Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Królewscy pokonali samych siebie. Atletico znów było o krok

Królewscy pokonali samych siebie. Atletico znów było o krok

Piłka nożna | 29 maja 2016 00:48 | Przemysław Drewniak
Zinedine Zidane na rękach swoich piłkarzy po finale w Mediolanie
fot. UEFA Champions League Facebook Official
Zinedine Zidane na rękach swoich piłkarzy po finale w Mediolanie

Znakomity początek, momenty słabości, cierpienie i perfekcja w decydującym momencie – w finale Ligi Mistrzów w Mediolanie Real musiał przejść przez prawdziwe piekło, by sięgnąć po upragnioną Undecimę. I choć naprzeciwko stanęło lepsze niż w 2013 roku Atletico, Królewscy przeskoczyli przez wszystkie trudności i po raz drugi sięgnęli po Puchar Europy kosztem swojego rywala zza miedzy.


Real miał trudniejsze zadanie niż w finale sprzed dwóch lat. Dzisiejsze Atletico ma więcej piłkarskiej jakości - wtedy bazowało przede wszystkim na morderczej walce i ogromnym zaangażowaniu wkładanym w każde spotkanie. To odbiło się wówczas na fizycznej dyspozycji Los Colchoneros, którzy w Lizbonie nie wytrzymali i w końcówce wypuścili zwycięstwo z rąk. Ale tym razem to Atletico wyglądało w dogrywce na lepiej dysponowane, a Real z ledwością doczłapał się do jej finiszu.


Podopieczni Zinedine’a Zidane’a musieli zagrać jeszcze lepiej niż zespół Carla Ancelottiego w 2013 roku. I zrobili to. Zwłaszcza w pierwszych 30 minutach zdominowali Atletico i rozgrywali swoją najlepszą partię w tym roku. Szybko narzucili swój styl gry i opanowali środek pola, gdzie o znakomicie wyważone akcenty zadbali Casemiro, Toni Kroos i Luka Modrić. Brazylijczyk w finale Ligi Mistrzów zaliczył swój najlepszy występ w karierze, bo przez 120 minut właściwie nie przegrywał pojedynków z piłkarzami Atletico.


Najwięcej „wiatru” w ofensywie Realu siał Gareth Bale. To po jego główce przedłużającej dośrodkowanie z rzutu wolnego Sergio Ramos z bliskiej odległości skierował piłkę do siatki. Jak pokazały powtórki – ze spalonego, choć z przebiegu gry w pierwszej fazie spotkania Królewscy zasłużyli na prowadzenie.


Atletico długo nie miało żadnego pomysłu na to, jak ugryźć wyrachowany i konsekwentnie grający Real. Z przodu trochę zamieszania robił Antoine Griezmann, ale Francuz nie miał żadnego wsparcia od Fernando Torresa. Hiszpan w całym meczu zaliczył w zasadzie tylko jedno udane zagranie, gdy świetnie się zastawił i wywalczył rzut karny po faulu Pepe. I tak na nic się to nie zdało, bo Griezmann przestrzelił jedenastkę.


Kluczowe znaczenie dla przebiegu drugiej połowy miały zmiany obu szkoleniowców. Diego Simeone zdjął z murawy Augusto Fernandeza i wprowadził na skrzydło Yannicka Ferreirę Carrasco, który odmienił dynamikę ataków Atletico. Zidane zmienił z kolei Kroosa i wprowadził Isco. Od tego momentu Real stracił płynność i to Rojiblancos przejęli całkowitą kontrolę. Co prawda Królewscy stworzyli sobie dwie świetne okazje na 2:0, ale przez większość czasu gry to Atletico dyktowało warunki gry (54% posiadania piłki). A w akcji bramkowej na 1:1 zobaczyliśmy esencję postępu, jaki Atletico zrobiło w ostatnich dwóch latach. Kunsztowne podanie Gabiego, znakomite dośrodkowanie Juanfrana i perfekcyjne wykończenie Carrasco – takiego rozegrania nie powstydziłyby się najbardziej technicznie grające zespoły świata.


W końcówce i dogrywce obie drużyny niesamowicie cierpiały. Ranny był zwłaszcza Real – nie w pełni sił byli Cristiano Ronaldo i Bale, a przez chwilę można było odnieść wrażenie, że to ekipa Simeone jest bliżej zdobycia decydującego gola. Królewscy pokazali jednak siłę, bo mimo potwornego zmęczenia nie stracili koncentracji. I byli lepsi w serii jedenastek – świetnie broniący przez 120 minut Jan Oblak nie wybronił ani jednego uderzenia, znakomity przez 120 minut Juanfran jako jedyny nie wytrzymał próby nerwów, a Ronaldo, choć zagrał przeciętnie, przesądził o jedenastym Pucharze Europy dla Realu.


Choć do decyzji Zidane’a w Mediolanie można mieć zastrzeżenia, to za cały sezon należą mu się ogromne brawa. Francuz wziął na barki ogromne oczekiwania kibiców Realu. Przed sobotnim finałem przegrał zaledwie trzy z 26 rozegranych meczów, a mimo tego i tak mówiło się, że w przypadku porażki raczej pożegna się z posadą. Na szczęście Florentino Perez nie będzie miał szansy, by dopuścić się takiej głupoty – wygrana w Lidze Mistrzów z pewnością zagwarantuje Zidane’owi kolejny rok pracy na Bernabeu.


A co z Atletico? Los Colchoneros dokonali w tej edycji LM rzeczy nieprawdopodobnej – wyeliminowali Barcelonę, Bayern, a w finale zagrali jeszcze lepiej. Simeone z roku na rok ulepsza swój zespół, ale mimo tego znów zabrakło mu niewiele. Znając charakter Argentyńczyka trudno jednak przypuszczać, by kolejne niepowodzenie zmąciło jego wiarę w sukces. Za rok z pewnością znów spróbuje powalczyć o wymarzone trofeum.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)