Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Pięć powodów, dla których Lech sięgnie po Puchar Polski

Pięć powodów, dla których Lech sięgnie po Puchar Polski

Piłka nożna | 02 maja 2016 09:14 | Przemysław Drewniak
Czy Nicki Bille Nielsen "wystrzeli" na Narodowym?
fot. Monika Wantoła
Czy Nicki Bille Nielsen "wystrzeli" na Narodowym?

Nie ma wątpliwości, że faworytem finału Pucharu Polski jest Legia – drużyna z Warszawy zdobyła w rundzie zasadniczej Ekstraklasy aż o 22 punkty więcej od Lecha, a w dodatku była lepsza w poprzednich dwóch bezpośrednich starciach. Wyniki i potencjał w ofensywie to najważniejsze atuty przemawiające na ekipą Stanisława Czerczesowa. A jakie argumenty leżą po stronie poznaniaków? Przedstawiamy pięć powodów, dla których po Puchar Polski sięgnie Lech.


1. Nie mają nic do stracenia


Jan Urban w rozmowach z dziennikarzami zapewnia, że wygrywając wszystkie pozostałe spotkania w Ekstraklasie Lech wciąż może wywalczyć kwalifikację do europejskich pucharów. Ale trudno uwierzyć, że „Kolejorz” nagle zacznie seryjnie triumfować, skoro w ostatnich sześciu kolejkach dokonał tej sztuki tylko raz. Dlatego przystępując do poniedziałkowego finału na Stadionie Narodowym piłkarze czują, że to ostatnia i jedyna szansa, by Poznań gościł w przyszłym sezonie drużyny z Europy.


W finale Lech nie musi się zatem oszczędzać - w przeciwieństwie do Legii. Podopiecznych Stanisława Czerczesowa czeka w niedzielę jeszcze ważniejszy, bo kluczowy dla losów mistrzowskiego tytułu pojedynek z Piastem Gliwice. Dla „Wojskowych” Puchar Polski jest bardzo istotny, ale triumf w Ekstraklasie to cel nadrzędny. Żaden z zawodników Legii nie będzie zatem chciał ryzykować kontuzji.


2. Wreszcie są zdrowi


Dla Lecha sezon 2015/2016 był drogą przez mękę, do czego przyczyniły się także kłopoty kadrowe. Niemal przez całe rozgrywki poza składem pozostawał przynajmniej jeden piłkarz podstawowej jedenastki. Ale teraz, przed najważniejszym meczem roku, Jan Urban ma do dyspozycji wszystkich najważniejszych zawodników.


Najbardziej cieszy go zdrowie Szymona Pawłowskiego i Karola Linettego. Gdy ich brakuje, ofensywa „Kolejorza” w zasadzie nie istnieje. Obaj w ostatnich tygodniach toczyli walkę z czasem, by w poniedziałek wystąpić na Narodowym. Trudne wyzwanie miał zwłaszcza Pawłowski, który po złamaniu kości w jarzmowej w marcowym meczu z Górnikiem w Zabrzu miał nie zagrać do końca rozgrywek. Od tamtej pory robił wszystko, by na przekór lekarskiej diagnozie pomóc Lechowi w końcówce sezonu. Dał radę i dziś będzie szczególnie zmotywowany, by pokazać się z jak najlepszej strony.


Kłopoty ma za to Stanisław Czerczesow. Niedawno do pełni sił po kontuzji wrócił Tomasz Jodłowiec i do końca nie wiadomo, czy jest w swojej optymalnej dyspozycji – ostatnio zagrał jedynie w końcówce wygranego spotkania z Cracovią (4:0) i otrzymał żółtą kartkę, która wyeliminowała go z występu w Lubinie i rozwścieczyła rosyjskiego szkoleniowca. Cały czas z urazem boryka się drugi kluczowy zawodnik dla defensywy Legii, Michał Pazdan. On prawdopodobnie rozpocznie mecz na ławce rezerwowych.


3. Legia nie jest powtarzalna


Po efektownym zwycięstwie nad Jagiellonią w pierwszej kolejce w 2016 roku wydawało się, że Legia Czerczesowa będzie wiosną zmiatała rywali niczym czołg. Ale minęły niemal trzy miesiące, a wicemistrzowie Polski wciąż nie wypracowali powtarzalności, jakiej oczekuje się od nich w Warszawie. Najlepiej było to widać w trzech poprzednich spotkaniach, kiedy Legia potrafiła grać na miarę pretendenta do gry w Lidze Mistrzów (4:0 z Cracovią i bardzo dobra pierwsza połowa w Chorzowie), a zarazem przypominać drużyny, który nie wytrzymały presji i wyłożyły się na finiszu sezonu w 2012 i 2015 roku (druga połowa z Ruchem i porażka 0:2 z Zagłębiem).


Oczywiście poziom mobilizacji w szatni Legii przed wyjściem na murawę Narodowego będzie zupełnie inny, niż w Chorzowie czy Lubinie. Ale w tym momencie piłkarze Czerczesowa nie tworzą drużyny, która w każdym spotkaniu nie schodzi poniżej oczekiwanego poziomu. Są raczej jak alpinista, który w drodze na szczyt co chwilę niebezpiecznie się chybocze. Lech będzie czyhał na taką chwilę słabości.


4. Lech potrafi zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie


Do dziś trudno wytłumaczyć, jakim cudem w październiku ubiegłego roku Lech pokonał na wyjeździe Fiorentinę. Oczywiście – gospodarze byli tuż przed ważnym ligowym meczem, dlatego zagrali w nieco rezerwowym składzie, a w dodatku zlekceważyli rywala. Ale to i tak niewystarczające wyjaśnienie dla zwycięstwa ostatniej wówczas (!) drużyny Ekstraklasy z liderem Serie A. Fatalnie prezentujący się w lidze „Kolejorz” leciał na Półwysep Apeniński jak na ścięcie, a mimo to sięgnął po sensacyjny triumf, który przedłużał jego szansę na awans do 1/16 finału Ligi Europy.


Amerykanie mawiają w takich momentach „nigdy nie lekceważ serca mistrza”. Lech to wciąż drużyna, która w ubiegłym sezonie okazała się lepsza w bezpośrednich starciach z Legią i wytrzymała presję w najważniejszych momentach. Dlatego wciąż jest zdolna do osiągania sukcesów – nawet, jeśli w Warszawie nie będzie faworytem.


5. To Lech czuje teraz rządzę rewanżu


Legii bardzo zależało na tym, by w obu tegorocznych starciach z Lechem sięgnąć po zwycięstwo. W 2015 roku poznański rywal zafundował im dwa upokorzenia, wygrywając w decydującym meczu o mistrzostwo i jesiennym pojedynku przy Łazienkowskiej. W marcu i kwietniu drużyna Czerczesowa okazała się lepsza, dlatego teraz to „Kolejorz” pragnie teraz rewanżu. Przyjezdni powinni na Narodowym wykazać się większą determinacją. Pytanie, czy po ich stronie będzie również piłkarska jakość.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK
Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)