Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Marazm mistrza Polski. Czas na przebudowę?

Marazm mistrza Polski. Czas na przebudowę?

Piłka nożna | 16 kwietnia 2016 10:38 | Hubert Błaszczyk
Nicki Bille Nielsen (L), Jakub Rzeźniczak (P)
fot. Monika Wantoła
Nicki Bille Nielsen (L), Jakub Rzeźniczak (P)

14 porażek ponieśli piłkarze Lecha Poznań w obecnym sezonie Ekstraklasy. To najwięcej w Grupie Mistrzowskiej. Mimo tak mizernej postawy poznaniacy zachowują jeszcze szanse na trzecie miejsce w lidze. – Jesteśmy w grze o puchary także poprzez ligę. Wcześniej mówiono, że naszą szansą jest jedynie Puchar Polski, a mamy ją też w Ekstraklasie i to nie dlatego, że był podział punktów – mówi Jan Urban.

 

Szkoleniowiec Lecha może zaklinać rzeczywistość, ale gdyby nie reforma ESA37, Lech skończyłby sezon na szóstym miejscu. Najniższym od sezonu 2006/2007, kiedy klub miał zdecydowanie mniejsze aspiracje. Oczywiście, nie jest to tylko winą Urbana, który przejmował Lecha pałętającego się w ogonie ligowej tabeli. Za wyniki wiosną w pełni odpowiada jednak były zawodnik i szkoleniowiec Osasuny Pampeluna, a te są delikatnie mówiąc – słabe.

 

Po wznowieniu rozgrywek poznaniacy wygrali 5 spotkań i 5 przegrali. Nie było półśrodków. Albo zwycięstwo, albo porażka. Daje to zaledwie 1,5 pkt. na mecz. Trzeba jednak spojrzeć, kogo ogrywał Lech – Termalicę Bruk-Bet Nieciecza, Górnika Zabrze, Górnika Łęczna Ruch Chorzów i Cracovię. Za wyjątkiem Pasów reszta klubów nie walczy o najwyższe cele. Zabrzanie i łęcznianie to główni kandydaci do spadku.

 

Skąd biorą się kłopoty Lecha? Z chimeryczności obrońców i braku kreatywnych zawodników. Tych po odejściu Hamalainena jest w Lechu zaledwie dwóch – Karol Linetty i Darko Jevtić. Urban długo nie mógł przekonać się do Serba, ale w ostatnich tygodniach regularnie na niego stawia. Z korzyścią dla zespołu, bo bez bramek Jevtica nie byłoby wygranych z Cracovią i Ruchem. Lech bez Linettego znaczy niewiele. Doskonale pokazały to spotkania z Legią u siebie i wyjazdowe ze Śląskiem Wrocław. Na grę Lecha patrzyło się trudno. To był toporny futbol.

 

Coraz częściej szwankuje obrona. Na początku sezonu wyśmiewano błędy Tamasa Kadara. Teraz jest ich więcej i nie popełnia ich Węgier, a ostoja defensywy w poprzednim sezonie – Paulus Arajuuri. Fin wiosną jest w słabej formie, ale tyczy się to niemal całej linii defensywnej Lecha. Nie ma zawodnika, który by czegoś nie wywinął. Defensorzy Kolejorza bardzo słabo radzą sobie z wyprowadzaniem piłki. Pod presją zupełnie tracą głowę, czego doskonałym obrazem są podania Wilusza i Arajuuriego do Burica w meczach z Legią. Gdyby snajperzy Legii zachowywali zimną krew pod bramką Lecha, spotkania mogły kończyć się hokejowymi wynikami. Tu trzeba oddać, że doskonale od dłuższego czasu spisuje się Bośniak, który ratuje swoich obrońców w wielu sytuacjach.

 

Jeszcze w czerwcu pisałem, że dla Lecha aktualny sezon będzie papierkiem lakmusowym. Albo poznaniacy staną się klasową drużyną, albo popadną w piłkarski niebyt. Nie ukrywajmy – ubiegłoroczne mistrzostwo Lecha było efektem słabości Legii. Kolejorz nie potrafił dobijać rywali, po strzeleniu bramki oddawał im inicjatywę. W tym sezonie jest podobnie tyle, że spotkania nie kończą się już happy endami, a mistrzom Polski brakuje jakości.

 

Trener Urban może mówić, że Puchar Polski nie jest jedyną szansą Lecha, ale tak naprawdę żeby uratować resztki sezonu poznaniacy muszą sięgnąć po to trofeum. W przeciwnym wypadku Kolejorz musi nie tylko przebudować skład, ale też filozofię funkcjonowania klubu. Wyliczenia prezesa Klimczaka może i sprawdzają się na papierze. Na boisku to jednak nie funkcjonuje. Ostatnie transfery Lecha to strzał kulą w płot. Sisi, Muhammad Keita, Denis Thomalla, David Holman – kto będzie o nich pamiętał po latach? Nikt, bo po prostu się nie sprawdzili. Nie jest to jednak dziełem przypadku. Komitet transferowy coraz rzadziej podejmuje trafne decyzje, co przekłada się na grę na boisku. Czas pójść w jakość, nie w ilość. I wcale nie trzeba tego robić za duże pieniądze.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)