Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Futbolowe jaja w Poznaniu

Futbolowe jaja w Poznaniu

Piłka nożna | 16 marca 2013 20:25 | Hubert Błaszczyk
Jasmin Buric był najjaśniejszym punktem Lecha.
fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news
Jasmin Buric był najjaśniejszym punktem Lecha.

Jeśli ktoś miał okazję kiedyś oglądać kasety z serii "Futbolowe jaja", to wyobraża sobie, co działo się w sobotę w Poznaniu. Przy Bułgarskiej kibice mieli okazję zobaczyć niezliczoną ilość zmarnowanych okazji i fantastyczne parady bramkarzy. W sobotnich spotkaniach bramek nie ujrzeliśmy także w Łodzi. Kolejne zwycięstwo na wiosnę odniosła z kolei Korona Kielce.


Korona Kielce – Ruch Chorzów 2:1
Wydawało się, że Ruch po wyeliminowaniu z Pucharu Polski, Zagłębia Lubin przyjedzie do Kielc w roli nieznacznego faworyta. Wydarzenia dla Niebieskich nie układały się jednak w meczu z Koroną pomyślnie. Już na rozgrzewce urazu doznał najlepszy strzelec Ruchu w ostatnich tygodniach, Maciej Jankowski. Tuż po rozpoczęciu spotkania chorzowianie stracili kolejnego wartościowego zawodnika, bo boisko z powodu kontuzji musiał opuścić Marek Zieńczuk. W ich miejsce na placu gry pojawili się odpowiednio Grzegorz Kuświk i Pavel Sultes.


Pierwsze minuty spotkania należały do gospodarzy. Po kilku minutach mogło być już 2:0 dla Korony, dwukrotnie w dogodnych sytuacjach znalazł się bowiem Maciej Korzym. W pierwszej sytuacji strzał bramkostrzelnego napastnika obronił Michał Peskovic, drugi natomiast minimalnie minął światło bramki Ruchu.

 

Groźnie odpowiedzieli również chorzowianie. Najpierw w zamieszaniu pod bramką Korony najlepiej odnalazł się Mindaugas Panka, a pod koniec pierwszej połowy doskonałą sytuację zmarnował Marcin Baszczyński.


Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tak było tym razem. Dobrą akcję dwójki Foszmańczyk-Jamróz wykończył celnym strzałem Maciej Korzym. Było to siódme trafienie w tym sezonie byłego napastnika Legii Warszawa.


Na 2:0 po przerwie podwyższył z rzutu karnego Paweł Golański. Na wapno sędzia wskazał po faulu Marcina Malinowskiego na szarżującym Foszmańczyku. Przy strzale z jedenastu metrów byłego reprezentanta Polski, Peskovic był bez szans.

 

Ruch zdołał jeszcze odpowiedzieć w 63. minucie bramką Filipa Starzyńskiego, który był zdecydowanie najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem Niebieskich. Po bramce kontaktowej Korona zaczęła grać dość nerwowo, chorzowianie nie potrafili jednak tego wykorzystać.

 

Widzew Łódź – Zagłębie Lubin 0:0

Mecz, który stał na bardzo słabym poziomie mieli nieprzyjemność oglądać kibice w Łodzi, gdzie Widzew i Zagłębie, postanowili podzielić się bezpiecznym remisem. Obie drużyny wyglądały tak, jak gdyby nie chciały sobie zrobić zbytniej krzywdy.


Łodzianie zdobyli tym samym pierwsze w tej rundzie punkty, ale to jedyna pozytywna informacja dla nich. Nie może cieszyć bowiem styl, w którym ten punkt wywalczyli. Piłka jest jednak przewrotna, bo w poprzednich pojedynkach łodzianie grali lepiej w piłkę, ale punktów nie zdobywali.

 

Dziwi również indolencja strzelecka Zagłębia na wyjazdach. Lubinianie zremisowali z Piastem Gliwice dopiero w doliczonym czasie gry, w tygodniu przegrali 1:0 ważny mecz Pucharu Polski w Chorzowie, a w sobotę nie strzelili bramki Widzewowi. Wydaję się, że europejskie puchary dla podopiecznych Pavla Hapala odjechały bezpowrotnie.
 

Lech Poznań – GKS Bełchatów 0:0
Zdecydowanie najciekawsze spotkanie odbyło się jednak w Poznaniu. Skazany na pożarcie GKS przyjechał do stolicy Wielkopolski zupełnie bez kompleksów i jako pierwszy zaatakował drużynę Mariusza Rumaka.


Już w trzeciej minucie przed szansą strzelenia bramki stanął Bartosz Żurek. Wypożyczony z Legii zawodnik wygryzł ze składu Mouhamadou Traore i już na wstępie zmusił do najwyższego wysiłku Jasmina Burica.


W kolejnych fragmentach spotkania przeważał Lech. W 10. minucie strzał oddał Aleksanadr Tonew. Bułgar trafił jednak w sam środek bramki. Tonew w każdym spotkaniu oddaje wiele strzałów z dystansu, ale wynika z tego niewiele pożytku dla zawodników Lecha.


W 37. minucie otworzyć wynik spotkania mógł Kaspar Hamalainen. Z Fina egzekutor jest jednak żaden, co po raz kolejny postanowił dowieść, trafiając z pięciu metrów w Zubasa.


Estoński bramkarz GKS-u ma chyba magnes w rękawicach, bo w drugiej połowie, nawet gdy popełniał błędy, to piłka zawsze lądowała w jego rękach. Zubas w fantastyczny sposób bronił strzały Lovrencsicsa i Reissa. Ten drugi gdyby czysto uderzył, to golkiper bełchatowian musiałby najprawdopodobniej wyciągać piłkę z siatki.


Swoje szanse mieli też przyjezdni. Najdogodniejszą Kamil Wacławczyk, który po fantastycznym dograniu Adriana Basty w sobie tylko znany sposób przeniósł piłkę nad poprzeczką.


Remis sprawia, że Lech traci ponownie do Legii cztery punkty, tymczasem bełchatowianie zremisowali bezbramkowo już czwarty raz w tej rundzie. Kiedy ktoś wreszcie pokona Zubasa? Napastnikom dwóch czołowych drużyn w Polsce się to nie udało.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)