Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Od łez rozpaczy do łez radości. Portugalia mistrzem Europy

Od łez rozpaczy do łez radości. Portugalia mistrzem Europy

Piłka nożna | 11 lipca 2016 10:00 | Krzysztof Mokrzycki
Ronaldo z powodu kontuzji nie dokończył meczu
fot. wikipedia.org,
Ronaldo z powodu kontuzji nie dokończył meczu

Niemożliwe stało się faktem. Doskonale grająca przez lwią część turnieju reprezentacja Francji niespodziewanie przegrała finał z Portugalią 0:1, po golu Edera w 19.minucie dogrywki. Co ciekawe, zespół trenera Santosa osiągnął ten historyczny rezultat niemal bez pomocy Ronaldo – Portugalczyk z powodu kontuzji musiał jeszcze w pierwszej części gry opuścić plac boju.


Od początku meczu widać było, jaka taktykę na to spotkanie obrał sztab Portugalczyków – zawodnicy z Półwyspu Iberyjskiego postawili zasieki w obronie i liczyli na szybkie kontry i swojego asa, Cristiano Ronaldo. Ten jednak był pieczołowicie pilnowany, a co gorsza po faulu Payeta przez dłuższy czas nie podnosił się z murawy. Wstał, próbował walczyć, ale po nieco ponad dwudziestu minutach powiedział „pas” i na noszach, ze łzami w oczach, musiał opuścić boisko. O dziwo, brak lidera wpłynął pozytywnie na jego kolegów, którzy świetnie rozłożyli akcenty w ofensywie na Mario, Quaresmę i Naniego. Ale to Francuzi mieli dużo lepsze okazje – najpierw Rui Patricio popisał się spektakularną interwencją po strzale głową Griezmanna, a potem zastopował jednego z francuskich skrzydłowych, broniąc silne uderzenie z około dziesięciu metrów. Hugo Lloris w zasadzie bezrobotny.


Po przerwie mecz nieco bardziej się wyrównał i także skazywani na pożarcie Portugalczycy zaczęli mieć swoje sytuacje. Najbliżej szczęścia był Nani – nowy nabytek Valencii oddał „centrostrzał”, który z najwyższym trudem wybronił wspomniany golkiper Tottenhamu. Francuzi zaś próbowali atakować stroną rozgrywającego świetne zawody Sissoko. To po jego zagraniu z bliska głową uderzył Griezmann, ale chybił celu. Niewiele później uderzenie napastnika Atletico w świetnym stylu obronił Rui Patricio, który wyrósł na postać numer 1 tego meczu. Bramkarz Sportingu bronił jak w transie, wychodził do dośrodkowań, grał nogami, jednym słowem tego dnia nie było na St.Denis na niego kozaka. Jeszcze w doliczonych minutach meczu znakomicie nawinął Pepe w polu karnym rezerwowy Gignac i oddał strzał obok portugalskiego golkipera, ale futbolówka zatrzymała się jedynie na słupku. Nudne 0:0 i kolejna dogrywka z udziałem Portugalii stała się faktem.


W dodatkowym czasie gry nadal lepsze wrażenie sprawiali Francuzi, ale nie potrafili pokonać Patricio. Portugalia zaś sporadycznie wyprowadzała ataki i gdy już bardzo poważnie zaczęło pachnieć rzutami karnymi, piłkę przed polem karnym gospodarzy dostał Eder, przebiegł z nią kilka metrów i oddał strzał po ziemi. Uderzenie nie było jakoś szczególnie mocne, ale na tyle precyzyjne, że Lloris nie zdołał odbić tej płaskiej piłki i cała Portugalia wybuchła w wielkiej radości. Przez pozostałe 11 minut to Francuzi atakowali, ale nie zdołali już na poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez niesamowitego Rui Patricio. Sensacja stała się faktem, a obrazem Ronaldo, skaczącego niczym trener wzdłuż linii bocznej, bardzo szybko obiegł światowe media.


Ciekawostką jest fakt, że w ekipie trenera Santosa tego wieczoru wystąpiło 14 piłkarzy, z czego aż 10 z nich jest wychowankami Sportingu Lizbona!


Po meczu zdjęcie szalejących Portugalczyków szybko obiegło światowe media, a przy okazji warto zwrócić uwagę, że nowi mistrzowie Europy podczas tego turnieju, w regulaminowym czasie gry wygrali tylko jedno spotkanie, pokonując w półfinale Walię 2:0. Wszystkie pozostałe spotkania kończyły się w regulaminowym czasie gry remisami (3:3 z Węgrami, 1:1 z Islandią, 0:0 z Austrią, 0:0 z Chorwacją, 1:1 z Polską oraz 0-0 z Francją). Portugalia spędziła zatem najwięcej czasu na boisku ze wszystkich uczestników turnieju. Z drugiej jednak strony, z fali hejtów i krytyki za styl gry podopiecznych Santosa, należałoby dodać, że patrząc z drugiej strony Portugalia nie znalazła na tym Euro pogromcy. A przy okazji wielki ukłon należy się w stronę trenera, który zrobił z tych chłopaków monolit i nawet gdy zabrakło kapitana i lidera, czyli Ronaldo, oni potrafili się podnieść i ograć faworyzowanych gospodarzy. Ronaldo znowu tego wieczora zapłakał, tyle, że tym razem były to łzy szczęścia.


Francja – Portugalia 0:1 po dogrywce (0:0, 0:0)
Eder 109’


Francja: Lloris (C) – Sagna, Koscielny, Umtiti, Evra – Moussa Sissoko (111. Martial), P. Pogba, Matuidi, Payet (58. Coman) – Griezmann, Giroud (77. Gignac).


Portugalia: Patrício – Soares, Pepe, Fonte, Guerreiro – W. Carvalho – Sanches (78. Éder), A. Silva (67. Moutinho), Mário – Nani, Ronaldo (C) (25. Quaresma).


Sędziowie:
Główny: Mark Clattenburg (ENG)
Liniowi: Simon Beck (ENG), Jake Collin (ENG)
Bramkowi: Anthony Taylor (ENG), Andre Marriner (ENG)
Techniczny: Viktor Kassai (HUN)

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)