Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Kłopoty Borussii i spacerek Realu

Kłopoty Borussii i spacerek Realu

Piłka nożna | 04 kwietnia 2013 08:00 | Przemysław Drewniak
Tym razem Isco nie zdobył gola dla Malagi. Czy uda się w Dortmundzie?
fot. wikipedia.org
Tym razem Isco nie zdobył gola dla Malagi. Czy uda się w Dortmundzie?

Nuda to pojęcie, które rzadko kiedy występuje w jednym zdaniu z terminem „Champions League”, ale poziom emocji w obu wczorajszych meczach ćwierćfinałowych miał prawo nieco nas rozczarować. Real Madryt gładko wygrał u siebie z Galatasaray 3:0 i prawie zapewnił sobie awans do następnej fazy, a w Maladze Borussia Dortmund bezbramkowo zremisowała z rewelacją tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Mistrzowie Niemiec dali prawdziwy popis nieskuteczności, a jedną ze stuprocentowych szans zmarnował Robert Lewandowski.


Málaga 0-0 Borussia Dortmund


Na wstępie zaznaczam, że jestem po tym meczu daleki od wylewania pomyj na głowę Lewandowskiego. Nasz napastnik rozegrał w Maladze całkiem niezłe spotkanie, prezentując dużą klasę chociażby w pierwszej połowie, gdy często był pod grą, skupiał na sobie uwagę obrońców i wykreował kilka dobrych sytuacji swoim partnerom z zespołu. Gdy jednak w 47. minucie otrzymał idealną szansę na zdobycie gola, zachował się zupełnie tak, jakby grał z orzełkiem na piersi - niepilnowany, ustawiony na wprost bramki, fatalnie skiksował. Dzięki temu kibice w Dortmundzie choć raz mogli poczuć się równie zawiedzeni, co fani piłki nad Wisłą podczas meczów reprezentacji. Ale w środowy wieczór to nie Lewandowski był najbardziej nieskutecznym zawodnikiem gości…


Pobił go Mario Goetze, który w spotkaniu z Malagą zmarnował chyba tyle sytuacji, co we wszystkich meczach, jakie rozegrał w barwach Borussii od początku roku. Już po osiemnastu minutach pomocnik reprezentacji Niemiec miał na swoim koncie dwie zmarnowane „setki”. W dwóch sytuacjach sam na sam trafiał prosto w Willy’ego Caballero, który tego dnia spisywał się między słupkami gospodarzy znakomicie. Pod koniec pierwszej połowy wybronił bardzo groźny strzał zza pola karnego Sebastiana Kehla, a już po zmianie stron wygrał jeszcze jeden pojedynek z Goetzem. „Złoty chłopiec niemieckiej piłki”, jak nazywany jest często Mario, był po tym meczu tak rozgoryczony swoją postawą, że sam wziął na siebie winę za fakt, iż Borussia wyjechała z Malagi z zerowym dorobkiem bramkowym. Podopiecznym Juergena Kloppa przydarzyło się to dopiero po raz pierwszy w tej edycji Champions League.


Niewiele zabrakło, by niefrasobliwość pod bramką rywali zemściła się na Borussii. Choć w przekroju całego meczu to ona była lepsza piłkarsko, to gospodarze także mieli kilka szans na pokonanie Romana Weidenfellera. Bramkarz BVB potrafił jednak popisać się skutecznymi interwencjami, tak jak w 42. minucie, gdy Malaga stworzyła sobie najgroźniejszą sytuację w polu karnym gości. Głową po rzucie rożnym groźnie uderzał Jeremy Toulalan, piłkę odbił Weidenfeller, a zmierzającą do siatki dobitkę pomocnika Malagi wybił na rzut rożny jeden z obrońców Borussii.


Bezbramkowy remis nie satysfakcjonuje żadnej ze stron, choć oczywiście to Borussia będzie faworytem rewanżu, który odbędzie się za pięć dni w Dortmundzie. Do tego czasu powinien wyleczyć się już Jakub Błaszczykowski. Bez niego prawa strona drużyny Kloppa nie funkcjonowała w Maladze tak dobrze jak zazwyczaj, a zastępujący Kubę w wyjściowej jedenastce Marco Reus zaliczył słaby występ. Przez to dużo rzadziej na połowę rywali zapuszczał się Łukasz Piszczek, choć trzeba wziąć też pod uwagę, iż jego głównym zadaniem było pilnowanie najniebezpieczniejszego piłkarza Malagi, Isco. Ten poważniej zagroził gościom tylko raz, gdy w 66. minucie jego atomowy strzał zza pola karnego wybronił Weidenfeller.


Real Madryt 3-0 Galatasaray Stambuł


Trener gości Fatih Terim zapowiadał, że na Santiago Bernabeu jego podopieczni nie zrezygnują z preferowanej przez siebie otwartej gry i ustawił swój zespół ofensywnie. Z przodu straszyć mieli najlepszy strzelec Galaty Burak Yilmaz oraz piłkarze, który swoje najważniejsze trofea zdobywali pod wodzą Jose Mourinho Wesley Sneijder i Didier Drogba. Radosny futbol prezentowany przez turecką drużynę był jednak jak woda na młyn dla Realu, a będący bez formy Sneijder zszedł z boiska już w przerwie meczu.


Strzelanie dla „Królewskich” rozpoczął w 9. minucie nie kto inny jak Cristiano Ronaldo, który po podaniu Mesuta Oezila piękną podcinką zdobył swoją dziewiątą bramkę w tej edycji LM i wysunął się na prowadzenie w klasyfikacji strzelców. W jakości gry obu drużyn była widoczna przepaść. Real prezentował się lepiej pod każdym względem od rywali, którzy szczęścia bezskutecznie próbowali jedynie w strzałach z dystansu. Tym samym po pół godzinie gry było już praktycznie po meczu. Zastępujący w wyjściowej jedenastce na prawej obronie Alvaro Arbeloę Michael Essien idealnie dośrodkował w pole karne, gdzie źle kryty Karim Benzema nie miał problemów z pokonaniem Fernando Muslery. W drugiej połowie dzieła dopełnił Gonzalo Higuain, który wcześniej zmienił Benzemę, a w 73. minucie idealnie przyłożył głowę do dośrodkowania z rzutu wolnego Xabiego Alonso.


Real wygrał pewnie i zasłużenie, choć w pewnym stopniu przyczynił się do tego także norweski sędzia tego spotkania, Svein Oddvar Moen. W pierwszej połowie mógł podyktować dla gości rzut karny za zagranie ręką w polu karnym jednego z obrońców gospodarzy, a po zmianie stron powinien wskazać na „wapno” po tym, jak Sergio Ramos zamiast w piłkę, trafił w nogę Buraka Yilmaza, powodując jego upadek. Sędzia nie tylko nie odgwizdał przewinienia, ale i niesłusznie ukarał napastnika Galatasaray żółtą kartką, która eliminuje go z występu w rewanżu.


To, że piłkarze Realu są już pewni awansu do półfinału, było widać przy stanie 3:0, gdy tempo gry spadło, a „Królewscy” skupiali się przede wszystkim na tym, by nie stracić bramki. Z kolei zagrożony przed tym meczem czwartą żółtą kartką Sergio Ramos w drugiej połowie celowo odkopnął piłkę, by zostać ukaranym przez sędziego i mieć czyste konto przed kolejną fazą rozgrywek. Ale nie ma się co dziwić – po wysokiej wygranej możemy śmiało uznać Real za pierwszego półfinalistę Champions League.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)