby gospodynie miały to spotkanie przegrać. Raz mocniej zagotowało się pod bramką Bugajskiej, ale ostatecznie nikomu z Olimpii nie udało się zamknąć akcji. Do przerwy 0:0.
Po przerwie też grę prowadziło Zagłębie, które wymieniało mnóstwo podań i kreowało sobie sytuacje. Przyjezdne postawiły na grę z kontry i po jednej z nich niespodziewanie objęły prowadzenie. Dobrą akcję szczecinianek i niezbyt aktywną postawę defensorek z Lubina wykorzystała Niewolna, która pokonała Bugajską i zapachniało niespodzianką. Gol zmienił niewiele, bo nada to podopieczne Cielewicza nadawały ton grze, ale nie miały pomysłu, by zaskoczyć Watychowicz. Przyjezdne nastawiły się na grę z kontrataku i w końcówce dzięki temu miały rzut rożny. Powstało olbrzymie zamieszanie, po którym piłka wylądowała w siatce. Gola przypisano wykonującej ten stały fragment gry Michalskiej, ale stuprocentowej pewności nie ma. Przy 0:2 i sześciu minutach do końca Zagłębie zmuszone było rzucić wszystkie siły do ataku. Tak też zrobiło, co stworzyło podopiecznym Niewolnej szansy na kontrataki. Gola kontaktowego mogła zdobyć Zdunek, ale minimalnie chybiła. Uderzenie Latańskiej zaś pewnie wybroniła szczecińska golkiperka. Sensacja w Lubinie stała się faktem! Przy tak dobrze zorganizowanej taktycznie drużynie należy wręcz zapytać, dlaczego ona jest tak nisko w tabeli? Widać, że Niewolna ma jakiś pomysł na ten zespół.


Zagłębie: Bugajska - Sołtys, Salwa, Balog (71 Szymkowiak), Jelencić, Latańska, Krakowska, Zdunek, Płonowska, Jaworek, Bezdziecka

Olimpia: Watychowicz - Preś, Kędzierska, Szwed, Lachman (46 Jasińska) (75 Szymaszek), Falborska, Trzcińska (76 Wach), Tarnowska (46 Michalska), Niewolna, Tokarska, Ratajczyk (90 Kita)



AZS PWSZ Wałbrzych - AZS Wrocław 3:6 
Miłek 82, Mesjasz 84, Sobkowicz 90 - Mesjasz 27 (sam), Dereń 49, Matysik 52, Gradecka 67, Wróblewska 70, Maciukiewicz 74


Mecz rozegrano na sztucznej murawie, ponieważ stadion Górnika Wałbrzych (podobno) nie nadawał się do gry w piłkę. W związku z tym kibiców na obiekt nie wpuszczono i spora grupka ludzi zmuszona była oglądać swoje ulubienice zza siatki ogradzającej boisko.
Derbowe starcie przyniosło wiele emocji, ostrych fauli i przede wszystkim goli. Zarówno jedna jak i druga ekipa rozpoczęła mecz z przytupem i po niespełna pięciu minutach oddano łącznie cztery strzały. Najbliższa szczęścia była Oliwia Maciukiewicz, która po wzorowej akcji Wrocławia nie trafiła w bramkę, będąc na zupełnie czystej pozycji. Po kwadransie inicjatywę zaczęły przejmować wałbrzyszanki, ale niewiele z tego wynikało. Strzał z wolnego Sobkowicz zatrzymał się na murze, a w rewanżu wysiłek koleżanek zmarnowała Maciukiewicz, która dała się złapać w pułapkę ofsajdową. Wynik meczu otwarła Małgorzata Mesjasz. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska młodzieżowa reprezentantka Polski interweniowała tak niefortunnie, że kompletnie zmyliła swoją bramkarkę i piłka wpadła do siatki. Podrażnione takim obrotem sprawy akademiczki zupełnie nie miały pomysłu, jak ugryźć dobrze zorganizowaną defensywę gości, gdzie brylowała zwłaszcza blondwłosa Gradecka. Do przerwy zupełnie jak w książce Adama Bahdaja, 0:1.
Na drugą część gry miejscowe wyszły chyba aż za bardzo zmotywowane, co dało się odczuć podczas pierwszych minut, kiedy to ambitnie ruszyły do przodu, zapominając o defensywie. Wysiłek się opłacił, bowiem gola na 1:1 zdobyła Kowalczyk, lecz w górę powędrowała chorągiewka liniowej i trafienie nie zostało zaliczone. W rewanżu Wrocław przeprowadził atak, zwieńczony stałym fragmentem gry. Nietuzinkowe rozegranie wolnego zaskoczyło zarówno Antończyk, jak i jej koleżanki z defensywy i Dominika Dereń wpisała się na listę strzelczyń. AZS PWSZ próbował odrabiać straty, ale brakowało koncepcji, a dominacja wrocławianek w środku pola, gdzie dzieliły i rządziły przyjezdne, nie zostawiała miejscowym dużego pola manewru. Wrocławianki nastawiły się na kontry, a że AZS PWSZ miał dzisiaj kiepski dzień, to kolejne sytuacje pod bramką wałbrzyszanek mnożyły się niemiłosiernie. Po jednym z ataków rzut rożny wykonywała ekipa trenera Rynio i Matysik wpakowała z tej sytuacji futbolówkę do siatki. Niewiele potem kolejne trafienia zaliczyły: Gradecka, Wróblewska oraz Maciukiewicz. Zrobiło się 0:6 i przyjezdne nadal atakowały, ale Antończyk stawała na wysokości zadania. W końcówce AZS PWSZ, za sprawą między innymi niezłej zmiany Pluty, doszedł do głosu i zdobył w krótkim odstępie czasu trzy gole. Najpierw fenomenalne trafienie zaliczyła Miłek, chwilę później bo niepewnym wyjściu Brzeziny piłkę do siatki skierowała Mesjasz, a wynik meczu ustaliła w doliczonym czasie gry Agata Sobkowicz. AZS Wrocław wygrywa w Wałbrzychu 6:3.


Po meczu wrocławianki na środku boiska demonstracyjnie odtańczyły taniec radości, dając tym samym prztyczek w nos grupie kibiców Wałbrzycha. A i na pewno zadowolone z takiego zachowania nie były także same zawodniczki gospodyń. No cóż, taki urok futbolu.



AZS PWSZ: Antończyk – Aszkiełowicz, Bosacka, Mesjasz, Konopka, Gonzales, Rędzia (60 J. Pluta), Botor (46 Konat), Kowalczyk (60 D. Pluta), Miłek, Sobkowicz.
AZS: Brzezina – Ostrowska, Gradecka, Zalwowska, Wróblewska (82 Wąsowska), Matysik (70 Olszewska), Grabowska (66 Zbyrad), Turkiewicz (77 Korda), Dereń, Cichosz, Maciukiewicz.


 

 

TABELA (za www.pilkakobieca.pl):
Darmowy hosting iv.pl



Strzelczynie:
12 goli- Anna GAWROŃSKA (Medyk)
11 goli – Agata TARCZYŃSKA (Medyk)
10 goli- Natalia CHUDZIK, Aleksandra SIKORA (obie Medyk), Agata SOBKOWICZ (AZS PWSZ)



„11” kolejki:
Darmowy hosting iv.pl

 

 

Ławka:
Watychowicz (Olimpia)
Szwed (Olimpia)
Górnicka (Górnik)
Ostrowska (AZS Wrocław)
Pakulska (Medyk)
Michalska (Olimpia)
Rżany (Mitech)



Passy bramkarskie (trwające):
568 minut – Anna SZYMAŃSKA (Medyk)
290 minut – Beata WATYCHOWICZ (Olimpia)

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)