Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Po remisie w Podgoricy: dwie różne połowy i deja vu Anglików

Po remisie w Podgoricy: dwie różne połowy i deja vu Anglików

Piłka nożna | 27 marca 2013 19:30 | Przemysław Drewniak
Wayne Rooney przy piłce podczas Euro 2012
fot. wikipedia.org
Wayne Rooney przy piłce podczas Euro 2012

Gdy we wtorkowy wieczór Polacy rozbijali na Stadionie Narodowym amatorów z San Marino, najbardziej istotne dla naszych losów w eliminacjach spotkanie odbywało się w Podgoricy. Stawiani w roli faworytów grupy H Anglicy mieli w końcu pokonać zespół z Bałkanów, awansować na pierwsze miejsce w grupie i zbliżyć się do mistrzostw w Rio. Remis 1:1 sprawił jednak, że nad Tamizą, tak jak nad Wisłą, drapią się po głowach i zastanawiają, czy ich reprezentacja w ogóle awansuje do mundialu.


Pojedynek Czarnogóry z Anglią zapowiadał się wyśmienicie. Na świeczniku media stawiały Wayne’a Rooneya, który był najgłośniej wygwizdywanym piłkarzem przez kibiców w Podgoricy. Było to wynikiem incydentu sprzed półtora roku, gdy w ostatnim meczu eliminacji do Euro 2012 napastnik United kopnął bez piłki Miodraga Dzudovicia i został zawieszony przez UEFA na trzy spotkania. Wówczas remis 2:2 i tak przesądził o tym, że to Anglia zajęła pierwsze miejsce w grupie przed Czarnogórą, która w barażach poległa w starciu z Czechami.


Znani z gorącego temperamentu miejscowi fani byli więc rozwścieczeni do czerwoności, gdy w 6. minucie wczorajszego meczu to właśnie Rooney dał strzałem głową prowadzenie drużynie gości. Ta bramka znacznie ułatwiła grę na trudnym terenie Anglikom, którzy w pierwszej połowie absolutnie kontrolowali gospodarzy. Świetne szanse na podwyższenie rezultatu mieli między innymi Glen Johnson oraz Rooney, ale w przypadku tego drugiego próba przelobowania bramkarza gospodarzy zakończyła się strzałem w słupek. Podopieczni Roya Hodgsona dominowali w środku, gdzie rządzili i dzielili Steven Gerrard i Michael Carrick. Anglia nie potrafiła jednak strzelić kolejnej bramki, a po doświadczeniach z poprzednich eliminacji mogła się spodziewać, że niesieni żywiołowym dopingiem piłkarze Czarnogóry w którymś momencie się przebudzą.


I rzeczywiście, Anglicy przeżyli w Podgoricy dejavu. Tak jak we wspomnianym meczu z jesieni 2011 czy październikowym meczu z Polską stracili prowadzenie, bo w drugiej połowie przestali grać w piłkę. Nie wymieniali już tylu podań, a ich próby ograniczały się do grania długich piłek w kierunku napastników. Rzadko kiedy przy piłce znajdował się Rooney, a w drugiej linii Anglików zapanowała stagnacja i nikt nie pokazywał się do gry. Brzmi znajomo?


Remisu w Czarnogórze nie można rozpatrywać jako efektu świetnej postawy Czarnogórców. Obie drużyny zaprezentowały się słabo, a ambitnie i twardo grający w obronie gospodarze po prostu wykorzystali niemoc rywali w drugiej połowie. Mieli też trochę szczęścia, bo w 77. minucie po zamieszaniu w polu karnym rezerwowy Dejan Damjanović dosłownie wepchał piłkę do bramki.


W Anglii mogą czuć się zaniepokojeni, bo w tych eliminacjach ich reprezentacja nie spisuje się dobrze. Zwycięstwa udało się osiągnąć jak dotąd jedynie w meczach ze słabymi rywalami (Mołdawia i dwa razy San Marino), z kolei w starciach silniejszymi (Czarnogóra, Ukraina, Polska) Synowie Albionu  zanotowali trzy remisy, w dodatku w mocno średnim stylu. Według angielskich mediów margines błędu dla Roya Hodgsona już się wyczerpał i teraz tylko komplet czterech zwycięstw w ostatnich spotkaniach pozwoli Anglii zająć pierwsze miejsce w grupie i spokojnie awansować do mistrzostw w Rio. By jednak to zrobić, Wyspiarze muszą przeważać nie tylko fragmentami, ale przez cały mecz. To bowiem stało się ich głównym problemem w tych eliminacjach

.
Jaki z tego wniosek dla nas? Ano taki, że w tej grupie naprawdę można zdziałać dużo. Nie ma w niej silnej, wychodzącej przed szereg drużyny, a każda z reprezentacji ma swoje problemy. Gdyby nasi piłkarze tworzyli solidną drużynę, z powodzeniem mogliby walczyć o awans z pierwszego miejsca. A tak znów pewnie zmarnujemy szansę, jaką otwiera przed nami przeciętność rywali. I pewnie kiedyś się obudzimy, ale gdzieś w piątym, szóstym koszyku.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)