Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna 0,5 Finlandii obalone! Można jeszcze?

0,5 Finlandii obalone! Można jeszcze?

Piłka nożna | 26 marca 2016 19:44 | Marcin Borciuch
Fot. z meczu z Serbią
fot. Marcin Karczewski/superstar.com.pl
Fot. z meczu z Serbią

Bifor przed francuskim EURO można zaliczyć do udanych. Tym bardziej, jeśli wychodzi w nim praktycznie wszystko, co się zakładało przed. Czysta zabawa z piłką, ale i z dużą rozwagą, by nie zaliczyć błędu. Nie licząc Gibraltaru, za Nawałki nie strzeliliśmy więcej niż czterech goli w jednym meczu nikomu innemu. Można więc z jeszcze większym optymizmem patrzeć w przyszłość.

 

Finlandia to rywal mniejszego kalibru niż Serbia. Jednak „Suomi” napsuli nam krwi w 2006 roku na inaugurację eliminacji do EURO 2008, gdy przegraliśmy 1-3. Od tego czasu graliśmy z Finami trzykrotnie, z czego jeden mecz wygraliśmy, a dwa zakończyły się remisami. Ostatnie starcie tych dwóch drużyn miało miejsce w maju 2010 roku – wtedy padł bezbramkowy remis. Bilans wszystkich 31 starć polsko-fińskich prezentuje się następująco – 20 wygranych Polski, osiem remisów, trzy wygrane Finlandii, stosunek bramkowy 72-28 na naszą korzyść.

 

Mogliśmy zauważyć kilka zmian w wyjściowym składzie w porównaniu z meczem z Serbią, które były po części do przewidzenia. W bramce zaczął Artur Boruc, Przemysław Tytoń dostał drugie 45 minut, w środku obrony obok Kamila Glika zagrał Michał Pazdan który zmienił na ostatnie minuty w Poznaniu Bartosza Salamona. Od początku grali też Jakub Wawrzyniak, Bartosz Kapustka, Filip Starzyński, czy też Paweł Wszołek. Szczególnie dla pomocnika Hellasa Werona miało być to ważne spotkanie, by udowodnić, że jest silniejszy psychicznie i lepszy technicznie. Grzegorz Krychowiak, Kamil Grosicki i Arkadiusz Milik również zagrali od pierwszej minuty. Oni akurat potrzebują minut, ale też część trzonu kadry musi zostać, by reszta na boisku czuła się pewniej. Przed meczem mówiło się, że szansę dostanie Igor Lewczuk, którego ostatnio chwalono za grę w Legii, ale atak alergii znacząco zmniejszył jego szanse na występ.


„Niech żyje wolność i swoboda, niech żyje zabawa i...” 3-0 do przerwy

 

Od samego początku mieliśmy inicjatywę w tym spotkaniu. Spokój, opanowanie, dokładność, dynamizm akcji, przyspieszanie w odpowiednim momencie. „Biało-czerwoni” grali naprawdę mądrze i dojrzale. 18 minut trzeba było czekać na pierwszą bramkę na Stadionie Miejskim. Akcja spokojnie budowana, ze środka do prawej strony, gdzie był Artur Jędrzejczyk. Płasko zagrał piłkę w fińskie pole karne, dotarła ona do Kamila Grosickiego, który mimo wszystko szczęśliwie wbił ją do bramki przy dalszym słupku. Chciał z woleja, ale nie trafił czysto w futbolówkę. Jednak na tyle fartownie, że bramkarz miał do niej za daleko. Po chwili nasi poszli za ciosem. Starzyński zauważył ze środka boiska pędzącego „Grosika” na lewym skrzydle, wypuścił gro, skrzydłowy Rennes dośrodkował w pole karne i Paweł Wszołek trafił do praktycznie pustej bramki.

 

Mimo bardzo dobrego rezultatu podopieczni Adama Nawałki nie odpuszczali. Więcej zabawy, swobody, niekonwencjonalnych zagrań. Widać było, że taka gra sprawia reprezentantom Polski frajdę. Bramka na 3-0 była wisienką na torcie w tej połowie. Wszołek około 15. metra od bramki Finów podał krótko do Filipa Starzyńskiego, ten się odwrócił i uderzył nie do obrony. Mocno i technicznie zarazem w stronę prawego słupka. Grający na co dzień w Zagłębiu Lubin pomocnik mógł się podobać. Mimo że nie biegał dużo, to potrafił ustawić się w dobrym miejscu, miał bardzo dobry przegląd pola i wyczucie czasu. Mogło być nawet 4-0 do przerwy, gdy Kamil Grosicki zaliczył „typowego Grosika” - zejście do środka, ni to wrzutka, ni to strzał. Futbolówki nikt nie strącił i zatrzymała się jednak na słupku.

 

Ostatnie minuty to było całkowite rozluźnienie wybrańców Nawałki. Dali im pograć piłką, ba, nawet sami stworzyliśmy im sytuację – za lekkie wycofanie Artura Jędrzejczyka do Boruca i bramkarz Bournemouth musiał wyjść i wślizgiem ratować sytuację. Była jeszcze próba dobicia z dystansu, ale dobrze asekurował Pazdan. Tak, ten Pazdan, który ostatnio zbiera krytyczne opinie za grę w Legii, kolejny raz bardzo ładnie zaprezentował się w reprezentacyjnym trykocie.

 

Druga połowa – impreza trwa dalej

 

Tempo w drugiej połowie zdecydowanie spadło. Polacy wyglądali na nieco zdekoncentrowanych, rozluźnionych. Chcieli coś pograć, ale nie za bardzo kwapili się do intensywniejszej gry, nie forsowali tempa. Finowie mieli problemy nawet z Polakami, którzy nie dawali z siebie nawet 50%. Grając na takim luzie, potrafili wbić czwartą bramkę. Znowu Starzyński do „Grosika”, ten podbiegł jeszcze z piłką, chciał dograć do wbiegającego Roberta Lewandowskiego (zmienił kilka chwil wcześniej Milika), ale odbił to Arajuuri. Na jego nieszczęście, piłka trafiła w nogę Wszołka, a potem wpadła do siatki. Mały bilard, który dał czwartą bramkę w tym meczu. „Lewy” też się bawił – a to próba przelobowania bramkarza, a to poprzeczka z wolnego, choć ten stały fragment gry nie jest jego mocną stroną.

 

Po spokojniejszych i bardziej relaksacyjnych chwilach, „Grosik” miał szansę na 5-0 i jej nie zmarnował. Kapitalna długa piłka Bartosza Salamona (zmienił wcześniej Kapustkę) dziurawiąca linię pomocy i obrony, wyszedł Grosicki, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

 

Flaszka plusów po meczu

 

Ucztą dla oczu była dziś gra biało-czerwonych. Z przyjemnością można patrzeć na tak rozważnie grający zespół, który przy okazji bawi się na całego. Bardzo zgrany team, w którym panuje duża chemia, ludzie sobie ufają przy każdym możliwym zagraniu. Jest wsparcie w obronie i w ataku. W skrócie – reprezentacja idzie do przodu i jaskółkę na spokojnie ustanie.

 

Boruc i Tytoń byli bardzo pewni, choć nie mieli dużo do roboty dzisiaj. Glik ma więcej niż jednego partnera do obrony, bo z Serbią całkiem dobrze zagrał Salamon i dziś Pazdan. Ten pierwszy wszedł z ławki na defensywnego pomocnika, więc i tutaj jest jakaś alternatywa. Boczni obrońcy potrafili wspierać z przodu i z tyłu. Pomocnicy, bez wyjątku, spisali się na medal. Szczególnie trzeba wyróżnić Starzyńskiego i skrzydłowych, którzy byli bardzo aktywni i ciągnęli grę, a odpowiedzialność strzelecką wzięli na siebie. Wszołek pokazał, że we Włoszech nauczył się bardzo dużo i dał trenerowi pretekst, by jechać do Francji. Grosicki finezyjnie, dynamicznie, w swoim stylu. Na niego można liczyć. W drugiej linii jest potencjał. Milik był cały czas dobrze kryty, więc specjalnie nie mógł zaszaleć, ale widać było, że chciał, starał się. Lepiej gra jednak u boku „Lewego” niż sam w napadzie.

 

Cieszyć też może seria pięciu zwycięstw z rzędu. Oby tak dalej! Na horyzoncie czekają Holandia i Litwa. „Oranje” przegrali w piątek z Francją 2-3, a Litwa w sobotę 0-3 z Rosją. To są rywale jak najbardziej w naszym zasięgu.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)