Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Joker Ćwielong zapewnia trzy punkty

Joker Ćwielong zapewnia trzy punkty

Piłka nożna | 07 kwietnia 2013 00:04 | Hubert Błaszczyk
Piotr Ćwielong
fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news
Piotr Ćwielong

Nie ma chyba piłkarza we wrocławskim Śląsku, który bardziej skorzystałby na zwolnieniu Oresta Lenczyka niż Piotr Ćwielong. Pepe został obdarzony zaufaniem przez nowego szkoleniowca wrocławian, Stanislava Levy’ego i teraz je spłaca. Niepokorny zawodnik po raz kolejny w rundzie wiosennej zapewnił Śląskowi ligowe punkty. Tym razem bardzo ważne w spotkaniu z Górnikiem Zabrze. Wygrała także Legia, która dzięki zwycięstwu nad Zagłębiem utrzymała status quo w ligowej tabeli.


Jagiellonia Białystok – Pogoń Szczecin 1:0
Mecz Jagiellonii z Pogonią stał na żenującym poziomie, nawet jak na polską ekstraklasę. Wszystko zaczęło się jednak bardzo obiecująco. Już w 4.minucie do siatki „Portowców” trafił Tomasz Frankowski, który pewnie wykorzystał rzut karny. W tym przypadku nie było żadnych wątpliwości, co do słuszności decyzji arbitra, Marcina Borskiego. Ręką w polu karnym zagrał Maksymilian Rogalski i z całą pewnością ta sytuacja będzie kandydować do głupoty sezonu. Pomocnik Pogoni pomylił dyscypliny, bo jego bloku nie powstydziłby się sam Marcin Możdżonek. Dla Frankowskiego był to 168. gol w Ekstraklasie, dzięki któremu wyprzedził w klasyfikacji wszechczasów Gerarda Cieślika. „Franek” postanowił przy tej okazji podziękować wszystkim kolegom z boiska, którzy przyczynili się do tego wspaniałego wyczynu. Napastnik Jagiellonii zaprezentował specjalną koszulkę z napisem: „Dziękuję za asysty” oraz nazwiskami wszystkich tych, którzy asystowali przy bramkach „Franka” Po straconej bramce Pogoń starała się wyrównać, jednak podopieczni Dariusza Wdowczyka razili swoją nieudolnością. Jagiellonia nie forsował tempa, a piłka krążyła głównie w środkowej strefie boiska. Jagiellonia schodziła na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem. W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił. Pogoń próbowała, ale nie potrafiła stworzyć sobie wielu dogodnych sytuacji. Najlepszą sytuację zmarnował Donald Djousse, który po przerwie zmienił bezproduktywnego Tomasza Chałasa. W 68.minucie swój popis dał sędzia Marcin Borski, który niesłusznie wyrzucił z boiska Emila Nolla. Gdy wydawało się, że Jagiellonia bez najmniejszego problemu dowiezie zwycięstwo do końca, drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał Lubos Hanzel. To wykluczenie wprowadziło sporą nerwowość w poczynania gospodarzy, jednak ostatecznie słaba Jagiellonia pokonała beznadziejną Pogoń.


Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze 2:1
Tak jak mecz Jagielloni z Pogonią dał wiele argumentów, że wprowadzona dzień wcześniej reforma o podziale Ekstraklasy w sezonie 2013/2014 na dwie grupy po sezonie zasadniczym jest chybiona, tak drużyny Śląska i Górnika pokazały, iż możemy być w Polsce świadkami dobrej piłki, a dzięki decyzji włodarzy T-Mobile Ekstraklasy może być jej jeszcze więcej. Pojedynek dwóch drużyn aspirujących do trzeciego miejsca toczył się w płynnym i szybkim tempie. Niewiele było fauli, wiele podbramkowych sytuacji, parad bramkarzy oraz klasycznych pudeł. Przede wszystkim od groma było emocji. Te wzbudził już wystawionym składem Stanislav Levy. Czeski szkoleniowiec Śląska posłał do boju Grodzickiego, Sochę, Patejuka, a na szpicy zagrał Eric Mouloungui. Pierwsze minuty pokazały, że wstrząs w zespole był wskazany, bo Śląsk atakował z dużą pasją i był kilkakrotnie bliski zdobycia bramki. Taki stan nie trwał jednak długo. Od 15. minuty do głosu zaczęli dochodzić zabrzanie. Dużo szkody eksperymentalnej obronie Śląska wyrządzał Prejuce Nakoulma. Zawodnik z Burkina Faso nie był jednak na tyle skuteczny, aby otworzyć wynik spotkania. W drugiej części pierwszej połowy sytuacje podbramkowe Górnikowi zaczęli stwarzać obrońcy Śląska, którzy mieli ogromne problemy z wyprowadzaniem piłki z własnej połowy. Po jednym z takich błędów padła bramka dla przyjezdnych. Adam Kokoszka podał wprost pod nogi Kwieka, a ten obsłużył idealnym podaniem Nakoulmę. Napastnik Górnika nie mógł nie trafić w sytuacji sam na sam z Gikiewiczem. W drugiej połowie role się odmieniły i to Śląsk był stroną atakującą. Na początku drugich 45. minut dwie szanse na wyrównanie miał Przemysław Kaźmierczak. Najpierw Kaz nie trafił do pustej bramki, a chwilę później główkował w słupek. Na udokumentowanie swojej przewagi wrocławianie nie musieli jednak czekać długo, już w 56. minucie Mouloungui idealnie dograł na środek do wbiegającego Sebastiana Mili, a ten strzałem z szesnastki pokonał bezradnego Łukasza Skorupskiego. Radość kapitana mistrza Polski była ogromna. Mila pobiegł sprintem do ławki rezerwowych i tam celebrował gola. Czasami wydaję nam się, że piłkarze największą prędkość osiągają właśnie wtedy, gdy cieszą się po bramkach, może to jednak mylne wrażenie. Po bramce na 1:1 szanse mieli zarówno piłkarze Śląska jak i Górnika. Dobrze interweniowali jednak bramkarze obu zespołów. W 74. minucie na boisku pojawił się Mateusz Cetnarski i chwilę później zmarnował dwie stuprocentowe sytuacje na zdobycie bramki. Były zawodnik GKS-u Bełchatów doskonale rozumiał się jednak z Sebastianem Milą, dlatego niewykluczone, że w kolejnym spotkaniu trener Levy da mu szansę gry od pierwszej minuty. Kluczową akcję w 88. minucie przeprowadził joker w talii czeskiego szkoleniowca – Piotr Ćwielong. Pepe oszukał dwóch obrońców Górnika i strzałem z 5 metrów pokonał Skorupskiego. Śląsk spotkaniem z Górnikiem pokazał, że potrafi zagrać w piłkę. Gdy na boisku nie było parodystów – Diaza, Stevanovica i Gikiewicza – gra od razu wyglądała lepiej. Całkiem udanie zaprezentował się Eric Mouloungui, który choć bramki nie strzelił, to stwarzał zagrożenie w szesnastce Górnika.


Legia Warszawa – Zagłębie Lubin 2:0
Zagłębie przyjechało do Warszawy bez dwójki podstawowych stoperów. Wydawało się więc, że wynik meczu jest sprawą raczej rozstrzygniętą. Koniecznie chcieli temu jednak zaprzeczyć sami zawodnicy z Lubina, którzy za sprawą aktywnej lewej strony, gdzie grali Costa Nhamoinesu i Djordje Cotra, przeprowadzali groźne akcje. Swoją obecność na boisku potrafił zaakcentować także Adrian Błąd. Lubinianom brakowało jednak szczęścia. Od 20. minuty kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami przejęli Legioniści. Kotłowało się pod bramką Gliwy, a jego samego po jednej z akcji uderzyła piłka w głowę. Nikogo to pewnie nie zdziwiło, bo bramkarz Zagłębia, to jeden z większych gamoni w T-Mobile Ekstraklasie, ale tym razem w komicznej sytuacji miał szczęście – piłka nie wpadła bowiem do siatki. Na pierwszą bramkę Legia musiała czekać do 45. minuty. Wtedy to w pole karne udanie dograł Jakub Wawrzyniak, a piłkę do siatki strzałem głową skierował Miroslav Radović. Po przerwie na boisku pojawił się Władimir Dwaliszwili, który w ostatnich tygodniach jest w dużej formie. Gruzin już w pierwszych minutach drugiej połowy mógł wpisać się na listę strzelców, ale postanowił tylko sprawdzić wytrzymałość poprzeczki. W 59. minucie Gliwa był już jednak bez szans. Po podaniu Radovica, wchodzący na bliższy słupek Dwaliszwili uderzył w długi róg, nie dając szans bramkarzowi. Po bramce na 2:0 na boisku niepodzielnie rządziła Legia. Zagłębie było w stanie jedynie odpowiedzieć strzałem Kamila Wilczka z 20 metrów, który z dużym trudem wybronił Dusan Kuciak. Legia zdobyła trzy punkty, ale nie zachwyciła. Nadal jednak ma cztery punkty przewagi nad Lechem.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)