Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Czystka w Legii, polecieli piłkarze. Czy to do końca fair?

Czystka w Legii, polecieli piłkarze. Czy to do końca fair?

Piłka nożna | 21 sierpnia 2016 16:02 | Krzysztof Mokrzycki
Rzeźniczak odsunięty od zespołu.
fot. Marcin Karczewski, superstar.com.pl
Rzeźniczak odsunięty od zespołu.

Po fatalnym występie grającej w rezerwowym składzie warszawskiej Legii z Arką (1:3), w mediach zagrzmiało. Głos zabrał nawet prezes Leśnodorski, który zadeklarował że dla kilku graczy był to ostatni mecz w barwach mistrzów Polski. Jak zapowiedział, tak zrobił. Klubów szukać sobie mają: Rzeźniczak, Vranjes i Brzyski.

 

W podobnym tonie wypowiadał się trener Hasi, który stwierdził, że nie wszyscy piłkarze chcą, żeby Legia wygrywała. Dotyczyło się to zwłaszcza Rzeźniczaka, który w tym sezonie prezentuje się dużo poniżej oczekiwań kibiców i włodarzy klubu. Czy jednak zwalanie całej winy na zawodników ma sens i jest w stu procentach prawdziwe?

 

Hasi, od kiedy jest w Legii, sprowadził do klubu wielu piłkarzy, z wieloma nie miał okazji współpracować zbyt długo (Euro 2016), ale to, co miał na treningach powinno mu wystarczyć, aby poszczególne jednostki, nieuczestniczące w mistrzostwach kontynentu, były przynajmniej przyzwoicie przygotowane. A jak to wygląda w praniu?


Najwięcej zarzuca się Rzeźniczakowi. Statystyki są dla niego bezlitosne. Legia zagrała w tym sezonie pięć spotkań, w których tego gracza nie było w wyjściowym składzie – w tych meczach nie straciła ani jednego gola. Co innego, gdy zawodnik, wybrany „obrońcą stulecia” w Legii, przebywał na placu gry. Stołeczni gole tracili wówczas niemal hurtowo, a bardzo często sam „Rzeźnik” miał przy nich swój niechlubny udział.

 

Stojan Vranjes od początku sezonu nie ma zbyt wysokich notowań u nowego szkoleniowca, podobnie jak Brzyski. Z tym jednak, że całą winę za zaistniałą sytuację zarzuca się wspomnianym graczom. A kto pamięta, że Rzeźniczak przecież nie tak dawno był solidnym defensorem, przynajmniej w naszej Ekstraklasie, a Stojan Vranjes i Tomasz Brzyski za kadencji poprzedniego trenera, Stanisława Czerczesowa, prezentowali się dobrze. Zwłaszcza ten pierwszy, bo drugiemu dokuczały urazy. Tak czy inaczej tak ułożonej lewej nogi w Warszawie jak „Brzytwa” nie miał nikt. I co? Teraz nagle zapomnieli przez wakacje, jak się gra w piłkę, a nawet biega? Skoro fizycznie wyglądają kiepsko, to albo się obijali na zgrupowaniach przedsezonowych, albo po prostu zostali źle przygotowani przez sztab trenerski. Druga opcja jest bliższa prawdy.


Skoro Hasi jest (podobno) zawodowcem, to jaka powinna być jego reakcja, gdyby wspomniana trójka zaczęła olewać swoje, jak by nie było, obowiązki zawodowe, jakimi są trening i zgrupowania? Czy nie powinien delikwentów ukarać albo odsunąć od zespołu? Takiej reakcji nie było, czyli wygląda na to, że wszystko szło po myśli szkoleniowca. Zostaje opcja druga. Zauważmy, że w tym sezonie najlepiej wyglądają piłkarze, którzy z Albańczykiem nie mieli zbyt dużo do czynienia – mianowicie Arkadiusz Malarz, którego treningi organizuje głównie Krzysztof Dowhań (z pomocą Grzegorza Szamotulskiego), oraz Węgier Nemanja Nikolić, który przecież nie przeszedł całego cyklu przygotowawczego z Hasim, bo przebywał, wraz z reprezentacją „Madziarów”, na Euro 2016 we Francji, a potem czekał go zasłużony urlop.


Kwestia kolejna to wyniki. Można zrozumieć, że piłkarzy męczy granie co trzy dni, ale chwila… Mamy początek sezonu, a już mówimy o zmęczeniu? Bądźmy poważni. Tłumaczenie rotacji w składzie strachem przed złapaniem urazu kluczowych graczy ma trochę większy sens, ale tylko trochę. W razie kontuzji są przecież rezerwowi, którzy także MIELI być znaczącymi wzmocnieniami klubu. Tymczasem o dziwo, Dąbrowski, który wyróżniał się w Lidze Europy w barwach lubińskiego Zagłębia, w Legii zupełnie zatracił pewność siebie i dynamikę, a jeszcze wczoraj był bliski wykluczenia z gry na kilka tygodni Arkadiusza Malarza. Moulin, po bardzo dobrym początku swojego pobytu w Warszawie, bardzo szybko dopasował się i wkleił w przeciętny poziom naszej ligi.


Jasne, że można bronić Hasiego tym, że sporo piłkarzy mu brakowało w przygotowaniach, bo przecież było Euro 2016, nowi gracze przychodzili dosyć późno i tak dalej. Ale co z tymi, których miał pod opieką? Gra Rzeźniczaka jest na to najlepszą odpowiedzią. Ktoś powie, że Albańczyk osiąga wyniki – a ja pytam, z kim? Jedynie o Trenczynie można powiedzieć, że nie jest to zupełnie anonimowy zespół. Dundalk i Zrjinski, dla przypadkowego kibica, to zaścianek piłkarskiej Europy.


Że coś w Legii jest nie tak, dał do zrozumienia ostatni wywiad Arkadiusza Malarza, który to w wywiadzie dosadnie powiedział, co sądzi o obecnej grze Legii. Między wierszami też można było dopatrzyć się kilku słów, których bramkarz głośno albo nie chciał, albo nie mógł powiedzieć. Można też usłyszeć, że piłkarze grają przeciwko trenerowi – jeżeli tak jest, to on musi o tym widzieć i musi też domyślać się, co jest tego powodem. Tak, chodzi w domyśle o wesele Rzeźniczaka, na które Legioniści mieli obiecane dostać wolne, a Albańczyk postanowił inaczej, paląc się tym samym na starcie i tracąc szacunek najważniejszych postaci w zespole.


Druga kwestia jest taka, że Czerczesow jakim trenerem był to był, ale nawet gdy jego zespół grał słabo, to przynajmniej był dobrze poustawiany na boisku. Za Hasiego tego nie ma, piłkarze grają tak, jakby nie wiedzieli co to jest taktyka, a ktoś rzucił im piłkę i krzyknął „róbta co chceta”. Zero wizji gry, zmiany zazwyczaj nietrafione, a czarę goryczy kibiców, żądnych wyjaśnień po porażce z Arką, przelał fakt, że na konferencję prasową po meczu wyznaczono… debiutantów: Niezgodę i 17-letniego Szymańskiego.

 

Kończąc rozważania sądzę, że wylewanie wiadra pomyj na głowy własnych piłkarzy, jak to zrobił Hasi po meczach w Zabrzu i wczorajszym z Arką, nie poprawią atmosfery ani notowań trenera wśród kibiców. Wręcz przeciwnie. Piłkarze grają tak, jak zostali przygotowani do sezonu i tyle. Albańczyk nie ma pomysłu na ten zespół, a przecież już w Anderlechcie został wręcz znienawidzony przez fanów, przegrywając frajersko tytuł mistrza Belgii. I nawet ewentualny awans do Ligi Mistrzów tego nie może zmienić, no bo co – teraz co tydzień przed meczami w grupie będzie wypuszczał rezerwy na mecz Ekstraklasy? Tak czy inaczej, tego by w stolicy mu nikt nie wybaczył...

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)