Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ekstraliga: Pasjonująca walka o utrzymanie!

Ekstraliga: Pasjonująca walka o utrzymanie!

Piłka nożna | 27 marca 2016 19:52 | Krzysztof Mokrzycki
Zarówno Olimpia, jak i KKP wiosną prezentują się lepiej niż jesienią
fot. www.lubsport.pl
Zarówno Olimpia, jak i KKP wiosną prezentują się lepiej niż jesienią

17.kolejka Ekstraligi nie stała pod znakiem efektownych goli, ale za to nie zabrakło emocji. Hitowe starcie odbyło się we Wrocławiu, zaś ciekawy mecz kibice zobaczyli w Łęcznej. Dodatkowo padł pewien rekord, jeśli chodzi o tegoroczne rozgrywki.



Zagłębie Lubin przegrało niespodziewanie u siebie z Piasecznem, lecz nie to jest dziś tematem numer jeden w mediach. Sędzia spotkania, Pani Figura, pokazała łącznie aż 12 żółtych i jedną czerwoną kartkę. Jeżeli chodzi o ten sezon, jest to swoisty rekord w tej kategorii, który ciężko będzie komukolwiek pobić. W sześciu spotkaniach padło zaledwie dziewięć goli. Najwięcej bramek zobaczyli kibice w Łęcznej, ani jednej zaś w Sosnowcu. Przy okazji nabiera rumieńców walka o utrzymanie w Ekstralidze. Zarówno Olimpia, jak i KKP w tej kolejce zapunktowały i zapowiada nam się fascynująca końcówka sezonu!



Czarni Sosnowiec - AZS PWSZ Wałbrzych 0:0

 

W Sosnowcu spotkały się dwie drużyny, które wiosną jeszcze nie wygrały. Lepsze wrażenie sprawiły jednak w poprzednich meczach piłkarki Czarnych i to one były uznawane za lekkiego faworyta starcia.
Batalia rozpoczęła się dosyć spokojnie, lecz z czasem coraz większą przewagę osiągały piłkarki z Sosnowca. Wszystko to za sprawą aktywnej Nikol Kaletki, która swoimi nieszablonowymi zagraniami i efektownymi dryblingami siała spustoszenie w wałbrzyskiej defensywie. W tej części spotkania dużo więcej z gry miały gospodynie, a podopieczne trenera Gryki chciały kontratakować, ale ciężko było im się przedostać pod bramkę Polok. Golkiperka Czarnych była bezrobotna, a jedynie sporadycznie miała kontakt z piłką. Co innego jej vis a vis, Daria Antończyk. Reprezentantka kraju już w pierwszej odsłonie popisała się dwiema znakomitymi interwencjami, dwukrotnie stopując uderzenia Patrycji Matli. Szczęścia próbowały też uderzeniami z dystansu wspomniana Kaletka oraz Operskalska, ale robiły to zbyt mało precyzyjnie. Do przerwy 0:0. W wałbrzyskiej ekipie wypada pochwalić Jędras, która toczyła udanie walkę o środek pola z wyższymi od siebie piłkarkami Czarnych.
Druga część gry wyglądała nieco inaczej, niż ta pierwsza. Przede wszystkim zaczęły grać pewniej wałbrzyszanki, co od razu przełożyło się na liczbę okazji akademiczek. Ale wynik mogły otworzyć miejscowe, a konkretniej Frączek, która po fantastycznym podaniu Kaletki znalazła się sam na sam z Antończyk, ale przegrała ten pojedynek. Wałbrzyszanki zaś próbowały szczęścia za sprawą Agaty Sobkowicz, ale ta jednak w decydującym momencie pogubiła się i defensorki zabrały jej futbolówkę. Kolejny raz trener Gryka dokonał niezłych zmian, bo po raz drugi z rzędu bardzo dobrze do gry wprowadziła się rezerwowa Daria Pluta. Ostatnie minuty to bardziej wyczekiwanie zespołów na błąd przeciwnika, który jednak się nie przytrafił. Czarne mogły zdobyć bramkę, ale szarżę Kaletki zatrzymała grająca po profesorsku w drugiej połowie Bosacka, choć miejscowe domagały się odgwizdania faulu na swojej gwieździe. Mecz ostatecznie kończy się sprawiedliwym podziałem punktów. Obie drużyny wciąż bez zwycięstwa na wiosnę.


Czarni: Polok - Zdechovanova, Wycisk, Prokop, Fischerova, Operskalska, Matla (73 Gębka), Konieczna, Gruszka (46 Wieczorek), Frączek, Kaletka

AZS: Antończyk - Mesjasz, Konat (80 Okoń), Aszkiełowicz, Bosacka, Gonzales (83 J.Pluta), Lizoń (81 Iwańczuk), Jędras, Kowalczyk (46 Botor), Miłek (73 D.Pluta), Sobkowicz




Olimpia Szczecin - Mitech Żywiec 1:1
Michalska - Rozmus


Kolejny dobry mecz zagrała szczecińska Olimpia. Tym razem podopieczne Niewolnej urwały punkt kolejnej ekipie kandydującej do wicemistrzostwa Polski, Mitechowi Żywiec.
Olimpia wiosną przyzwyczaja powoli kibiców do tego, że gra znakomicie taktycznie. Tak samo było i w czwartek. Mitech miał problemy, aby przedrzeć się przez dobrze broniący się zespół gospodyń. Co jednak nie oznacza, że nie było okazji. Wręcz przeciwnie. Ze strony Olimpii szczęścia próbowała zarówno Ratajczyk, jak i Niewolna, ale były to strzały bez większego zagrożenia dla Szemik. Ze strony Mitechu działo się nieco więcej. Bliska szczęścia po rzucie rożnym była Rżany, ale ostatecznie zabrakło jej centymetrów. Próbowała też Wiśniewska, lecz z tym uderzeniem poradziła sobie będąca w znakomitej dyspozycji wiosną Watychowicz. Kapitan miejscowych nie popisała się jednak w 30.minucie gry, kiedy to źle obliczyła lot piłki i po niezbyt dobrym wyjściu z bramki, w zamieszaniu, piłkę do siatki skierowała Rozmus, dokumentując lekką optyczną przewagę Mitechu. Przed zejściem na przerwę jeszcze wyrównać mogła Falborska, lecz Szemik była na posterunku i pewnie chwyciła piłkę.
W drugiej połowie mieliśmy niemal lustrzane odbicie tego, co działo się przed przerwą. Gra toczyła się głównie w środku pola z lekką przewagą gości, ale miejscowe starały się wychodzić z groźnymi kontrami. Długo się to nie udawało, ale gdy już się udało, to Tokarska była bliska szczęścia. Po rzucie rożnym zaś bardzo dobrą okazję miał Mitech, ale uderzenie głową jednej z piłkarek z Żywca efektownie wybiła nad poprzeczkę Beata Watychowicz, rehabilitując się za błąd przy bramce. W końcówce Niewolna i jej podopieczne nie miały nic do stracenia i odważnie ruszyły do przodu, co otworzyło przed przyjezdnymi szansę na skontrowanie i skarcenie rywalek. Po jednym z wypadów Olimpia miała korner. Dośrodkowała z niego Michalska, futbolówka nabrała dziwnej rotacji i totalnie zaskoczyła Kingę Szemik, wpadając do siatki. Dramat Mitechu w Szczecinie stał się faktem. Chwile potem sędzia zakończyła mecz. Olimpia niepokonana od czterech spotkań. Przy okazji kilka słów poświęcę kapitance Olimpii, Watychowicz. Golkiperka miejscowych tego dnia obchodziła swoje „osiemnaste” urodziny. Z tej okazji życzymy sympatycznej bramkarce jak najwięcej czystych kont i utrzymania Olimpii w Ekstralidze.
Parafrazując pewną piosenkę: „Zostawcie wy Olimpię, nie zatapiajcie jej, tam ciągle grają w piłkę”. 


Olimpia: Watychowicz - Preś, Kędzierska, Szwed, Michalska, Lachman, Falborska, Trzcińska (55 Semczyszyn), Niewolna, Tokarska (64 Szymaszek), Ratajczyk

Mitech: Szemik – Noras, Zasada, Rżany, Droździk, Wnuk (89 K.Wiśniewska), Żak, Chrzanowska (56 Nieciąg), Rozmus, Suskova, P.Wiśniewska (75 Zegan)



Górnik Łęczna - Sztorm AWFiS Gdańsk 3:1
Hmirova, Jaszek, Guściora - Zańko


Każdy, kto spodziewał się jednostronnego meczu w Łęcznej, musiał przecierać oczy ze zdumienia. Beniaminek z Gdańska zaskoczył wszystkich swoją taktyką i choć nie zdołał choćby zremisować, to zostawił po sobie dobre wrażenie.
Sztorm pierwszą część gry grał „z wiatrem”, dzięki czemu mógł pozwolić sobie na wysoki pressing, a wszystkie próby długich podań Górnika błyskawicznie wracały. W 9.minucie jednak Ewelina Kamczyk dobrze obsłużyła Sznyrowską, a ta oddała strzał na bramkę beniaminka. Uderzenie sparowała co prawda Kołacz, ale przy dobitce Hmirovej nie była już w stanie nic zdziałać i Górnik wyszedł na prowadzenie. Górniczki, grając pod wiatr, mądrze cofnęły się i oszczędzały siły na drugą, potencjalnie łatwiejszą część meczu. W efekcie do połowy niewiele się już działo, a warte odnotowania są jedynie próby Guściory oraz Słowińskiej. Obie jednak były dalekie od ideału. Do przerwy 1:0.
Po zmianie stron, zgodnie z przewidywaniami, Łęczna mogła grać to, co chciała od początku, bo i wiatr miała już po swojej stronie. Dzięki temu coraz groźniej było pod bramką Kołacz i kwestią czasu była druga bramka. Przyjezdne musiały grać z kontry, ale niesprzyjające warunki pogodowe uniemożliwiały im dokładne rozegranie szybkiego ataku. Gdy w 66.minucie po rzucie rożnym golkiperkę Sztormu zmusiła do kapitulacji Agata Guściora, wydawało się, że wszystko w tym starciu jest już jasne, Ambitne „Sztormówki” jednak nie odpuściły i za sprawą udanej akcji Zańko zdobyły kontaktowego gola. Jednak bramka ta podziałała jak płachta na byka na miejscowe, zwłaszcza na rezerwową Dżesikę Jaszek. To właśnie ona w 81.minucie gry zabrała Sztormowi wszelkie nadzieje na ugranie choćby punktu. W końcówce Dorotę Wilk próbowała zaskoczyć jeszcze Kopińska, ale golkiperka miejscowych nie miała problemów z interwencją. Beniaminek przegrywa z wiceliderem tabeli, ale zostawia po sobie bardzo korzystne wrażenie.


Górnik: Wilk - Hajduk, Górnika, Dyguś (65 Szewczuk), Kwietniewska, Guściora, Jędrzejewicz, Parczewska (46 Jaszek), Himrova, Kamczyk (87 Ivanyshyn), Sznyrowska (82 Jankowska)

Sztorm: Kołacz - Świętoniowska, A.Bużan, Zawadzka, Słowy, Zańko, K.Bużan, Słowińska (60 Wierzbicka), Sirant (67 Cywińska), Kamińska, Kopińska



AZS Wrocław - Medyk POLOmarket Konin 0:1
Sikora


We Wrocławiu odbył się hit kolejki. AZS nie sprostał jednak Medykowi, przegrywając 0:1.
Będące w znakomitej dyspozycji i nastrojach podopieczne trenera Rynio bardzo bojaźliwie rozpoczęły starcie z mistrzyniami Polski, co zemściło się już w szóstej minucie, kiedy to błąd wrocławskiej obrony wykorzystała niezawodna Ola Sikora, pakując piłkę do siatki mocnym uderzeniem przy bliższym słupku Anny Bocian. Wrocławianki długo nie mogły się otrząsnąć z tej sytuacji, co starały się wykorzystać przyjezdne, lecz tego dnia brakowało im ostatniego, dokładnego podania. Ciekawa walka toczyła zaś się o środek pola, gdzie aż roiło się od reprezentantek kraju. Pierwszy celny strzał akademiczki oddały dopiero w ostatnim kwadransie pierwszej połowy, jednak uderzenie z dystansu było zbyt słabe, by sprawić kłopoty Szymańskiej.
Nie wiemy co działo się w przerwie w szatni gospodyń, ale musiało być „ostro”. Na drugą odsłonę meczu wybiegł bowiem zupełnie odmieniony AZS. Wrocławianki pokazały, że można grać jak równy z równym z hegemonem. Po wznowieniu gry, choć więcej przy piłce nadal był Medyk, to wrocławska defensywa znakomicie się organizowała, dzięki czemu co rusz łapała Tarczyńską i Gawrońską na spalonym. Z przodu zaś zespół Rynio zaczął grać dużo lepiej niż przed przerwą. Kolejny dobry mecz w środku pola rozgrywała Wróblewska i jeżeli podtrzyma formę, to będzie mocną kandydatką do wyjścia w podstawowym składzie w meczu wiosny przeciwko Danii w Tychach. Wracając do meczu, środkowa pomocniczka AZS-u najpierw w dobrej okazji uderzyła obok słupka, a chwilę później zabrakło jej naprawdę niewiele, aby pokonać Szymańską z rzutu wolnego. W końcówce obie drużyny nieco zaczęły szanować siły, a Wrocław przejął inicjatywę nieco mocniej. Defensywa Medyka jednak nie dała się zaskoczyć i akademiczki przegrały z liderem tabeli. Przegrały, choć zasłużyły przynajmniej na remis. Trener Rynio był bardzo zadowolony z postawy zespołu w drugiej części gry. Ciekawostką jest fakt, że w całym meczu żaden ze szkoleniowców nie zdecydował się na przeprowadzenie choćby jednej zmiany.


AZS: Bocian – Ostrowska, Gradecka, Zalwowska, Wróblewska, Matysik, Grabowska, Turkiewicz, Dereń, Cichosz, Maciukiewicz

Medyk: Szymańska – Pakulska, Tarczyńska, Ficzay, Slavcheva, Balcerzak, Kostova, Grad, Sikora, Daleszczyk, Gawrońska



KKP Bydgoszcz - AZS PSW Biała Podlaska 1:0
Pancek


W kolejnym meczu z cyklu tych o życie, zespół KKP pokonał na swoim stadionie AZS PSW Biała Podlaska i pokazał, że wciąż nie składa broni w walce o ligowe utrzymanie. Miejscowe wyszły bojowo nastawione na boisko, w rytmie utworu Soboty „Do góry łeb”.
Od początku widać było, że obie drużyny zdają sobie sprawę z tego, jak ważne jest to spotkanie. Akademiczki celują w grupę mistrzowską i dla nich to miała być okazja na „łatwe” trzy oczka. Tak jednak nie było. KKP grało ambitnie, choć pod obiema bramkami działo się tak naprawdę niewiele. AZS rzadko zatrudniał Palińską, a to między innymi za sprawą grającej świetne zawody Daleszczyk. Blondwłosa defensorka KKP często zapędzała się także do przodu, choć bezskutecznie. Najlepszą okazję pierwszej części gry miały przyjezdne. Z wolnego uderzała bowiem Cieśla, ale nie trafiła w bramkę. Stawka meczu sparaliżowała nieco poczynania bydgoszczanek i w przerwie trener Raczkowski musiał „trafić” do dziewczyn.
Od początku drugiej części gry oba zespołu skupiły się na walce o środek pola, przez co okazji było jak na lekarstwo. Raz w polu karnym KKP faulowana była Lefeld, ale na jej nieszczęście wcześniej sędzia boczna zasygnalizowała pozycję spaloną gwiazdy AZS PSW. Trener Raczkowski w 58.minucie zdecydował się wpuścić na plac gry wracającą do zespołu Pancek. I to okazało się strzałem w dziesiątkę. Rezerwowa z Bydgoszczy otrzymała piłkę z prawej strony i bez zastanowienia oddała strzał zza pola karnego na bramkę. Choć parabola lotu piłki nie była jakoś szczególnie skomplikowana, to jednak kompletnie zaskoczyła Edytę Kanclerz i wpadła obok osłupiałej golkiperki akademiczek do siatki. Po golu miejscowe cofnęły się do obrony i liczyły na szybkie kontry. Choć udawało się kilkakrotnie wychodzić z takimi atakami, to jednak Sobczyk nie miała wsparcia w koleżankach z przodu. Widać jednak, że młodziutka napastniczka ma papiery na fajne granie. Przed końcem kolejny rzut wolny wykonywała Ciesla, ale uderzyła ponad bramką Palińskiej. Raz zabrakło akademiczkom szczęścia, bo piłka po uderzeniu jednej z napastniczek wylądowała na poprzeczce. W ostatnich sekundach meczu reprezentacyjna golkiperka KKP pewnie wyłapała dośrodkowanie z kornera i niewiele potem sędzia zakończyła mecz. KKP wygrywa 1:0 i ponownie wysyła piłkarskiej Polsce sygnał, że to jeszcze nie koniec walki o Ekstraligę w Bydgoszczy.


Skrót meczu:



KKP: Palińska - Daleszczyk, Kaźmierczak, Lewandowska, Pawłowska - Kałuzińska, Łuczak (58 Pancek), Wawer, Ossowska, Dudek (58 Sobczyk), Szlendak

AZS PSW: Kanclerz – Sosnowska, Edel, M. Bujalska, J. Bujalska, Konieczna, Cieśla, Lefeld (75′ Kusiak), Orzepowska, Kozlynets (60′ Wołos), Wiatrzyk



Zagłębie Lubin - GOSiRki Piaseczno 0:1
Dudek


Źle dzieje się w Lubinie. Miedziowe przegrały drugi kolejny mecz na własnym obiekcie.
Do Lubina niestety wróciły koszmary z końcówki rundy jesiennej, czyli ponownie golkiperka Bugajska musiała grać w polu. Między słupki wróciła zaś Dąbek. Na boisku od początku meczu iskrzyło i wydawało się, że kwestią czasu jest, kiedy posypią się napomnienia. Sędzia Figura zupełnie nie panowała nad tym, co działo się na murawie, przez co atmosfera była bardzo gęsta. Czysto piłkarsko lepiej wyglądały miejscowe, ale nie miały pomysłu, aby zaskoczyć Ożgo. GOSiRKi starały się grać swoje, a w 14.minucie wyprowadziły kontrę, która zakończyła się faulem w polu karnym rywalek. W efekcie z jedenastu metrów wynik meczu otworzyła Magda Dudek. Gol rozjuszył Zagłębie, ale tego dnia zarówno Zdunek, jak i Bezdziecka, nie miały szczęścia przy swoich strzałach, a jeżeli udawało się trafić w światło bramki, to dobrą interwencja popisywała się Ożgo. Jeszcze przed zakończeniem pierwszej części gry swoje okazje miały: Krakowska ze strony miejscowych oraz Łasicka (GOSiRKi). Obie bez skutku.
Druga połowa stała, podobnie jak pierwsza, pod znakiem ostrych starć i nerwowej atmosfery na placu gry, co owocowało kolejnymi kartkami. Nadmienić wystarczy, że Asia Płonowska musiała przedwcześnie zakończyć grę, po otrzymaniu drugiej żółtej kartki. Zagłębie nie potrafiło sforsować defensywy ekipy z Piaseczna, która skutecznie wybijała z rytmu „miedziowe” napastniczki. W końcówce zagotowało się pod bramką Dąbek za sprawą duetu Łasicka – Ciupińska, ale lubińska bramkarka popisała się pewną interwencją. Z drugiej strony zaś Kaja Ożgo zatrzymała próbę Zdunek, a uderzenie Latańskiej odprowadziła jedynie wzrokiem, ale na jej szczęście minęło ono  świątynię. Zagłębie grało więcej piłką i wymieniało więcej podań, ale tego dnia nie dało to pożądanego efektu. Wąska kadra nie pozwoliła (po raz kolejny), na uzyskanie pierwszego ligowego zwycięstwa na swoim obiekcie tej wiosny.
Sędzia Figura z kolei pokazała aż 12 żółtych i jedną czerwoną kartkę, co jest póki co „rekordem” tego sezonu.


Zagłębie: Dąbek - Płonowska, Salwa, Sołtys, Szymkowiak, Jelencić, Latańska, Bugajska (80 Cymabała), Krakowska, Zdunek, Bezdziecka

GOSiRKi: Ożgo - Sosnowska, Gozdek, Machnacka, Jankowska (90 Zdonek), Rapacka, Łasicka, Rosińska, Tkaczyk, Dudek (80 Sobczak), Ciupińska (88 Rebiś)




TABELA (za www.pilkakobieca.pl):
Darmowy hosting iv.pl




„11” kolejki:
Darmowy hosting iv.pl




Ławka:
Antończyk (AZS PWSZ)
Aszkiełowicz (AZS PWSZ)
Matla (Czarni)
Kamczyk (Górnik)
Pakulska (Medyk)
Zańko (Sztorm)
Rozmus (Mitech)
Wróblewska (AZS)

 

 

Strzelczynie:
12 goli- Anna GAWROŃSKA (Medyk)
11 goli – Agata TARCZYŃSKA, Aleksandra SIKORA ( obie Medyk)
10 goli- Natalia CHUDZIK (Medyk), Agata SOBKOWICZ (AZS PWSZ), Agata GUŚCIORA (Górnik)



Passy bramkarskie (trwające):
658 minut – Anna SZYMAŃSKA (Medyk)
180 minut – Anna PALIŃSKA (KKP)

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)