Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Okulewicz: Drugiej takiej drużyny nie będzie

Okulewicz: Drugiej takiej drużyny nie będzie

Piłka nożna | 09 maja 2016 11:00 | Krzysztof Mokrzycki
Bramkarki złotej ekipy Witkowskiego
fot. twitter.com
Bramkarki złotej ekipy Witkowskiego

Gdy kilka lat temu polska reprezentacja kobiet U17 zdobywała tytuł mistrzyń Europy w tej kategorii wiekowej, wielu wróżyło świetlaną przyszłość podopiecznym trenera Witkowskiego. Sam szkoleniowiec jednak dosyć sceptycznie podchodził do tych rokowań i w jednym z wywiadów stwierdził nawet, że wiele z nich niebawem zakończy kariery.

 

Jak się okazało, miał troszkę racji. Numerem jeden na turnieju była Anna Okulewicz. Dziś na próżno jej szukać w Ekstralidze, pierwszej a nawet drugiej lidze. Jej odejście było owiane sporą dawką niejasności. Dziś była zawodniczka postanowiła opowiedzieć nam, co się dokładnie stało.

 

Zacznijmy od tego, że od pewnego czasu słuch o Pani zaginął. Wielu kibiców zadaje sobie pytanie: Co się właściwie stało?
Podczas mojego ostatniego pobytu na kadrze U19 dostałam telefon z informacją, że nie mogę grać w AZS Wrocław, ponieważ klub nie chce zapłacić za transfer, a ja nie chciałam obciążać rodziców tak sporą kwotą. Wyszło ogromne nieporozumienie jeżeli chodzi o mnie, moją mamę i Panią Natalię Niewolną, która wysłała mojej mamie pismo o moje chwilowe przeniesienie do Olimpii Szczecin, które prawie 60-letnia mama podpisała, ufając Pani trener. Niestety, co się później okazało, w piśmie zamiast mojego "transferu" na 3 miesiące jakimś cudem pojawiła się informacja, że przechodzę na cały sezon. Dowiedziałam się o tym po dwóch miesiącach mieszkania i trenowania we Wrocławiu. Pani Niewolna bardzo wiele mi w życiu nakręciła. Jedyna osoba, która stanęła za mną pośród trenerów i w PZPN to najlepszy człowiek i trener - Zbigniew Witkowski.

 

Dlaczego jednak nie walczyła Pani o swoją piłkarską przyszłość, tylko zrezygnowała w ogóle z futbolu? Może to Pani nam nieco wyjaśnić?
Któregoś dnia zadzwonił do mnie Pan Misiura z informacją, że trenuje dziewczyny z Berlina i czy bym chciała tam grać. Zgodziłam się od razu. Jeździłam tylko na mecze i sparingi. Trenowałam i trenuję z kolegami tutaj, gdzie mieszkam. Pan trener obiecał mi oddawanie kosztów paliwa za przyjazdy i jakieś tam drobne euro. Zgodziłam się. Jeździłam, grałam... Lecz później musiałam latać za Panem Mariuszem, żeby mi oddał pieniądze "chociaż" za paliwo. Odszedł z drużyny, a ja postanowiłam zająć się bardziej ciężko chorą mamą.

 

Czym obecnie zajmuje się Ania Okulewicz?
Pracą w restauracji, mamą i nauką w technikum weterynaryjnym.

  

Wróćmy do wspomnień. Mistrzostwa Europy 2013 w kategorii U17. Zdobyłyście tytuł. Co było waszą siłą, że dokonałyście praktycznie niemożliwego?
Na pewno charaktery. Każda z nas miała inny charakter, ale w polaczeniu z charakterem Pana Witkowskiego potrafiliśmy osiągnąć wszystko. Motywowałyśmy się wzajemnie. Rozumiałyśmy się bez słów. Drugiej takiej drużyny nie będzie.

 

A jak w ogóle wspomina Pani tamten turniej? Jak wszystko wyglądało „od środka”?
Dyscyplina, to na pewno. Atmosfera jak nigdy. Każdy zdawał sobie sprawę, o co gramy i co możemy osiągnąć. Każda czuła by niedosyt drugim miejscem, więc była zdeterminowana do gry. Wszystko bardzo dobrze zorganizowane i dopięte na ostatni guzik. Był to najlepszy turniej, w którym miałam zaszczyt zagrać.


A finał? Jak wyglądało to z Pani perspektywy? Jakie uczucia Wami targały, gdy gwizdek sędziowski zabrzmiał po raz ostatni?
Na pewno radość. Ale nie czułam się lepsza od innych, bo wygrałyśmy. Czułam się doceniona i zadowolona, że dałam z siebie wszystko. Po meczu wolałam podziękować dziewczynom ze Szwecji, niż celebrować przy nich zwycięstwo... Ale gdy odebrałyśmy puchar... Nie da się opisać tego uczucia. Łzy same leciały po policzkach.

 

Medal pewnie zajmuje honorowe miejsce w domu i przypomina stare, dobre czasy?
To akurat prawda. Jest dla mnie najważniejszy, bo wiem, że już nigdy w życiu czegoś takiego nie dam rady osiągnąć.

 

Po tym, jak rzuciła Pani futbol, aby zająć się chorą matką, można wywnioskować, że także poza boiskiem jest Pani silną osobowością?
Staram się być silna dla bliskich. Wydaje mi się ,że każdy by postąpił tak samo, jak ja. Mamę ma się jedną.

 

A czy czasami nie brakuje Pani futbolu w życiu?
Brakuje tej rywalizacji, bycia w drużynie, którą znam na pamięć i której mogę ufać.

 

Czy wyklucza Pani, tak definitywnie, powrót do wyczynowego sportu?
Niestety muszę. Nie mam już do tego głowy.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)