Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna To jest już koniec, nie ma już nic. Abbiati zakończył karierę!
Abbiati grał w Milanie od 1998 roku
fot. wikipedia.org,
Abbiati grał w Milanie od 1998 roku

To jest już koniec, nie ma już nic. Abbiati zakończył karierę!

Piłka nożna | 16 maja 2016 12:31 | Krzysztof Mokrzycki

Smutny to sezon dla kibiców AC Milan. Nie dość, że zespół z miasta mody nie zdołał wrócić do ligowej czołówki, to jeszcze stracił charakter, z którego niegdyś słynął. Teraz na emeryturę zdecydował się przejść piłkarz, który w klubie jest od bardzo dawna, a śmiało mogę napisać, że jest jednym z najbardziej niedocenianych graczy w nowożytnej historii klubu.



Mowa oczywiście o bramkarzu, Christianie Abbiatim. Włoski weteran zdecydował, że po zakończeniu tego sezonu schowa rękawice do szuflady i zakończy fruwanie między słupkami. Wiadomość ta błyskawicznie obiegła media społecznościowe, w tym polskie strony dla kibiców Milanu. 39-letni golkiper, mimo faktu, że cały czas sprowadzano mu konkurencję, nigdy nie zdradził klubowych barw i choć zdarzały się epizody w Torino, Juventusie czy Atletico, gdzie był wypożyczany, to nikt na San Siro nie śmie nazwać bramkarza „zdrajcą”.


Łysy golkiper z Milanem związany był od 1998 roku, ale zazwyczaj miał pod górkę. Co prawda konkurenci byli z górnej półki, ale i sam Abbiati dawał często powody kolejnym trenerom, by sadzali go na ławce. Przez bramkę Rossonerrich przewinęło się kilku golkiperów, jak choćby słynny Brazylijczyk Dida czy ostatnio Hiszpan Diego Lopez. Abbiati jednak nie poddawał się i podejmował rękawice, był wiernym i oddanym pracownikiem. W tym sezonie zaliczał jedynie sporadyczne występy, głównie w Pucharze Włoch. W Serie A zagrał tylko raz, zmieniając kontuzjowanego Donnarummę. No właśnie, Gigi. Nie będzie chyba odkryciem, że na pewno pewne piętno na postawie młokosa odcisnęły treningi u boku bardziej doświadczonego kolegi.


Spotkanie z Romą, w ostatniej kolejce sezonu 2015/2016, było oficjalnym pożegnaniem weterana w kibicami Milanu. Po zakończeniu spotkania zawodnik podziękował fanom za wszystkie lata wzlotów oraz upadków i wyraził nadzieję, że Milan będzie ponownie wielki. Przy okazji ucałował klubowy herb i serdecznie wyściskał się z Donnarummą, co miało też symboliczne znaczenie, a w oczach młokosa dało się zauważyć łzy wzruszenia.



Ostatnie momenty Abbiatiego na San Siro:



Jak wspomniałem, na San Siro Abbiati trafił z Monzy w 1998 roku i już w debiucie pokazał, że wie na czym ten fach polega. Pojawił się awaryjnie na placu gry w doliczonym czasie drugiej połowy, w spotkaniu przeciwko Perugii, 17 stycznia 1999 roku. Popisał się w tym czasie jedną, fantastyczną interwencją, którą najzagorzalsi kibice na San Siro pamiętają do dziś. Prócz tego na pewno łysy golkiper zostanie zapamiętany ze znakomitego występu przeciwko Arsenalowi czy też solidnym występom w reprezentacji Włoch, w której zaliczył cztery spotkania.


Pewna rysa na jego obliczu pojawiła się w sezonie 2004/2005, kiedy to na oficjalnej stronie klubu pojawiła się z jego ust wypowiedź, w której otwarcie skrytykował zarówno trenera Ancelottiego oraz swojego rywala do gry, Nelsona Didę. Zawodnik wyparł się tych słów twierdząc, że nigdy nic takiego nie powiedział, a za całą sytuację odpowiedzialny jest administrator klubowej witryny. Tak czy inaczej ta sytuacja nie pomogła Abbiatiemu w regularnej grze. Swoją „szansę” we wspomnianym sezonie dostał dzięki… kibicom Interu. Oni bowiem podczas derbowego starcia w ramach Champions League, uderzyli racą w ramię Didę. Brazylijczyk musiał odpuść plac gry, a w jego miejsce pojawił się właśnie Włoch. Oczywiście złośliwość losu sprawiła, że kilkadziesiąt sekund później mecz został przerwany przez sędziego. Jeszcze zagrał w Serie A podczas meczu z Palermo (3:3), po czym zdecydował się na wypożyczenie do Juventusu. W Turynie godnie zastąpił Buffona, który wówczas leczył kontuzję, ale po powrocie legendy włoskiej piłki do gry, ponownie usiadł na ławce, a już sezon później trafił na kolejne wypożyczenie do Turynu, tym razem jednak do lokalnego rywala „Starej Damy”, czyli Torino.


Latem 2008 roku trenerzy zdecydowali, że chcą jednak Abbiatiego na San Siro. Po powrocie z wypożyczenia w Atletico wydawał się on bowiem solidnym golkiperem, zważywszy na fakt, że Dida zanotował drastyczny spadek formy i popisywał się spektakularnymi babolami, zaś wieżowiec z Australii, Żeljko Kalac, to jednak nie ten rozmiar kapelusza. W marcu 2009 roku podczas meczu ze Sieną Abbiati zderzył się jednak z Favallim i jak się potem okazało, zerwał więzadła w kolanie, co oznaczało pół roku przymusowej przerwy. Wrócił do gry w styczniu 2010, a już w drugim występie po kontuzji, przeciwko Bari, zachował czyste konto, broniąc między innymi rzut karny.

Przez ostatnie lata Abbiati był numerem jeden w Milanie, jednak po kiepskim sezonie 2013/2014 na San Siro sprowadzono kilku nowych piłkarzy, w tym hiszpańskiego bramkarza Diego Lopeza z Realu Madryt. To właśnie nowy nabytek klubu był numerem 1, a włoski golkiper sporadycznie meldował się na placu gry. Jedyne, co dawało mu szansę gry to były drobne urazy Hiszpana, a te zdarzały się, choć wcale nie tak często.


W sezonie 15/16 Abbiati zaczął jako zmiennik Lopeza, a gdy ten grał słabo, trener Mihajlović dał szansę gry między słupkami młodziutkiemu Donnarummie. Ten pięknie odpłacił się za zaufanie i rozegrał bardzo dobry sezon, nawet pomimo dramatycznej momentami postawy defensywy Rossonerrich. Christian zagrał tylko raz. Był za to numerem 1 w rozgrywkach Pucharu Włoch, gdzie przy jego udziale udało się awansować do ostatecznej rozgrywki, która już w tym tygodniu rozegra się, bez jego udziału, w Rzymie. Będzie to ostatnia szansa dla Milanu na uratowanie kiepskiego sezonu.


Abbiati nigdy nie był gwiazdą pierwszego formatu, ale przez ostatnie lata nie zawodził i jeśli tylko nie prześladował go pech, w postaci urazów, to spisywał się poprawnie, a i wielokrotnie zdarzało mu się ratować punkty Milanowi. Na pewno w szatni był bardzo cenioną osobą, która miała zawsze coś do powiedzenia i wynikało to nie tylko z wieku włoskiego weterana, ale także z czasu, jaki spędził w klubie. Nic dziwnego, że zdarzało mu się nosić opaskę kapitańską. Na swoim koncie Włoch ma trzy tytuły mistrzowskie i jeden triumf w Lidze Mistrzów. W barwach Rossonerrich rozegrał łącznie ponad 300 spotkań we wszystkich rozgrywkach, a przy okazji został liderem w tej klasyfikacji wśród golkiperów Milanu. Fakt, czasami jego interwencje wyglądały wyjątkowo niezdarnie, ale były przede wszystkim efektywne. A o to w tym fachu chodzi. 


Teraz jednak już nie zobaczymy charakterystycznej, łysej głowy między słupkami Milanu. Być może Włoch wejdzie w skład sztabu szkoleniowego zespołu, ale wciąż jednak czekamy na oficjalne informacje w tej sprawie. Na pewno wiemy tyle, że odchodzi z gry chyba najbardziej niedoceniany piłkarz w Milanie w ostatnich latach, a zarazem chyba jako jeden z ostatnich, którzy pamiętają poprzedni triumf Rossonerrich w Serie A.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)