Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ekstraliga: Tarczyńska show w Koninie.

Ekstraliga: Tarczyńska show w Koninie.

Piłka nożna | 27 kwietnia 2016 23:56 | Krzysztof Mokrzycki
Górnik Łęczna traci przewagę nad grupą pościgową
fot. www.lubsport.pl
Górnik Łęczna traci przewagę nad grupą pościgową

Ciekawie było w kobiecej Ekstralidze. Choć gol Sebastiana Nowaka, bramkarza Termaliki, jest obecnie tematem numer 1 w sportowych portalach w naszym kraju, to i Panie wykonały dobrą robotę. Kilka rzadkiej urody bramek, mnóstwo efektownych rajdów i strzelecki show w wykonaniu Tarczyńskiej. Czego chcieć więcej?



W 20.kolejce spotkań padło 19 goli, z czego najwięcej kibice zobaczyli podczas starcia w Koninie. Bardzo ciekawie wygląda ostatnio Sztorm, a zadyszka przytrafiła się zespołowi z Piaseczna. W tabeli mamy kilka przetasowań, ale najważniejszym jest awans Wałbrzycha na czwarte miejsce, kosztem Zagłębia Lubin. „Miedziowe”, które do Gdańska pojechały tylko w 13-osobowym zestawieniu, w dodatku z dwiema bramkarkami, chyba marzą o tym, aby ten sezon wreszcie się skończył. Naprawdę jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jak wyglądają te dziewczyny po tygodniu treningów i niedzielnym meczu, skoro niemal od początku sezonu są zespołem przetrzebionym przez kontuzje. Te, które są zdrowe dają z siebie 110%, ale organizmu nie da się oszukać i zadyszka musiała przyjść. Bohaterką kolejki została bezwzględnie Agata Tarczyńska. Napastniczka Medyka chyba mocno się zdenerwowała odebraniem jej dwóch goli w meczu z Wałbrzychem (zweryfikowano potem jako walkower), i wyżyła się na KKP, pokonując Palińską aż czterokrotnie.



AZS PWSZ Wałbrzych vs Olimpia Szczecin 2:0 (1:0)
Rędzia 3′, Sobkowicz 65′


Nie było niespodzianki w Wałbrzychu. Już od początku akademiczki narzuciły rywalkom swój styl gry, czego efektem był gol Rędzi w trzeciej minucie. Reprezentantka Polski najlepiej odnalazła się w zamieszaniu po rzucie rożnym i uderzeniem głową wpakowała piłkę do siatki. Mimo szybkiego objęcia prowadzenia, zespół Marcina Gryki dążył do zdobywania kolejnych goli. Szczęścia najczęściej próbowała Gonzales, ale wszystkie jej próby zza pola karnego kończyły się w rękach dobrze dysponowanej Watychowicz. Na prawym skrzydle szalała strzelczyni bramki, zaś z drugiej strony boiska sporo „dymu” robiła wspomniana Gonzales. Wszystko to pod wodzą Brzeskiej. Gra w ofensywie Wałbrzycha wyglądała naprawdę nieźle. Olimpia tylko raz poważniej zagroziła bramce Antończyk, kiedy to uderzenie jednej z napastniczek gości zatrzymało się na poprzeczce. Jeszcze przed zejściem na przerwę do szatni szczęścia szukała Sobkowicz (uderzyła nad bramką), oraz ponownie Gonzales, ale jej strzał w ładnym stylu wybroniła szczecińska golkiperka. Warto nadmienić, że w końcówce pierwszej połowy nad stadionem zaczęło sypać gęstym śniegiem, przez co gra zrobiła się nieco szarpana.
Po wznowieniu to nadal wałbrzyszanki były stroną przeważającą i wydawało się kwestią czasu, kiedy podwyższą prowadzenie. Olimpia miała olbrzymi kłopot z dostaniem się do choćby jednej bramkowej okazji. Długie podania padały łupem Mesjasz, zaś jak „przecinak” biegała w środku pola Jędras. Próby Wałbrzycha opłaciły się po nieco ponad godzinie gry. Wtedy z wolnego zagrała Katarzyna Brzeska, a w polu karnym Olimpii najlepiej odnalazła się niezawodna Agata Sobkowicz i mocnym strzałem w samo okienko bramki rywalek zdobyła drugiego gola dla akademiczek. Dosyć szybko podopieczne Niewolnej mogły odpowiedzieć, ale zarówno grająca trener gości, jak i Lachman, zmarnowały swoje okazje. Ze strony Wałbrzycha warto jeszcze odnotować próbę Konat, która mocno uderzyła zza pola karnego, ale w efektownym stylu futbolówkę zmierzającą pod poprzeczkę wybiła Beata Watychowicz. AZS PWSZ wygrywa z Olimpią 2:0, biorąc odwet za jesienny remis, a dzięki zwycięstwu podopieczne trenera Gryki awansowały na czwarte miejsce w tabeli.

Do Wałbrzycha wrócimy w ostatnim akapicie tego artykułu.


AZS PWSZ: Antończyk – Botor, Mesjasz, Konat, Aszkiełowicz, Brzeska (73′ D.Pluta) , Jędras, Gonzalez, Rędzia, Kowalczyk (46′ Miłek), Sobkowicz
Olimpia: Watychowicz – Preś (68′ Tarnowska), Szwed, Kędzierska, Michalska (62′ Szymaszek), Lachman, Falborska, Trzcińska, Niewolna, Ratajczyk, Tokarska




Sztorm AWFiS Gdańsk vs Zagłębie Lubin 3:1
Wierzbicka 24′ i 50′, Zańko 52′ --- Bezdziecka 88′


Zagłębie wiosną rozczarowuje. Tym razem trener Cielewicz w Gdańsku miał do dyspozycji zaledwie 13 zawodniczek, w tym dwie bramkarki.
Od początku spotkania, choć to Zagłębie (przynajmniej optycznie) częściej było w posiadaniu piłki, to jednak zawodniczki Sztormu stwarzały groźniejsze sytuacje. Pierwszą z nich miała Słowińska, ale jej uderzenie minęło lewy słupek bramki rywalek. W odpowiedzi szczęścia próbowała Zdunek, ale z tym wyzwaniem poradziła sobie Kołacz. W 24.minucie w odpowiednim miejscu znalazła się Wierzbicka i precyzyjnym uderzeniem wpakowała futbolówkę do siatki Andżeliki Dąbek, otwierając wynik spotkania. Gol rozjuszył „Miedziowe”, które jednak nie mogły tego dnia znaleźć sposobu na dobrze dysponowaną formację obronną gdańszczanek. Przy okazji znakomite zawody rozgrywała K.Bużan, która była w środku zaporą w zasadzie nie do skruszenia. Przed końcem pierwszej części gry obie ekipy stworzyły jeszcze po jednej sytuacji, ale najpierw uderzenie Zańko wybroniła Dąbek, a potem Bezdzieckiej zabrakło szczęścia i trochę precyzji, bo z niezłej pozycji uderzyła nad poprzeczką.
Drugą część meczu zespół Sztormu rozpoczął z wysokiego „C”. Ledwie pięć minut po wznowieniu rozgrywki na 2:0 trafiła ponownie Wierzbicka, zaś 120 sekund później w swoim stylu akcję wykończyła Martyna Zańko i zrobiło się efektowne 3:0. Zagłębie, choć wściekłe takim obrotem sprawy, tego dnia nie miało argumentów, aby zdobyć choćby oczko. Ale dziewczyny, mimo kłopotów kadrowych, nadal walczyły o choćby honorowego gola. Strzału z dystansu próbowała Jaworek, ale futbolówka padła łupem Kołacz. Bliska zdobycia gola była też Płonowska, ale zabrakło jej centymetrów by dojść do futbolówki w polu karnym rywalek. Ze strony miejscowych próbowały za to K.Bużan i Zańko, ale oba te uderzenia nie zaskoczyły lubińskiej golkiperki. Miedziowe w końcówce dopięły swego i za sprawą Bezdzieckiej zdobyły honorowego gola. Marna to jednak pociecha, bo porażka 1:3 co prawda wielkiego wstydu nie robi, ale Zagłębie znowu straciło pozycję w tabeli i podium oddaliło się. Aż żal patrzeć, jak włodarze klubu swoimi decyzjami zniszczyły zespół wicemistrzyń Polski.


Sztorm: Kołacz – N.Świętoniowska, A.Bużan, Zawadzka, Słowy (90′ Krygier) – Zańko, K.Bużan, Słowińska (65′ Cywińska), Sirant (90′ Kozłowska), Kamińska (85′ Stasiulewicz) – Wierzbicka (75′ P.Świętoniowska)
Zagłębie: Dąbek – Balog, Bezdziecka, Jaworek (85’ Bugajska), Jelencić, Krakowska, Latańska, Płonowska, Salwa, Sołtys, Zdunek




AZS PSW Biała Podlaska vs Mitech Żywiec 0:1
Żak 51′


Ważne starcie w Białej Podlaskiej. Na Lubelszczyznę przyjechał bowiem trzeci w tabeli Mitech, który wobec straty punktów Górnika ma wciąż szansę nawet na wicemistrzostwo Polski. Z akademiczkami jednak nikomu nie gra się łatwo.
Podopieczne Różańskiego bardzo szybko mogły otworzyć wynik spotkania, lecz uderzenie Cieśli nie sprawiło problemów Kindze Szemik. Mitech starał się grać swoje, ale boisko w Białej Podlaskiej wyraźnie nie przypasowało podopiecznym Beaty Kuty, które rzadko zagrażały bramce Kanclerz. Najlepszą okazję zmarnowała ze strony przyjezdnych Rozmus. Pod koniec pierwszej połowy zagotowało się pod świątynią Mitechu; świetną akcję indywidualną przeprowadziła J.Bujalska i zagrała kapitalną piłkę do Puk, ale ta w sytuacji sam na sam z bramkarką uderzyła tuż obok słupka. Do przerwy 0:0.
Drugą połowę lepiej rozpoczął Mitech i w 51.minucie wyszedł na prowadzenie. Z boku boiska centrowała Noras, a w polu karnym piłka przypadkowo trafiła na głowę Żak i ta zupełnie zaskoczyła Kanclerz, otwierając wynik spotkania. Gol zdobyty szybko po wznowieniu sprawił, że Mitech cofnął się do obrony i czekał na zespół gospodyń na swojej połowie. Te jednak zupełnie nie miały pomysłu jak rozmontować szczelną defensywę rywalek i poza stałymi fragmentami gry, bitymi niemal hurtowo, nie potrafiły zaskoczyć Szemik. Zespół z Żywca z kolei także nie palił się do ataku i w efekcie skromne 1:0 dowiózł do końca. Dzięki zwycięstwu podopieczne Kuty wciąż liczą się w walce nawet o drugie miejsce. AZS PSW z kolei praktycznie stracił szansę na awans do grupy mistrzowskiej.


AZS PSW: Kanclerz – Sosnowska, Edel, Konieczna, M.Bujalska, J.Bujalska, Lefeld (80′ Kusiak), Cieśla, Kozlynets (55′ Niedbała), Lefeld, Puk, Wiatrzyk
Mitech: Szemik – Noras, Rżany, Zasada, Droździk, Suskova, Żak, Rozmus, Chrzanowska, Wnuk (75′ Zegan), P.Wiśniewska (90+1′ Spandel)




AZS Wrocław vs GKS Górnik Łęczna 2:1
Cichosz 3′, Maciukiewicz 28’ --- Kamczyk 6′


Świetne starcie we Wrocławiu! AZS dosyć niespodziewanie pokonał Górnika Łęczna 2:1!
Zespół trenera Rynio bardzo dobrze rozpoczął zawody, bo oto już na początku gry świetnym uderzeniem popisała się Marta Cichosz (chyba ma jakiś patent na Górnika), i piłka odbiła się najpierw od poprzeczki, potem od ziemi, aż w końcu wyszła w pole i początkowo gra była kontynuowana, mimo mocnych protestów wrocławianek. Na szczęście na miejscu była sędzia boczna, która sytuację widziała jak na dłoni i po konsultacji z nią główna postanowiła trafienie uznać, co z kolei wywołało niezadowolenie piłkarek Górnika. Tak stracona bramka podziałała na gości jak płachta na byka i już 180 sekund później było 1:1. Dobrze w pole karne wbiegła Kamczyk, nawinęła jedną defensorek, zmyliła balansem ciała Annę Bocian i uderzeniem w krótki róg wyrównała stan rywalizacji. Z biegiem czasu to jednak miejscowe zaczęły osiągać coraz większą przewagę, a znakomity mecz rozgrywała zwłaszcza Matysik, która swoimi zagraniami siała wręcz popłoch w linii obronnej Łęcznej. Górnik starał się odpowiadać atakami skrzydłami, gdzie dużo kłopotów wrocławiankom sprawiała zwłaszcza Kamczyk, ale niewiele z tego wynikało, bo dośrodkowania najczęściej padały łupem albo Bocian, albo Gradeckiej. W 28.minucie świetną piłkę w polu karnym rywalek otrzymała będąca ostatnio w dobrej dyspozycji Maciukiewicz i mocnym uderzeniem odzyskała prowadzenie dla AZS-u. Przed przerwą swojego szczęścia próbowały jeszcze Matysik i Dereń, ale obie te próby zostały wyłapane przez Dorotę Wilk. Do przerwy zasłużone 2:1.
Druga połowa była nieco nudniejsza niż pierwsza, co jednak nie oznacza, że nie działo się nic. Górnik, podrażniony wynikiem, starał się rozmontować defensywę akademiczek wrzutkami z bocznych sektorów boiska oraz po stałych fragmentach. Wrocławskie defensorki jednak dobrze się ustawiały i wszystkie górne piłki padały ich łupek, gdzie prym wiodła zwłaszcza Gradecka, wyróżniająca się w tym spotkaniu in plus. Ze strony miejscowych uderzenia z dystansu próbowała rezerwowa Koziarska, ale ta próba zakończyła się w rękawicach Wilk. Górnik odpowiedział strzałami Kamczyk z wolnego (wybroniła Bocian) oraz próbami Hmirovej. Słowaczka miała jednak tego dnia rozregulowany celownik i nie potrafiła trafić między słupki. Ostatecznie AZS pokonuje Górnika 2:1 i sprawia, że sytuacja w górze tabeli staje się coraz ciekawsza.


AZS: Bocian – Grec, Gradecka, Zalwowska, Grabowska, Olszewska, Turkiewicz (46 Koziarska), Matysik, Dereń, Maciukiewicz (90+1 Zbyrad), Cichosz.
GKS : Wilk – Jędrzejewicz (46 Jaszek), Hajduk, Górnicka, Kawalec (67 Parczewska), Dyguś (85 Ivanyshyn), Kwietniewska, Guściora, Hmirova, Kamczyk, Sznyrowska.




GOSIRKI Piaseczno vs Czarni Sosnowiec 1:3
Tkaczyk 84’ --- Warunek 15′, Fischerova 63′, Frączek 75′


Do Piaseczna przyjechały opromienione ostatnią wygraną z Wrocławiem Czarne z Sosnowca. Od początku spotkania to przyjezdne przejęły inicjatywę i choć miejscowe walczyły, to jednak dużo więcej z gry miały Czarne. Już w 15.minucie gry Warunek wykończyła akcję zainicjowaną przez Kaletkę i otworzyła wynik spotkania. GOSiRKi próbowały odpowiedzieć, ale ich próby nie stanowiły większego problemu dla Anny Polok, która pewnie radziła sobie z tymi wyzwaniami. Czarne z kolei raz po raz atakowały bramkę Granowskiej i wydawało się, że kolejne gole są kwestią czasu. Powracająca jednak do wyjściowego składu bramkarka dobrze wypełniała swoje obowiązki, broniąc miedzy innymi dwa uderzenia zza szesnastki aktywnej Kaletki. Do przerwy 1:0 dla gości.
W drugiej części gry nie zmieniło się wiele, jeżeli chodzi o przebieg spotkania. Nadal to Czarne posiadały przewagę i chciały ją udokumentować kolejnymi bramkami. Granowska jednak spisywała się bez zarzutu. Ale od czego Czarne mają w swoich szeregach Kaletkę? Nikol wzniosła się na wyższy poziom i od razu zaczęły padać gole. Najpierw strzałem głową po stałym fragmencie gry gola zdobyła Fischerova, zaś 12 minut później akcję Kaletki wykończyła Frączek i zrobiło się pewne 3:0. W końcówce Piaseczno dopięło swego i za sprawą uderzenia Tkaczyk zdobyło upragnionego gola. Było to jednak tylko trafienie na otarcie łez. GOSiRKi przegrywają na własnym obiekcie z Czarnymi 1:3.


GOSIRKI: Granowska, Rosińska(Kołek). Machnacka, Sosnowska, Zdonek, Tkaczyk, Dudek, Ciupińska (Rębiś), Sobczak, Łasicka, Rapacka.
Czarni: Polok – Fischerova, Frączek, Gruszka (75’ Gębka), Kaletka, Konieczna, Matla (67’ Wójcik), Prokop, Warunek (78’ Smidova), Zdechovanova, Wieczorek (58’ Wycisk)



 

Medyk POLOmarket Konin vs KKP Bydgoszcz 5:0 (3:0)
Tarczyńska 14′, 15′, 33′, 62′, Kostova 83′


Mecz bez historii. KKP, osłabione kadrowo, nie podjęło rękawicy w Koninie i przegrało 0:5.
W jednym z treningów urazu nabawiła się Szymańska, co sprawiło, że miejsce między słupkami Medyka po raz pierwszy zajęła Sowalska. Rezerwowa golkiperka mistrzyń Polski nie miała jednak tego dnia dużo pracy. Spotkanie przebiegało pod dyktando Medyka i już po kwadransie było 2:0. Oba gole zdobyła Agata Tarczyńska. Ta sama piłkarka wpisała się jeszcze raz na listę strzelczyń w pierwszej części gry, a mogła to uczynić jeszcze przynajmniej raz, ale dobrze w bramce Bydgoszczy zachowała się Palińska. Golkiperka KKP była tego dnia najjaśniejszym punktem swojej ekipy. Do przerwy 3:0.
Drugą część meczu liderki Ekstraligi rozpoczęły nieco rozluźnione, przez co KKP miało trochę więcej miejsca i oddało strzał na bramkę Sowalskiej, ale był on niecelny. W 56.minucie Palińska efektownie odbiła uderzenie Gawrońskiej, ale sześć minut później ponownie do kapitulacji zmusiła ją niesamowita tego dnia Tarczyńska. Podopieczne trenera Raczkowskiego, choć zostawiały na murawie całe serce i mnóstwo zdrowia, nie potrafiły zagrozić na poważnie bramce Szymańskiej, a wszystkie próby długich podań padały łupem Slavchevej. Gdy tempo spotkania opadło i wydawało się, iż starcie zakończy się wynikiem 4:0, piątego gola zdobyła Kostova. W ostatniej akcji meczu jeszcze swojego piątego trafienia szukała Agata Tarczyńska i być może by je znalazła, gdyby nie Anna Palińska. Ostatecznie Medyk wygrywa z KKP 5:0 i choć wynik mówi sam za siebie, to piłkarkom z Bydgoszczy należą się brawa za niesamowitą wolę walki i zdrowie zostawione na boisku w Koninie. Na Medyka to jednak za mało.


Medyk: Sowalska – Ficzay, Slavcheva, Grad (46′ Nikolić) – Pakulska, Balcerzak, Kostova, Daleszczyk, Sikora – Gawrońska (Dudek), Tarczyńska
KKP: Palińska – Daleszczyk, Lewandowska, Kaźmierczak, Pawłowska – Kałuzińska, Siwek, Łuczak (72′ Warszawska), Ossowska, Raczkowska (63′ Dudek) – Siemińska (68′ Pancek).



Tabela (za laczynaspilka.pl):


„11” kolejki:

 

 


Ławka:
Szemik (Mitech)
Kostova (Medyk)
Brzeska (AZS PWSZ)
Slavcheva (Medyk)
Frączek (Czarni)
Kamczyk (Górnik)
Cichosz (AZS Wrocław)



Strzelczynie:
15 goli- Anna GAWROŃSKA (Medyk)
13 goli – Agata TARCZYŃSKA (Medyk)
12 goli - Agata SOBKOWICZ (AZS PWSZ)
11 goli –Aleksandra SIKORA (Medyk)
10 goli- Natalia CHUDZIK (Medyk), Agata GUŚCIORA (Górnik)

 


Passy bramkarskie (trwające):

328 minut – Daria Antończyk (AZS PWSZ Wałbrzych)
113 minut – Kinga Szemik (Mitech Żywiec)

 

 

 


Z OSTATNIEJ CHWILI:


Najprawdopodobniej miniony weekend był ostatnim dla Kamili Okoń. Wspaniała zarówno zawodniczka, jak i osoba poza boiskiem, na swoim profilu w jednym z portali społecznościowych wystosowała w środowe popołudnie oświadczenie, będące zarazem pożegnaniem. Sama piłkarka nie zdradziła, co jest powodem takiej decyzji ani czym się będzie zajmować w najbliższym czasie. Ciężko określić, czy sympatyczna Okoń zagra w barwach innego klubu, czy po prostu znalazła w życiu nową pasję i to właśnie ona zajęła w jej sercu miejsce dotychczas przeznaczone dla piłki nożnej.
Tak czy inaczej sobotni mecz rezerw AZS PWSZ był najprawdopodobniej ostatnim akcentem Kamili w Wałbrzychu.
Okoń przybyła do AZS PWSZ w poprzednim sezonie, gdy ekipa Marcina Gryki była beniaminkiem 1.ligi. W dobrym stylu udało się zrobić awans, ale sama zawodniczka w rundzie rewanżowej swojego debiutanckiego sezonu w akademickich barwach doznała ciężkiej kontuzji i dopiero w tym roku wróciła do gry na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w kraju. Na pewno też blondwłosa zawodniczka zostanie zapamiętana w Wałbrzychu wyłącznie pozytywnie, jako dziewczyna o nietuzinkowym, ale twardym charakterze oraz dzięki optymistycznemu podejściu do sportu i w ogóle życia.
Najważniejszy dwumecz swojego życia Kamila wygrała z ciężkimi kontuzjami i na pewno nie jest tak, że odchodzi i szybko zostanie zapomniana. Nic z tych rzeczy, za ambitną piłkarką będą zapewne tęsknić zarówno koleżanki z drużyny, jak i bywalcy stadionu przy ulicy Ratuszowej.
 


Zdjęcie pochodzi z prywatnych zbiorów zawodniczki.

No cóż… Nie nam oceniać, ale znając Okoń jeszcze nie raz zaskoczy nas czymś pozytywnym i pozostaje tylko czekać, aż zdradzi, co będzie dalej robić w życiu. Z racji, że jest osobą która nie potrafi zbyt długo usiedzieć na miejscu i nie lubi nudy, zapewne będzie to prędzej, niż później. Tak czy inaczej sympatycznej zawodniczce życzymy powodzenia w dalszej karierze (nieważne, na jakiej płaszczyźnie) i mamy jakoś dziwne przekonanie, że jeszcze o niej usłyszymy. Szkoda, że piłka ligowa traci urodzoną zwyciężczynię. Kamila, powodzenia!

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)