Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Bogactwo czy bankructwo? Kluby Bundesligi przed historycznym wyzwaniem

Bogactwo czy bankructwo? Kluby Bundesligi przed historycznym wyzwaniem

Piłka nożna | 15 maja 07:25 | Redakcja
Stadion Borussii Dortmund bez kibiców.
Stadion Borussii Dortmund bez kibiców.

Pomimo silnej pozycji na europejskiej arenie, pod względem globalnej popularności piłkarskiej Bundeslidze daleko do angielskiej Premier League, hiszpańskiej La Liga czy włoskiej Serie A. Światowy lockdown może paradoksalnie okazać się błogosławieństwem nie tylko dla Bayernu Monachium czy Borussii Dortmund, ale również dla mniejszych klubów. Najbliższy miesiąc, dzięki sprawnemu radzeniu sobie z pandemią koronawirusa, da niemieckim zespołom niepowtarzalną szansę podbicia serc fanów z całego świata. Czy skorzystają z okazji?

 


O ile z rocznymi przychodami na poziomie około 3,5 miliarda euro kluby Bundesligi ustępują jedynie Premier League (5,7 mld) i nieznacznie hiszpańskiej La Liga, o tyle słaby marketing na Dalekim Wschodzie czy w USA od lat jest piętą achillesową flagowych niemieckich rozgrywek, co przekłada się na znacznie niższą oglądalność poza granicami własnego kraju. Szefowie ligi i klubów doskonale zdają sobie z tego sprawę, wożąc gwiazdy na przedsezonowe tournée do Chin, Stanów Zjednoczonych czy Singapuru. Paradoksalnie może się jednak okazać, że niemiecki futbol bardziej niż na swoich wizytach w Azji, skorzysta z odwiedzin w Europie niechcianego gościa z tamtych stron – koronawirusa. Zaplanowane na sobotę wznowienie rozgrywek Bundesligi sprawi, że – przynajmniej do końca maja, a zapewne dłużej – oczy całego piłkarskiego świata będą patrzeć wyłącznie na Roberta Lewandowskiego i spółkę. Bundesliga będzie co prawda pozbawiona jednego ze swoich największych atutów – fanatycznych kibiców (pod względem średniej frekwencji Niemcy zostawiają w tyle nawet Anglików, Hiszpanów czy Włochów), ale i tak brak konkurencji może w niepowtarzalny sposób wpłynąć na światowy układ sił. – Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest idealna sytuacja, ale w kryzysie zagrażającym istnieniu wielu klubów to jedyna droga, żeby zachować ligi w obecnym kształcie – podkreśla Christian Seifert, dyrektor generalny Bundesligi.

 

Oddalić widmo bankructwa

 

– Błyskawiczny na tle innych czołowych lig powrót Bundesligi to z jednej strony olbrzymia szansa, a z drugiej test odpowiedzialności dla klubów, działaczy i piłkarzy. Liga naszych zachodnich sąsiadów przez lata oddawała walkowerem Anglikom i Hiszpanom walkę o popularność na rynkach azjatyckich i w Stanach Zjednoczonych. Od kilku lat Niemcy postawili na międzynarodowy rozwój, co zaowocowało wzrostem wpływów oraz globalnego znaczenia marki. Już w najbliższy weekend oczy spragnionych futbolu kibiców z całego świata będą zwrócone na niemieckie boiska. Wysoki poziom sportowy, gwiazdy z Robertem Lewandowskim na czele oraz odpowiednie działania komunikacyjne mogą sprawić, że Bundesliga zostanie pierwszym wyborem fanów na dłużej – mówi Mateusz Brzeźniak, account manager w agencji marketingu sportowego Arskom.

 

Dobre wieści dla kibiców

 

Informacja o powrocie Bundesligi to fantastyczne wieści nie tylko dla klubowych księgowych czy działaczy, ale przede wszystkim dla fanów sportu. Chociaż nie będą oni – na razie – mogli wejść na trybuny, nareszcie będą mogli cieszyć się futbolem na najwyższym światowym poziomie. To także dobra informacja dla bukmacherów, którzy w ostatnich miesiącachmusieli ograniczyć się do tak egzotycznych lig, jak rozgrywki w Nikaragui, Turkmenistanie, czy niewielkie turnieje pingpongowe. Z ankiety przeprowadzonej przez Morning Consult wśród 4400 dorosłych Amerykanów wynika, że blisko połowa osób regularnie obstawiających sport w dobie pandemii była skłonna obstawiać zakłady związane z polityką czy samym COVID-19, 39% było skłonnych zakładać się o to jaka będzie pogoda, a co piąty ankietowany zamiast sportu był gotów obstawiać zawody w… jedzeniu na czas.

 

– Dla wielu fanów sportu zakłady bukmacherskie są nieodłącznym elementem rozrywki, wprowadzają dodatkowy dreszczyk emocji. W trudnym czasie pandemii koronawirusa robiliśmy co w naszej mocy, żeby tę rozrywkę na jak najwyższym poziomie dostarczać. Nigdy bym się nie spodziewał, że tak wiele osób będzie obstawiało ligę białoruską, nikaraguańską czy turkmeńską. To był ciekawy czas, ale cieszymy się, że dobiega końca – podkreśla Łukasz Seweryniak, Marketing & Operations Director w firmie bukmacherskiej Totolotek.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)