Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Arkadiusz Malarz: Dobrze, że race nie wybuchały

Arkadiusz Malarz: Dobrze, że race nie wybuchały

Piłka nożna | 02 maja 2016 22:33 | Przemysław Drewniak
W polu karnym Arkadiusza Malarza było w poniedziałek gorąco
fot. Monika Wantoła
W polu karnym Arkadiusza Malarza było w poniedziałek gorąco

- Na Olympiakosie leciały we mnie monety i zapalniczki, więc race to dla mnie żadna nowość. Dobrze, że nie wybuchały mi pod nogami – mówił po finałowym meczu Pucharu Polski na Stadionie Narodowym bramkarz Legii Warszawa, Arkadiusz Malarz. Jego zespół pokonał Lecha Poznań 1:0 i sięgnął po trofeum.


Mamy majówkę, sezon na grilla, ale chyba nie spodziewał się pan, że kibice Lecha stworzą takie piekło w polu karnym Legii…
No nie spodziewałem się, chociaż grałem w Grecji, jestem do takich sytuacji przyzwyczajony. Na Olympiakosie leciały we mnie monety i zapalniczki, więc to dla mnie żadna nowość. Trochę tych rac poleciało, najważniejsze, że nie wybuchały.


Przerwy w grze utrudniły wam zadanie? Sędzia Marciniak musiał ciągle zatrzymywać mecz.
Myślę, że wybijało to z rytmu zawodników obu drużyn. Ale na takie wydarzenia też trzeba się uodparniać. Ważne, że zachowaliśmy koncentrację.


Jedna z rac wylądowała pod pana nogami. Pewnie większość piłkarzy położyłaby się na murawie i wiła z bólu, by ale pan pozostawał niewzruszony.
Nawet nie myślałem o tym, żeby w tamtym momencie udawać. Ale muszę powiedzieć, że zrobiło mi się bardzo miło, gdy podczas dekoracji prezes Zbigniew Boniek przytulił mnie i powiedział „Arek, szacunek za to, co dzisiaj zrobiłeś”.


Nie przeszło panu przez myśl, że sędzia powinien był całkowicie przerwać mecz?
Pauzy były konieczne, bo race leżały na polu karnym, wypalały murawę i nie dało się grać. Ale myślę, że nie było podstaw, żeby zakończyć spotkanie. To by było niepotrzebne, w ten sposób wysłalibyśmy sygnał, że przegraliśmy z grupą ludzi, która chciała nam zaszkodzić, bo chyba nie można ich nazwać kibicami.


A czy całe zamieszanie z racami nie popsuło radości z końcowego triumfu?
W żadnym wypadku. Fajnie, że finał Pucharu Polski jest takim widowiskiem. Miło jest wyjść na wypełniony Stadion Narodowy, wysłuchać hymnu. Przede wszystkim cieszę się, że zdobyliśmy to trofeum. Tak sobie zakładaliśmy, chcieliśmy też zrehabilitować się za wpadkę w Lubinie. Dziś jest czas na radość, ale od jutra ruszamy do pracy i myślimy o bardzo ważnym meczu z Piastem.


Można powiedzieć, że w tym sezonie nauczyliście się Lecha. Pierwsze dwa mecze rozegrane jeszcze w 2015 roku przegraliście, ale w tym roku to Legia trzykrotnie była górą.
W tegorocznych meczach trochę inaczej do nich podchodziliśmy, mieliśmy ich lepiej rozpracowanych. Lech to cały czas silna drużyna, dlatego zwycięstwa nad nim dają dużą satysfakcję.


Potrzebowaliście tego zwycięstwa przed meczem z Piastem?
Nawet bardzo. W Lubinie zagraliśmy słabo, potrzebowaliśmy wygrać, zagrać na zero z tyłu i to się udało. Wiemy o co gramy. Wykonaliśmy pierwszą część planu, teraz musimy dokończyć drugą.


Satysfakcja jest pewnie tym większa, że wybronił pan w drugiej połowie sytuację sam na sam z Lovrencsicsem. Gdyby Lech wtedy trafił, mogłoby być różnie…
Oczywiście, każde zero z tyłu cieszy mnie i obrońców. To daje drużynie pewność, dajemy sygnał zawodnikom ofensywnym, że mogą nas liczyć. Wierzę, że zwycięstwo w Pucharze da nam pozytywnego kopa przed decydującymi meczami w Ekstraklasie.


Notował w Warszawie Przemysław Drewniak
Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)