Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wrócił efektowny Lech, Górale przedłużają nadzieje

Wrócił efektowny Lech, Górale przedłużają nadzieje

Piłka nożna | 06 kwietnia 2013 00:13 | Hubert Błaszczyk
Marcin Kamiński strzelił już trzecią bramkę w rundzie wiosennej.
fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news
Marcin Kamiński strzelił już trzecią bramkę w rundzie wiosennej.

Niespodziewanym zwycięstwem Podbeskidzia Bielsko-Biała zakończył się mecz w Chorzowie. Robert Demjan i spółka pokonali Niebieskich 3:1 i przedłużyli swoje nadzieje na pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na odpowiednie tory wjechała tez poznańska lokomotywa, która przełamała niemoc na własnym stadionie, wygrywając z Lechią 4:2.


Ruch Chorzów – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:3
Słaby mecz, słabych drużyn w zupełnie nietelewizyjnym krajobrazie. Współczujemy kibicom, którzy musieli oglądać to widowisko przy Cichej, my przynajmniej mieliśmy ciepło przed telewizorem. Wszystkie cztery bramki w tym spotkaniu padły po indywidualnych lub zespołowych błędach. Obie ekipy miały duże problemy ze składnym rozgrywaniem akcji. W chaosie lepiej odnajdywali się jednak zawodnicy Podbeskidzia. Górale z pierwszej bramki cieszyli się już w 11. minucie. Po zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła na szesnastkę, skąd mocnym strzałem popisał się Marek Sokołowski. Na nieszczęście chorzowian futbolówka odbiła się od ręki Piotra Stawarczyka i arbiter musiał podyktować rzut karny. Jedenastkę pewnie wykorzystał sam Sokołowski. Gra od tego momentu dla bielszczan stała się prostsza. Mogli skupić się na defensywie i raz po raz wyprowadzać groźne kontrataki, a to trzeba przyznać, że im tego dnia wychodziło. W pierwszej połowie więcej okazji podbramkowych miał Ruch, ale albo dobrze w obronie grali Górale, albo też dobrze interweniował Richard Zajac. Słowak często lubi puszczać babole, lecz w piątek można mu było zarzucić tylko pasywne zachowanie przy bramce kontaktowej dla Ruchu. Wcześniej jednak gola na 2:0 zdobyli przyjezdni. Potężnym strzałem z 20 metrów popisał się Chmiel, a jego strzał dobił niezawodny Robert Demjan. Słowak zamknął spotkanie bramką na 3:1. Demjan może podziękować Arkadiuszowi Lewińskiemu, który popełnił fatalny błąd. Górale, dzięki zwycięstwu nad Ruchem zbliżyli się do Niebieskich na siedem punktów. Trener chorzowian ma po tym pojedynku spory ból głowy, bo jego defensorzy zachowywali się przy bramkach dla Podbeskidzia jak juniorzy. Większej alternatywy Jacek Zieliński jednak nie ma, a już we wtorek jego drużynę czeka półfinałowy mecz Pucharu Polski z Legią Warszawa. Czasu na analizę nie ma więc zbyt dużo.


Lech Poznań – Lechia Gdańsk 4:2
W przeciwieństwie do fanów w Chorzowie, ci przy Bułgarskiej obejrzeli ofensywne widowisko i sporo futbolowej jakości, zwłaszcza jeśli chodzi o ofensywną grę Lecha. Poznaniacy przed tym pojedynkiem ostatni raz wygrali na własnym stadionie przed sześcioma miesiącami. Nie trzeba więc dziwić się determinacji Lechitów, którzy byli już zmęczeni swoją indolencją strzelecką, grając jako gospodarze. Pierwszy gol dla Lecha padł już w 4. minucie. Po rzucie rożnym piłkę z bliskiej odległości do bramki skierował Marcin Kamiński. Dla stopera Kolejorza to już trzecie trafienie w rundzie wiosennej. Jesienią młody zawodnik często popełniał błędy, w rundzie rewanżowej prezentuje dla odmiany dość stabilną formę. W kolejnych fragmentach dominowali jednak przyjezdni. W pierwszych 20 minutach gra Lechii mogła się podobać. Udane akcje gdańszczan nie poskutkowały bramką. To wykorzystali gracze Lecha, którzy pomiędzy 27. a 33. minutą przeprowadzili dwie nokautujące akcje. Najpierw z rzutu karnego na 2:0 podwyższył Hubert Wołąkiewicz, a sześć minut później było już 3:0 po bramce Gergo Lovrencsicsa. Duży udział przy stracie obu bramek miał Michał Buchalik. Golkiper Lechii sfaulował w polu karnym Rafała Murawskiego, mógł też lepiej zachować się przy strzale Lovrencsicsa. Podłamani gracze z Gdańska zagrozić bramce Lecha byli w stanie dopiero w drugiej części drugiej połowy. Wtedy to honorowego gola zdobył Piotr Wiśniewski. Lechiści w końcówce uwierzyli jeszcze, że mogą z Poznania wywieźć dobry rezultat. Ataki podopiecznych Bobo Kaczmarka nie powiodły się, a z finezyjną kontrą wyszedł Vojo Ubiparip, który przeprowadził fantastyczną dwójkową akcję z Mateuszem Możdżeniem, zakończoną dziesiątym w tym sezonie trafieniem Bartosza Ślusarskiego. Na minutę przed końcem wynik meczu po sporym błędzie poznańskiej obrony ustalił Adam Duda. Lech przełamał tym samym niekorzystną passę i traci już tylko jeden punkt do liderującej Legii. Zespół Mariusza Rumaka wreszcie pokazał ofensywną i ładną dla oka grę na własnym stadionie. Wyścig o tytuł mistrza Polski nabiera rumieńców!

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)