Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Zero zaangażowania, walki i umiejętności

Zero zaangażowania, walki i umiejętności

Piłka nożna | 23 marca 2013 18:41 | Hubert Błaszczyk
Marcin Wasilewski w meczu z Ukrainą wielokrotnie podawał piłkę rywalom.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Marcin Wasilewski w meczu z Ukrainą wielokrotnie podawał piłkę rywalom.

Po meczu z Irlandią nie oczekiwałem zbyt wiele od reprezentacji Polski w starciu z Ukrainą. Byłem wręcz zszokowany optymizmem wszechobecnych ekspertów. Jednego jednak nie przewidziałem, a mianowicie tego, że zaprezentujemy się aż tak żenująco. Szansą na pokonanie rywali była walka, zaangażowanie i popularna w piłkarskim slangu jazda na dupach. To ostatnie, co prawda było w wykonaniu Koseckiego, ale chyba nie miało to wyglądać aż tak dosłownie.


Brak zaangażowania
Większość polskich reprezentantów podkreślała po wczorajszym meczu, że w ich poczynaniach zabrakło zaangażowania. Sorry Panowie, to kto miał walczyć na boisku i starać się o trzy punkty? Kibice? Działacze? A może na murawie miał się pojawić sam Zbigniew Boniek? Być może piłkarze na to ostatnie liczyli, bo Zibi nawet w wakacyjnej formie byłby bardziej produktywny od Lewandowskiego. Nieco bardziej oryginalny był Artur Boruc, który powiedzmy, jako jeden z nielicznych się nie skompromitował, a nawet wyjął więcej niż powinien. Hoalie Goalie w rozmowie z jednym z dziennikarzy przyznał jednak, że byli wraz z kolegami przemotywowani. Artur często bardzo mądrze prawi, ale akurat w tym przypadku mówił chyba tylko za siebie. Jeśli motywacja objawia się pełnymi pampersami, masą błędów i 0:2 w 7. minucie spotkania, to może rzeczywiście czas zajrzeć do słownika, co to słowo oznacza.


Wielbłądy Wasyla
Marcin Wasilewski to bardzo charakterny gość. Potwierdza to również fakt, że jako jedyny po dzisiejszym treningu był w stanie stanąć na dłużej przed dziennikarzami. Owszem, przewijali się Rybus, Polanski, ale to obrońca Anderlechtu Bruksela był głównie pod obstrzałem dziennikarzy. A niestety tłumaczyć miał się z czego. Wasyl asystował praktycznie przy dwóch bramkach dla reprezentacji Ukrainy. Był niepewny, podawał do rywali, źle się ustawiał. Dziś opowiadał, że to, że nie gra w zespole Fiołków nie ma wpływu na jego formę, ale ja w to nie wierzę. Inna sprawa, że nie zamierzam akurat uderzać w Fornalika za tą decyzję, bo alternatywy właściwie nie było. Postawienie na Salamona wiązało się z podobnym ryzykiem, a Wasilewski był już sprawdzony w bojach. Obaj nie grają w klubach, więc obaj nie powinni grać. Niestety, to smutne, że w ponad 30-milionowym kraju nie potrafimy znaleźć czterech obrońców na niezłym, europejskim poziomie.


Zero walki
Polacy w całym spotkaniu popełnili 6 fauli. Słownie: sześć. To jest dla mnie niepojęte, żeby w tak ważnym meczu faulować tylko sześć razy. Jasne, gra w piłkę nie polega na faulowaniu, ale umówmy się czasami akcję rywali trzeba przerwać. Tymczasem Ukraińcy po 3-4 podaniach strzelali nam bramkę przy biernej postawie defensywnych pomocników i obrońców. My tymczasem klepaliśmy statycznie piłkę, licząc na dar niebios. Nic więc dziwnego, że nieprzebierający w środkach Ukraińcy czasami się denerwowali i faulowali aż 25 razy. W ich szeregach kilka razy śmierdziało czerwoną kartką, ale nikt nie jest w stanie zarzucić naszym piątkowym rywalom braku walki. U nas natomiast walczył tylko Błaszczykowski, ale i on czasami miał problem z odróżnieniem walki od gimnastyki artystycznej, kilkakrotnie wykonując efektowne pady.


Zmiany
Zmiany w piątkowym meczu pokazują, że Fornalik się pogubił. Na boisko weszli Kosecki, Obraniak i Teodorczyk. Jako pierwszy po przerwie w roli zbawiciela wystąpił młody Kosa. Tak, tak, ten sam Jakub, który został dowołany do reprezentacji w ostatniej chwili. Co może dać reprezentacji zawodnik, który 3-4 razy pokazał się na treningach przed meczem? Kosecki w życiowej formie nie był. To pokazało spotkanie jak i mecze tej rundy T-Mobile Ekstraklasy. Zawodnik Legii rozegrał dobry mecz w Kielcach, a potem nieco przygasł. Rozumiem, że Kosecki jest szybki i przebojowy, ale na pewnym poziomie. T-Mobile Ekstraklasa, to nie Europa i stawianie na niezgranego z kolegami młokosa było decyzją niezrozumiałą. Czy Grosicki nie nadałby się do tej roli lepiej?


Obraniak – temat rzeka. Francuz to zawodnik, który indywidualnie przewyższa naszych kadrowiczów o klasę. Niestety, ma takie cechy osobowości, jakie ma i zupełnie nie pasuje charakterologicznie do tej drużyny (pytanie kto pasuje do tej zbieraniny?). Wczoraj pokazał mieszankę zagrań niezłych i żenujących. Zmarnował jedną setkę, ale okej nie skompromitował się kompletnie.


Teodorczyk był już aktem desperacji. Gość, który w lidze trafia sam na sam w Skorupskiego miał nam uratować punkty w meczu z Ukrainą? Dziękuję, postoję.


Lewandowski gate
Lider przejściowej klasyfikacji strzelców Bundesligi, gość, za którego poważne kluby w Europie chcą rzekomo wykładać grube miliony, a w reprezentacji bramki strzela tylko San Marino i Grecji. Drzemy łacha w T-Mobile Ekstraklasie z Daniela Sikorskiego, ale o Lewandowskim mówimy, że walczy, zostawia serce na boisku, wraca się do linii środkowej. Okej, wszystko racja, ale tak naprawdę nic z tego nie wynika, o rozegranie piłki i zadbanie o tyły odpowiedzialni są pomocnicy i to oni powinni być z tego rozliczani. Tymczasem Lewy powinien strzelać, a on w ostatnim czasie coraz rzadziej dochodzi do sytuacji strzeleckich. Na San Marino w celach terapeutycznych posadziłbym całą trójkę z Dortmundu na ławce. Kelnerom strzelać potrafi każdy, co w dobitny sposób pokazała Anglia. Po co więc nadwyrężać nogi gwiazdorów na uszczerbek? Niech strzelają bramki Szachtarowi, Realowi i innym potentatom, w reprezentacji dobrze grać im nie kazano.


Podsumowanie

Nie mamy drużyny. Mamy indywidualności, mamy trzech gości, którzy w Europie coś znaczą, mamy Boruca, który potrafi bronić jak mało kto, ale nie mamy zespołu, nie mamy mentalności zwycięzców, nie mamy żadnej myśli taktycznej. Przykre to wszystko, ale tak jest w istocie. Najgorsze, że nie uczymy się na błędach. Przyznajmy wreszcie, że jesteśmy piłkarsko przeciętni. Ranking FIFA naprawdę nie kłamie, nie pompujmy balona, bo lepsze są miłe niespodzianki niż twarde lądowanie na dupie, jak to po meczu z Ukrainą. Przerabialiśmy to już wiele razy, ale ani razu się nie nauczyliśmy. Podejdźmy do tego z dystansem, przeanalizujmy błędy, wyciągnijmy wnioski i nie podniecajmy się aż nazbyt, wszakże to tylko 22 ludzi biegających po murawie i podobno najważniejsza z najmniej ważnych rzeczy. Nie warto.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)