Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Podbeskidziu nie pomógł nawet Arsenal

Podbeskidziu nie pomógł nawet Arsenal

Piłka nożna | 28 marca 2013 23:33 | Hubert Błaszczyk
Robert Demjan (z lewej) gra najprawdopodobniej ostatnią rundę w barwach Podbeskidzia.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Robert Demjan (z lewej) gra najprawdopodobniej ostatnią rundę w barwach Podbeskidzia.

Nie wykorzystali ostatniej szansy na nawiązanie walki o utrzymanie w T-Mobile Ekstraklasie zawodnicy Podbeskidzia Bielsko-Biała. Motywowani przez Czesława Michniewicza bramkami Arsenalu Londyn zawodnicy wyglądali raczej jak zawodnicy futbolu amerykańskiego niż piłkarze. Prawdziwy zawodnik w ich szeregach był jeden – Robert Demjan i to on zapewnił jeden punkt Góralom. W drugim czwartkowym spotkaniu dna sięgnął Widzew. Łodzianie w ostatnich 12 kolejkach zdobyli 7 punktów i tylko fantastycznemu startowi zawdzięczają, że obecnie są daleko przed Podbeskidziem Bielsko-Biała i GKS-em Bełchatów.


Podbeskidzie Bielsko-Biała – Korona Kielce 1:1
Jeden z najsłabszych meczów, jakie miałem nieprzyjemność oglądać w ostatnich tygodniach. Zwykła ligowa kopanina. Na poziomie był tylko jeden moment, moment w którym bramkę strzelił Robert Demjan – jedyny zawodnik Podbeskidzia, który najprawdopodobniej w kolejnym sezonie będzie biegał po boiskach naszej najwyższej klasy rozgrywkowej.


Słowak to zawodnik ponadprzeciętny. Nie pomagali mu w czwartek koledzy, nie dostał praktycznie żadnej dobrej piłki. Demjan nic sobie jednak z tego nie robił – nie rozkładał rąk, nie gwiazdorzył – los w końcu się do niego uśmiechnął. W 54. minucie po rzucie rożnym dla Górali piłka spadła pod nogi napastnika gospodarzy, a ten strzałem z szesnastki pokonał spóźnionego Zbigniewa Małkowskiego.


Wcześniej jednak gracze Podbeskidzia mieli niewesołe miny, bo od 10. minuty prowadziła Korona po kuriozalnej bramce Macieja Korzyma. Napastnik Korony przy biernej postawie obrońców Podbeskidzia zmienił tor lotu strzału Pawła Golańskiego, zdobywając ósmą bramkę w tym sezonie. Wiele było kontrowersji, czy czasem Korzeń nie był na spalonym, powtórki rozwiały jednak wątpliwości – spalonego ostatecznie nie było. Tak samo jak karnego po zagraniu ręką w polu karnym Pawła Golańskiego.


Pierwsza połowa należała do Korony, druga dla Podbeskidzia. Remis był więc w pełni sprawiedliwym rozstrzygnięciem. Inna sprawa, że nie urządza on bielszczan, którym powoli pociąg z napisem T-Mobile Ekstraklasa ucieka bezpowrotnie. Nie można mieć jednak do losu pretensji, kiedy w meczu o życie gra się najsłabsze spotkanie rundy. Czesław Michniewicz będzie miał więc 10 sparingów i czas na pokazanie, że w tym zespole drzemią pewne możliwości. Jedno jest pewne – w pierwszej lidze Góralom nie pomoże Demjan, bo po takiej rundzie chętnych na Słowaka na pewno nie zabraknie, a jak na złość kontrakt kończy mu się wraz z końcem rundy wiosennej.


Górnik Zabrze – Widzew Łódź 3:1
Jestem bliski stwierdzenia, że Radosław Mroczkowski jest sabotażystom w drużynie Widzewa. Nie można bowiem logicznie wytłumaczyć wystawienia w napadzie jako „fałszywej dziewiątki” Sebastiana Dudka. Na myśl przychodzi mi tylko to, jak słaby musi być Ben Dhifallah, że w obliczu zmęczenia meczem kadry Pawłowskiego i Stępińskiego, w ataku musiał zagrać nominalny pomocnik.


Bezzębny Widzew w pierwszej połowie stracił dwie bramki. Pierwszą strzelił Ireneusz Jeleń, który wcześniej musiał jednak zmarnować jedną dogodną sytuację, żeby tradycji stało się zadać. Jeleniowi trzeba oddać, że w tym meczu prezentował się całkiem dobrze i w duecie z szybkim Nakoulmą może być groźny dla każdej defensywy w Polsce.


Drugą bramkę zabrzanom sprezentował Maciej Krakowiak. Bramkarz Widzewa źle zachował się przy strzale z rzutu wolnego Aleksandra Kwieka. Jak wszyscy wiedzą, pomocnik Górnika ma petardę w nodze. Tym razem z 25 metrów strzelił dokładnie, ale jak najbardziej do obrony. Piłka skozłowała jednak przed Krakowiakiem, a ten zaskoczony musiał wyjmować piłkę z siatki.


Po przerwie trener Mroczkowski postanowił sięgnąć po graczy, którzy jeszcze we wtorek grali przeciwko Łotwie. W tym pojedynku bramkę strzelił Bartłomiej Pawłowski. Młody zawodnik Widzewa gola zdobył również w Zabrzu, potwierdzając po raz kolejny swoje nieprzeciętne umiejętności.


Bramka kontaktowa dodała wiatru w żagle zespołowi z Łodzi. Szanse miał Mariusz Stępiński, na bramkę Górnika uderzał też Michał Płotka. Skończyło się jednak jak zawsze – dobiciem Widzewa. W 63. minucie po wrzutce z rzutu rożnego główkę wygrał Adam Danch, podwyższając wynik spotkania na 3:1.


W drugiej połowie gra Widzewa wyglądała już nieźle, ale powiedzmy sobie szczerze 7 punktów w 12 spotkaniach to żenada i czyste partactwo. Do gry w łódzkich szeregach nadaję się obecnie Pawłowski, Broź i pół Mariusza Stępińskiego. Trochę mało, żeby zdobywać jakiekolwiek oczka. Kibice Widzewa mogą się cieszyć, że na początku sezonu wszyscy byli jeszcze w szoku i pozwalali wygrywać łodzianom, bo w przeciwnym wypadku o utrzymanie byłoby trudno. Obecnie Widzew gra najsłabszy futbol w Ekstraklasie.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)