Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Na co stać zespoły Ekstraligi? Kto, z kim i o co?

Na co stać zespoły Ekstraligi? Kto, z kim i o co?

Piłka nożna | 28 marca 12:33 | Krzysztof Mokrzycki
Medyk i Łęczna powalczą o majstra
fot. www.lubsport.pl
Medyk i Łęczna powalczą o majstra

Już trzy kolejki wiosną rozegrały piłkarki w kobiecej Ekstralidze i choć nic nie można jeszcze na 100% powiedzieć, to kilka zawodniczek, które zimą zmieniły barwy klubowe, zdążyło się już wyróżnić. Jakie zatem prognozy dla poszczególnych ekip?



O tytuł walczą tylko dwie drużyny: Medyk Konin i Górnik Łęczna. Ich przewaga nad resztą stawki jest ogromna i tylko kataklizm mógłby sprawić, że nie zajmą one dwóch czołowych miejsc. Z całym szacunkiem dla ekipy z Lubelszczyzny, ale wydaje się, że to zespół trenera Jaszczaka jest hegemonem i na ten moment najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten, że tytuł zostaje w Wielkopolsce, a na dokładkę aktualne mistrzynie kraju wygrają wszystkie ligowe spotkania. Na pewno byłby to spory ewenement w historii Ekstraligi, ale niestety jest dosyć prawdopodobny. Nie widać bowiem ekipy, która byłaby w stanie przeciwstawić się konińskim gwiazdom. Na dokładkę trzeba dodać, że w dotąd rozegranych meczach Medyczki zdobyły najwięcej goli i najmniej straciły, a co najlepsze, tylko cztery razy zdarzyło się, żeby mistrzynie Polski nie prowadziły już do przerwy (jesienią z Olimpią i Wałbrzychem, wiosną z Czarnymi i UKS SMS).
Dla Górnika zatem tylko druga lokata. Zespół trenera Mazurkiewicza ma niby tylko cztery oczka straty, ale przegrany bezpośredni mecz na swoim boisku (0:3) i w zanadrzu rewanż w Koninie i mecz w grupie mistrzowskiej. Karty więc wciąż w grze, ale nie wydaje się, żeby twierdza Konin miała paść, no chyba, że Kamczyk i spółka zamkną usta wszystkim, którzy już rozdali medale i sprawią sensację. Tak czy inaczej do końca będą deptać Medyczkom po piętach. A przecież jeszcze zostaje walka o Puchar Polski.

Zacięta walka będzie za to toczyła się o brązowe medale. Do tego kruszcu aspirują wciąż trzy zespoły: UKS SMS, AZS PWSZ i Czarni Sosnowiec.
Beniaminek z Łodzi traci obecnie do zajmujących trzecią lokatę Czarnych cztery oczka i na pewno to strata do odrobienia, bo do końca sezonu jeszcze sporo kolejek. UKS pod wodzą Chojnackiego prezentuje fajny dla oka futbol, z kilkoma ciekawymi dziewczynami w składzie, przede wszystkim Martyną Wiankowską, która na moje wątpliwości z poprzedniego sezonu, czy poradzi sobie w Ekstralidze, odpowiedziała w najlepszy możliwy sposób i jesienią była motorem napędowym beniaminka. Na pochwałę zasługują też efektownie grająca Linda Dudek oraz wysoka bramkarka Danuta Paturaj, która zasłynęła obronieniem dwóch karnych w jednym spotkaniu i odbiciem strzału z wapna Mesjasz przeciwko Wałbrzychowi. Pojedynek w Koninie w sobotę pokazał, że młody zespół z Łodzi wciąż robi postępy i naprawdę stać go na sprawienie niespodzianki i wywalczenie medalu.
Czarni Sosnowiec, obecnie trzecie miejsce w tabeli, mają na pewno potencjał i umiejętności, aby utrzymać tą lokatę. Ale, ale… Jesienią motorem napędowym zespołu trenera Majewskiego była efektowna i efektywna Nikol Kaletka. Niestety, popularna „Kiki” postanowiła na jakiś czas rozstać się z futbolem i, przynajmniej na ten moment, nic nie wiadomo o jej powrocie do gry. A szkoda, bo to zawodniczka, która spokojnie należała do ścisłej czołówki ligi na swojej pozycji. O ile nie była najlepsza. Palmę pierwszeństwa po Kaletce przejęła więc Paulina Zawiślak, jeden z najlepszych transferów poprzedniego roku. Jeżeli do tego dodamy zdolną Słowaczkę Liskovą oraz młodziutką Weronkę Cichy, która pomimo młodego wieku zdążyła już zaliczyć kilka niezłych występów. Zimą z urazami walczyły Mika i Fischerova i jeżeli obie wrócą do pełni dyspozycji, to na pewno Czarne będą walczyć o wymarzone podium. Z całej trójki kandydatów są obecnie na „pole position” w tej batalii.
I wreszcie AZS PWSZ Wałbrzych. Na początku roku bardzo głośno było o tej drużynie, bowiem oddała walkowerem mecz pucharu Polski z Łęczną po to, by w tym samym czasie zdobyć tytuł akademickich mistrzyń Polski. Biorąc pod uwagę, że to uczelniana drużyna, nie było innej możliwości, bo Górnik nie zgodził się na przesunięcie terminu, z kolei PZPN (tradycyjnie zresztą), umył ręce od całego zamieszania. Zimą do Wałbrzycha przybyła Ana Jelencić, była zawodniczka Zagłębia. Dzięki temu, że Serbka gra na boku obrony, do pomocy mogła przesunąć się Sabina Ratajczak, która chyba właśnie w drugiej linii czuje się najlepiej. Nie wolno zapominać też o Elenie Klepatskiej, Ukraince która zagrała od pierwszych minut z Piasecznem i pokazała, że „ma oczy dookoła głowy”, posyłając w stronę partnerek kilka świetnych piłek. Ciekawie zapowiada się rozwijająca się wałbrzyska perełka, czyli Julia Kowalczyk. Problemem trenera Jasińskiego zimą były kontuzje, które na początku wiosny wykluczyły z gry na pełnych obrotach Rędzię, Antończyk, Dereń oraz Maciukiewicz. Na plus wałbrzyszanek przemawia fakt, że być może kluczowy mecz w walce o medale rozegrają w Sosnowcu, w ostatniej kolejce rundy zasadniczej. W delegacjach akademiczki radzą sobie nieco lepiej, niż na boisku przy ulicy Ratuszowej w Wałbrzychu.


Równie zacięta walka, co o miejsce na podium, toczyć się będzie o ostatnie, szóste miejsce, premiowane grą w grupie mistrzowskiej. Aktualnie na tej lokacie znajduje się grająca zaskakując dobry sezon Olimpia Szczecin, ale na jej pozycję czają się za plecami także AZS Wrocław i Mitech Żywiec, które mają jeszcze zaległy mecz między sobą do rozegrania i już po nim któraś z tych ekip może wskoczyć do górnej połówki tabeli. Matematycznie wciąż szóste miejsce mogą zająć będący w strefie spadkowej AZS PSW oraz znajdujące się tuż nad nią GOSiRKi i AZS UJ. Ostatni Sztorm traci do tej lokaty już 10 punktów.
Olimpia to przede wszystkim żelazna taktyka. Trener Niewolna w tym sezonie wyciągnęła wnioski z minionych rozgrywek i nie chce nerwówki na koniec rozgrywek, więc szczecinianki wzięły się od początku sezonu do pracy. Młodzieżowa reprezentantka Polski, Roksana Ratajczyk czy też gwiazda ostatnich miesięcy, Magdalena Szwed, to na ten moment chyba dwie najbardziej rozpoznawalne piłkarki, obok trener Niewolnej. Pierwsza z nich zasłynęła wbiciem Wrocławiowi jesienią aż czterech goli w najlepszym meczu tegorocznych rozgrywek (5:5), zaś druga zimą zdobyła rozgłos podczas rozgrywek futsalowych, a jej przyjaźń z Martyną Zańko sprawiła, że bardzo często gości na najlepszym portalu o piłce kobiecej w kraju, pilkakobieca.pl, gdzie uchodzi już niemal za gwiazdę, oczywiście z lekkim przymrużeniem oka. Szwed wydaje się kochać być w centrum uwagi, bo swojego czasu grała w rzucających się w oczy, różowych rękawiczkach. Wiosną zaczęła z takiego pułapu, że niedługo może być o niej nieco głośniej z przyczyn czysto piłkarskich.
AZS Wrocław zimą wzmocnił się jedynie tym, że wróciła Asia Wróblewska, która zdążyła już wpakować fantastycznego gola Olimpii Szczecin. W pierwszym meczu wiosny nie zagrały za to Grec, Cichosz i Grabowska, a mimo to niemal udało się wywalczyć remis w Sosnowcu. Wrocław to jedna z największych niewiadomych sezonu i ciężko przewidzieć, jak zagra w kolejnych meczach. Tak czy inaczej trener Bella jakość w zespole ma co najmniej solidną, bo wspomniane już zawodniczki, wspierane przez wrocławską młodzież i kapitan Sylwię Matysik, na pewno stać na awans o walkę w grupie mistrzowskiej.
Mitech Żywiec jako jedyny zimą dokonał zmiany na stanowisku trenerskim i od początku rundy wiosennej za sterami zespołu zasiada Sołtysik. Nie przyniosło to w pierwszych meczach oczekiwanych rezultatów, bo przytrafiła się porażka z Białą Podlaską, zaś mecz z Wrocławiem został przełożony. W minioną sobotę udało się za to ugrać premierowe wiosną oczko w Krakowie. Co się stało z formą zespołu, który poprzedni sezon zakończył na znakomitej, trzeciej lokacie i odebrał brązowe medale? Nie jesteśmy w stanie tego racjonalnie wyjaśnić, ale jeżeli Mitech nie wróci na dobre tory, to nie zobaczymy go w grupie mistrzowskiej. A to będzie dla działaczy i trenerów tego klubu wielka porażka i niemiła niespodzianka.
Dalej mamy GOSiRKi Piaseczno, czyli przed sezonem jednego z kandydatów do spadku, mającego obecnie dwa oczka przewagi nad strefą spadkową. Zespół trenera Malarza przegrał wiosną wszystkie swoje mecze, nie strzelając w nich choćby jednej bramki i z taką grą ciężko będzie im o ligowy byt. Ale przecież w sytuacji Gosirek takie słowa padają co roku, a i tak zawsze na końcu to w Piasecznie się śmieją. A podobno historia lubi się powtarzać. Magda Dudek i jej koleżanki to taka damska wersja angielskiego Sunderlandu – co sezon skazuje się je na spadek, a one zawsze na przekór wszystkim notują dobrą końcówkę sezonu i utrzymują ligowy byt. Na pewno trener Malarz liczy na umiejętności wspomnianej Dudek, ale także Oliwii Rapackiej. Czy to wystarczy na utrzymanie Ekstraligi w Piasecznie? Zobaczymy.
Ostatnie bezpieczne miejsce w tabeli zajmuje AZS UJ Kraków. Drugi z beniaminków miał udaną zimę. Najpierw zdobył bowiem brązowy medal na halowych akademickich mistrzostwach kraju, a potem wygrał Ekstraligę futsalu, nokautując w finale Rolnika Głogówek. Niestety, hala to nie trawa i ligowe boiska mocno temperują zapędy krakowianek. Akademiczki mają ogromną siłę rażenia; Maziarz, Sitarz czy Zapała, świetnie bijącą rzuty wolne Knysak czy też podstawową bramkarkę reprezentacji futsalu, Karolinę Klabis. Na boisku jednak coś nie gra i ilość punktów na koncie beniaminka nie jest zadowalająca. AZS UJ już ostatnim razem spadł z hukiem z Ekstraligi, teraz musi robić wszystko, by tego uniknąć. Czy da radę? Ważne będą mecze z dołem tabeli, ale jak na złość, terminarz ułożył się tak, że jednym zespołem z dolnej części tabeli, z jakim krakowianki zagrają, to AZS PSW w ostatniej kolejce rundy zasadniczej. Trzeba liczyć trochę na innych i przede wszystkim zacząć wygrywać, jak nie teraz, to po podziale ligi.


Miejsca spadkowe to obecnie AZS PSW Biała Podlaska i Sztorm Gdańsk. Akademiczki doskonale zaczęły wiosnę, wygrywając dwa mecze i dzięki temu zbliżając się do bezpiecznej lokaty. Sztorm wiosną ugrał dopiero jeden punkt. W ekipie z Lubelszczyzny nie dokonano głośnych transferów, a gra opiera się głównie na tych zawodniczkach, co jesienią, czyli Lefeld i Cieśli. One dwie zdecydowanie wyrastają ponad koleżanki, ale trzeba uczciwie oddać, że ładnie zaczęły ten rok Anna Puk i Ola Brzezina. Do tego zespół ma znakomity terminarz i wszystko tak naprawdę we własnych nogach. Aż trzy z pozostałych do końca rundy zasadniczej spotkań to mecze z ekipami z dołu tabeli, odpowiednio Piasecznem, Krakowem i Sztormem. Do tego mogą powalczyć u siebie zarówno z Olimpią, jak i Wrocławiem. Szanse na utrzymanie są zatem większe, niźli się wydawało.
Najmłodszy zespół w lidze przystąpił do rozgrywek bez Matysiak, która broniła jesienią, ale za to z wracającymi do gry po kontuzjach Magdą Kołacz i Martyną Zańko. Do tego zespół zimą wzmocniły dwie piłkarki ze Szwecji, von Dardel i Oloffson. To może być strzał w dziesiątkę zarządu i trenerów, bo wszyscy wiemy, że w Skandynawii większość dziewczynek rodzi się z „piłką w ręku”. Na pewno także Sztormówki mają sporo we własnych nogach, bo również, jak AZS PSW, trzy z ostatnich pięciu kolejek to spotkania z ekipami z dolnej części tabeli. Młodzieży znad morza nie można zatem skreślać. Szkoda jedynie Marcjanny Zawadzkiej. Popularna „Zoja” straciła całą jesień z powodu urazu, a teraz podczas przygotowań nabawiła się kolejnej poważnej kontuzji i w tym sezonie jej na murawie nie zobaczymy. W dodatku przeciwko Wałbrzychowi rękę złamała Świętoniowska. 


Jak widać, emocji w tym sezonie nie zabraknie do ostatniego meczu. Tymczasem rozrywki nabierają tempa, bowiem jutro kolejna kolejka spotkań. Po niej będziemy nico mądrzejsi. 


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)

Piłka nożna

Najpopularniejsze

Najnowsze

Partnerzy SPORT4FANS.PL