Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Niekonsekwencja Vilanovy

Niekonsekwencja Vilanovy

Piłka nożna | 07 grudnia 2012 11:42 | Hubert Błaszczyk
Messi znoszony na noszach z boiska.
fot. Hubert Błaszczyk / SPORT4FANS.PL
Messi znoszony na noszach z boiska.

Środowy mecz Ligi Mistrzów w Barcelonie nie był najważniejszym wydarzeniem piłkarskim w Katalonii, co pokazała frekwencja na trybunach Camp Nou. Nieco ponad 50 tysięczna widownia zobaczyła jak bardzo różni się gra gwiazd futbolu od młodych talentów występujących w drużynie B.


FC Barcelona przed szóstą kolejką zmagań LM miała zapewnione pierwsze miejsce w grupie, dlatego też Tito Vilanova postanowił wysłać kilku zawodników pierwszego składu na trybuny. Odpoczynek dostali między innymi Xavi, Cesc, Iniesta, ale nie Leo Messi. Powodów takiej decyzji było co najmniej kilka, ale najpotężniejszym rekord Gerda Mullera, do którego pobicia brakowało Argentyńczykowi zaledwie dwóch bramek.


Tym większe było zdziwienie wszystkich, gdy Messi zasiadł na ławce, a od pierwszej minuty na szpicy zagrał David Villa. Oprócz Hiszpana na placu gry pojawili się też zawodnicy Barcelony B – Carles Planas, Sergi Roberto, Rafinha, Cristian Tello, a w bramce stanął niezwykle barwny Jose Manuel Pinto.


Wszystko byłoby okej, ale różnica w jakości gry zaprezentowanej przez Barcelonę w meczu z Athleticiem Bilbao, a tą ze spotkania z Benficą była zastraszająca. Niby te same koszulki, ten sam stadion, ale Ci zawodnicy jacyś niedokładni, wymieniający niezliczoną ilość podań do tyłu. Jednym słowem żenada.


Rozumiem, że nie ma lepszego miejsca, żeby gracze Barcy B zdawali egzamin piłkarskiej dojrzałości, ale Vilanova musiał być świadomy, że bez choćby jednego z trójki Cesc, Iniesta, Xavi gra ofensywna jego drużyny nie istnieje. Barcelona swoją grę opiera głównie na podaniach, ale każdy z trójki Hiszpanów potrafi wprowadzić do tempa arytmię, a młodzi zawodnicy podawali w jednostajnym tempie, nie stwarzając prawie żadnego zagrożenia.


Nie ma się więc co dziwić, że ludzie, którzy zapłacili za bilety tyle samo, co na spotkanie z Athleticiem Bilbao (oba pojedynki zostały zaliczone do kategorii B) zaczęli się domagać około 30 minuty wejścia na boisko Argentyńczyka. Vilanova spełnił ich życzenie w drugiej połowie na nieco ponad pół godziny przed końcem meczu, ale właściwie dlaczego to zrobił?


Logiczne byłoby gdyby trzykrotny zdobywca Złotej Piłki zagrał od początku, wpuszczając Messiego coach Barcelony pokazał, że jednak zależy mu na wyniku i chce, żeby jego najlepszy snajper rozstrzygnął losy spotkania.


Wejście Leo miało jednak destruktywny wpływ na kolegów. Młokosi od razu zaczęli szukać Argentyńczyka. Nie ważne, że lepiej ustawiony był inny zawodnik, każdy chciał podać do Messiego. W pewnym momencie zaczęło to wyglądać jak jakiś marny konkurs. Sam Messi również nie był zbyt widoczny. Chodził sobie pomiędzy liniami pomocy i napadu, niezbyt angażując się w grę.


Aż w końcu miała miejsce sytuacja z 85 minuty. Messi stanął oko w oko z Arturem. Zazwyczaj takie pojedynki napastnik Barcelony wygrywał z zamkniętymi oczami. Bramkarz Benfiki wybił jednak piłkę spod nóg Messiego. Ten zdołał jeszcze strzelić, ale na posterunku był Artur. Po tym zdarzeniu Leo długo nie podnosił się z boiska i murawę opuścił na noszach. Barcelona kończyła mecz w dziesiątkę, ale to nie miało już większego znaczenia, bo wynik stał się sprawą drugorzędną.


Messiemu nic nie jest. Ma się dobrze, a kolano zostało tylko stłuczone. Zapewne zagra w niedzielę z Betisem, ale z perspektywy czasu czy nie lepiej było dać te 30 minut Gerardowi Delofeu? Ten młody zawodnik w 10 minut pokazał więcej niż Messi przez pół godziny. Na pewno Barcelona w przyszłości będzie miała z niego pożytek. Przecież wynik podobno się nie liczył. Vilanova był jednak w swoich ruchach niekonsekwentny. Na szczęście dla niego wszystko dobrze się skończyło i Leo Messi będzie mógł kontynuować swój marsz po rekord Gerda Mullera.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)

Piłka nożna

Najpopularniejsze

Najnowsze

Partnerzy SPORT4FANS.PL