Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Zepsute święto ESA-37

Zepsute święto ESA-37

Piłka nożna | 09 kwietnia 2016 22:12 | Przemysław Drewniak
Ten gest Roberta Podolińskiego mówi wszystko...
fot. M. Karczewski / Superstar.com.pl
Ten gest Roberta Podolińskiego mówi wszystko...

9 kwietnia miał być świętem reformy Ekstraklasy. Jedni ją kochają, inni nienawidzą, ale to właśnie 30. kolejka jest tym momentem, w którym kontrowersyjny system rozgrywek wzbudza wielkie emocje i ściąga kibiców na stadiony. Decyzje wokół odjętego/przywróconego punktu Lechii Gdańsk sprawiły jednak, że wciąż nie wiadomo, kto zagra w grupie mistrzowskiej.


Centrum sobotnich zdarzeń w Ekstraklasie nieoczekiwanie okazała się Bielsko-Biała. Podbeskidzie było wprawdzie zależne od wyników meczów z Krakowie i Gdańsku, ale wszystko potoczyło się po myśli „Górali”. Zagłębie wyrwało punkt przy Reymonta, a Lechia ograła chorzowski Ruch 2:0. Podopieczni Roberta Podolińskiego dokonali, wydawałoby się, niemożliwego. W trudnym, wyrównanym meczu z Termaliką zdołali podwyższyć na 2:0, choć ostatnie pół godziny grali w osłabieniu.


Miała być euforia lub wielki smutek, a wyszedł niesmak. Piłkarze Podbeskidzia po końcowym gwizdku na zmianę cieszyli się i dopytywali, czy na pewno są w „ósemce”. Pierwszym decydującym czynnikiem była klasyfikacja Fair Play i jej stosunek między bielszczanami a Ruchem. W niej nieznacznie okazali się „Górale”, ale drugim czynnikiem był zwrócony punkt Lechii. Wczorajsza decyzja Trybunału Arbitrażowego sprawiła, że w małej tabelce Podbeskidzie-Ruch-Korona najlepsi są ci pierwsi. Ale jeśli w poniedziałek kara zostanie przywrócona, to chorzowianie wskoczą na ósmą pozycję.


- My zrobiliśmy swoje i cieszymy się ze zwycięstwa, ale dziwne, że decyzje o tym, kto jest na którym miejscu nie zapadają na boisku. To nie jest normalne. Zamiast wiedzieć od razu na czym stoimy, musimy czekać kilka godzin, albo nawet dni po meczu – mówił trener gospodarzy, Robert Podoliński. Rozgoryczenia nie ukrywali prezes klubu i sami piłkarze. – Z czymś takim się jeszcze nie spotkałem. Cieszymy się ze zwycięstwa, mam nadzieję, że będziemy w ósemce. Zrobiliśmy swoje, ale nie wiemy co dalej – rozkładał ręce Mateusz Szczepaniak.


Przeciwnicy ESA-37 zapewne będą mieli kolejne argumenty, by torpedować obecny kształt rozgrywek. Ale nie można obwiniać o całą sytuację podziału punktów. Gdyby funkcjonowała ESA-30, zamieszanie byłoby dziś jeszcze większe. Nie jest normalne to, że Trybunał Arbitrażowy w kluczowym momencie rozgrywek wpływa na ligową tabelę. Nie jest normalne odejmowanie punktów w trakcie sezonu. Sens sportowej sytuacji został dziś wypaczony.


Teraz Podbeskidzie musi czekać na kolejną decyzję Trybunału Arbitrażowego. Niezależnie od poniedziałkowego rozstrzygnięcia, czapki z głów przed Robertem Podolińskim, który z ostatniego awansował wiosną na ósme miejsce w tabeli. „Górale” znów okazali się rycerzami wiosny. Wielu ekspertów skazywali ich zimą na spadek, mówiąc, że personalnie wyglądają najsłabiej w lidze. Bielscy piłkarze pokazali, jak bardzo te opinie były nietrafione. Rok temu do grupy mistrzowskiej zabrakło im jednego punktu, teraz dopięli swego. Tyle, że ostateczny werdykt zapadnie przy zielonym stole.


Z Bielska-Białej Przemysław Drewniak
Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)