Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wrocław bez drużyny na najwyższym szczeblu? W środę decyzja!

Wrocław bez drużyny na najwyższym szczeblu? W środę decyzja!

Piłka nożna | 02 lipca 2016 18:08 | Krzysztof Mokrzycki
Wróblewska i jej koleżanki w środę planują zawalczyć o przyszłość AZS-u
fot. J.Wróblewska
Wróblewska i jej koleżanki w środę planują zawalczyć o przyszłość AZS-u

Było o tym dosyć cicho, ale jednak wiele wskazuje na to, że czarny scenariusz spełni się. Kolejny, po Zagłębiu Lubin, zespół przestanie najprawdopodobniej istnieć. Co gorsza, to ekipa, która należała do czołówki krajowej, a przy okazji kilka lat wstecz w rodzimej lidze nie miała sobie równych, dzięki czemu miała okazję liznąć nawet Ligi Mistrzyń.



AZS Wrocław, bo o nim mowa, już w środę może zakończyć swoje istnienie. Jakże zaskakująca to informacja, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze w piątek ekipa z Dolnego Śląska zdobyła tytuł Mistrzyń Polski juniorek, pokonując w finale Sztorm Gdańsk 1:0. Po tym wielkim sukcesie, zamiast świętowania, panuje smutek i niedowierzanie. Zaraz po zwycięskim boju o złoto do dymisji podał się cały sztab trenerski, a do piłkarek dotarła informacja o możliwym rozwiązaniu drużyny. We Wrocławiu bowiem, podobnie jak w Lubinie, nie zgadzają się pieniądze. Mówi się, że architekt świetnej postawy akademiczek w minionym sezonie, trener Damian Rynio, pracował za przysłowiowe "drobne", oddając temu zespołowi cały swój czas i wkładając w to mnóstwo serca i zaangażowania. Stworzył drużynę, która była wyzwaniem dla najlepszych ekip w kraju, zawsze chciała grać do przodu i dostarczała kibicom nie lada emocji. Przy okazji w CV może sobie wpisać doprowadzenie do wielkiej formy Asi Wróblewskiej, którą docenił nawet niechętny do nowych twarzy selekcjoner kadry, Wojciech Basiuk, wysyłając jej powołanie na mecze eliminacyjne.


Nieoficjalne informacje są takie, że zamknięta zostanie cała sekcja kobiet, włącznie ze znakomicie funkcjonującą szkółką. Oczywiście powodem mają być finanse. Podobno drużyna mogłaby istnieć, choć chyba lepiej użyć słowa „wegetować” – wtedy jednak ani zawodniczki, ani sztab trenerski nie mieliby płaconej choćby złotówki, a przecież wiadomo, że ten ruch zaowocowałby tym, że AZS tylko będzie „bawić się” w piłkę nożną.


Na środę zaplanowano zebranie zarządu z przedstawicielami klubu, na którym najpewniej stawią się wszystkie, bądź niemal wszystkie, zawodniczki. Zgodnie zapowiadają, że będą walczyć o to, by w klubie było tak, jak dawniej. Termin jest niefortunny, bowiem dziewczyny w większości przebywają obecnie na zasłużonym odpoczynku po ciężkim sezonie, ale jak przyznaje Marta Cichosz, wszyscy w klubie są w stałym kontakcie telefonicznym i internetowym. Należy przy tym współczuć piłkarkom, bowiem nie mogą w pełni cieszyć się okresem wypoczynkowym, lecz zadręczać głowę myślami: „Co dalej?”


Udało nam się ustalić, iz decyzje włodarzy są niezrozumiałe i przede wszystkim niejasne dla samych zawodniczek i ich rodziców.
Może być też tak, że w środę nie poznamy decyzji odnośnie przyszłości drużyny, bowiem to właśnie rodzina piłkarek mocno zaangażowała się w akcję ratowania klubu.



Dodajmy, że w klubie łącznie trenuje ponad 100 dziewczyn w różnych drużynach. Szkółka funkcjonuje znakomicie i co rusz wypuszcza nowe talenty do Ekstraligi. Teraz to wszystko może pójść na marne, przez jedną, głupią i być może nieprzemyślaną decyzję… Najbardziej ucierpią na tym piłkarki, bo one są temu oczywiście najmniej winne, oraz sztab trenerski, który włożył masę pracy aby akademiczki znalazły się tam, gdzie się znalazły.


Panowie działacze, czas zrozumieć jedną, zasadniczą kwestię: piłka kobiet, choć w cieniu męskiej jest i pewnie już zawsze pozostanie, nie jest zabawą, lecz sportem jak każdy inny, a dla tych wspaniałych dziewczyn i ludzi ze sztabu, czymś więcej – wręcz życiem. Organizacyjnie klub podobno leży. Brakuje pieniędzy i sponsorów, którzy chcieliby zainwestować w kobiecy futbol.


Nic dziwnego, że kluby przeżywają finansowe kłopoty, skoro nie mają przy swojej działalności żadnego wsparcia ze strony PZPN-u. Wystarczy nadmienić, że nagrodą za tytuł mistrza Polski jest kwota około 20-30 tysięcy złotych (takie krążą informacje), wówczas gdy za taki sam tytuł u Panów ta kwota wygląda jak ponury żart i nie stanowi choćby 10% tego, co sekcje męskie otrzymują. Pieniądz to pieniądz, wiadomo, ale na logikę: komu kalkuluje się ładować fundusze w coś, co nie przynosi zysków albo chociaż zwrotu poniesionych kosztów? Każdemu przestaje się to z czasem podobać - tak było w Zagłębiu, tak jest i we Wrocławiu. Co z tego, że z roku na rok w naszym kraju jest coraz więcej piłkarek i klubów, skoro wciąż nie widać sensownego kierunku, w którym zmierza piłka kobiet? To pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi. W każdym razie bez większego wsparcia finansowego ze strony PZPN-u ta cała zabawa przestaje przypominać rywalizację sportową.
Oczywiście nie ma co spodziewać się odzewu ze strony PZPN-u, który piłkę kobiecą traktuje jedynie jak piąte koło u wozu, zwłaszcza teraz, kiedy trwa Euro i nasi piłkarze zagrali naprawdę świetny turniej. Tak czy inaczej dziwnym jest, że związek nie finansuje w ogóle polskich klubów, i nie mówimy tutaj o tych z najniższych lig, ale o drużynach które grają na najwyższym szczeblu rozgrywek. Jak ma być dobrze w tym kraju, skoro we władzach związku siedzą cały czas ci sami ludzie (mowa przede wszystkim o tych odpowiedzialnych za futbol kobiet), którzy maja swoje układy i układziki. A wszystkie problemy zmiatają pod dywan i udają, że ich nie ma. Jaki to ma sens? Dodam tylko, że w USA to związek w dużej mierze dokłada klubom do budżetów, a przecież ogólnie futbol w Stanach nie jest sportem numer jeden. Można?


Skoro pan prezes do spraw piłki kobiecej w Polsce, Andrzej Padewski, nie potrafi zapobiec upadaniu kolejnych (albo przynajmniej spróbować coś zrobić), notabene zasłuzonych klubów, to czy nie jest to jakiś znak? Jeśli chce wyjść z twarzą, to proponujemy rezygnację ze stanowiska. Są w Polsce ludzie, którym zalezy o wiele, wiele bardziej. 


Zgodnie z panującymi przepisami (o ile czarny scenariusz się potwierdzi), od środy wszystkie piłkarki staną się wolnymi zawodniczkami i można spodziewać się ostrej rywalizacji o ich podpisy na kontraktach z innymi klubami. We Wrocławiu przecież gra cała masa zawodniczek, które coś w kobiecej, krajowej piłce, znaczą. Ostrowska, Gradecka, Maciukiewicz czy też te najbardziej łakome kąski: Wróblewska, Matysik i Grabowska, na pewno nie będą narzekać na brak ofert. Już zęby ostrzą sobie na nie między innymi Medyk, Górnik Łęczna czy AZS PWSZ Wałbrzych. Oj, tegoroczne okienko transferowe w Ekstralidze będzie wyjątkowo gorące. Ale poczekajmy jeszcze te kilka dni. W środę bowiem dowiemy się wszystkiego.


Szkoda, że tak się dzieje. AZS Wrocław to przecież klub, który w istotny sposób zapisał się na kartach historii polskiego futbolu kobiecego. Wręcz złotymi zgłoskami. W latach 2001 - 2008 akademicki zespół nieprzerwanie zdobywał mistrzostwo Polski i grał w europejskich pucharach. Do dnia dzisiejszego w klubie grają reprezentantki Polski we wszystkich kategoriach wiekowych. Wygląda więc na to, że zeszłotygodniowy tytuł mistrzyń kraju juniorek był ostatnim, wielkim sukcesem tej zasłużonej ekipy.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)