Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Igor Lewczuk: Na Narodowym jak u siebie

Igor Lewczuk: Na Narodowym jak u siebie

Piłka nożna | 03 maja 2016 13:15 | Przemysław Drewniak
Igor Lewczuk (z lewej) sięgnął po swój czwarty Puchar Polski w karierze
fot. Monika Wantoła
Igor Lewczuk (z lewej) sięgnął po swój czwarty Puchar Polski w karierze

Igor Lewczuk sięgnął po Puchar Polski w jego trzeciej edycji z rzędu. Jak opowiedział nam po poniedziałkowym spotkaniu, na Stadionie Narodowym może się czuć jak u siebie. – Trochę tych finałów już rozegrałem. Czekam na kolejne okazje – mówił obrońca Legii Warszawa.


To był dla pana chyba przyjemny mecz. Na Narodowym prym wiedli zawodnicy defensywni.
Wynikało to z tego, że żadna z drużyn nie chciała się odkryć. Było wiadomo, że po stracie bramki będzie bardzo ciężko odrobić stratę. I tak też było w przypadku Lecha. Nawet przy stanie 1:0 nie rzucali się do ataku, bo wiedzieli, że wtedy my będziemy wyprowadzać kontrataki. Można powiedzieć, że był to mecz do jednej bramki.


Taki był plan Legii? Przyjmować Lecha na własnej połowie, grać bezpiecznie i liczyć na to, że coś wpadnie?
Nie, tak się po prostu ułożyło. Każdy z zawodników w takich meczach ma świadomość, że to decydujący mecz i ewentualnych strat nie można odrobić w następnym. Taka jest specyfika finałów. Wiadomo, że fajnie by było wygrać wysoko i stworzyć widowisko, które będzie się wspominało przez lata. Ale my przede wszystkim przyjechaliśmy tutaj wygrać, najważniejsze, że to się udało.


Przygotowanie do takiego meczu wygląda inaczej niż do pozostałych? Jest potrzebna w ogóle mobilizacja w szatni?

Na odprawie trener zwraca uwagę na te same elementy, co przed normalnym spotkaniem ligowym. Motywacja zawsze jest potrzebna, ale my doskonale zdajemy sobie sprawę o co gramy i w jakiej fazie sezonu się znajdujemy.


A nerwy przed wyjściem na murawę są większe?
Nie ma co ukrywać, że finał Pucharu Polski wygląda inaczej niż inne mecze, cała ta otoczka na każdym robi wrażenie. U nas w Warszawie kibice zawsze stwarzają super widowisko, na innych stadionach jest trochę inaczej. Ale na Narodowym fani obu zespołów zrobili świetne przedstawienie, były piękne oprawy i racowisko. Niektórzy trochę z tym przesadzali, ale nie chcę tego komentować.


Wspomniana presja udzieliła wam się w pierwszych minutach finału? Lech w pierwszych dwudziestu minutach stworzył sobie trzy okazje po stałych fragmentach gry, a Legia wyglądała w defensywie trochę niepewnie.
To nie wynikało z nerwowości. Wiadomo, jakie są stałe fragmenty – oczywiście mogliśmy się lepiej ustawić i na to musimy zwrócić uwagę.


Przechodzisz do historii Pucharu Polski i finałów na Stadionie Narodowym. Sięgnąłeś po trofeum czwarty raz, w tym trzeci w Warszawie.

Był jeszcze finał z Ruchem Chorzów, kiedy graliśmy z Legią w Kielcach. Przegraliśmy, a ja nie mogłem wystąpić z powodu pauzy za kartki. Faktycznie, trochę tych finałów już rozegrałem. Z tego wynika, że na Narodowym mogę się czuć trochę jak u siebie. Czekam na kolejne okazje.


Legii brakuje powtarzalności – w ostatnich tygodniach graliście na przemian dobre i słabe spotkania. Teraz wychodzi na to, że ten trudniejszy moment może się przytrafić w meczu z Piastem…
Akurat tak się to ostatnio układało, ale nie możemy tak na to patrzeć, bo mecz meczowi nie jest równy. Zdajemy sobie sprawę, że to będzie bardzo trudne spotkanie, ale gramy u siebie i nie mamy się czego obawiać. Wóz albo przewóz. Zwycięstwo w finale może nam tylko pomóc.


Notował w Warszawie Przemysław Drewniak
Twitter: @przemekdrewniak


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)