Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Piast tuż za podium! Beniaminek powalczy o puchary?

Piast tuż za podium! Beniaminek powalczy o puchary?

Piłka nożna | 07 kwietnia 2013 23:10 | Przemysław Drewniak
Ivica Iliev strzelił dopiero swoją czwartą bramkę w Ekstraklasie. Wisła i tak przegrała...
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Ivica Iliev strzelił dopiero swoją czwartą bramkę w Ekstraklasie. Wisła i tak przegrała...

Piast kontynuuje świetną passę. Zespół z Gliwic nie zanotował porażki od pięciu meczów, a w niedzielę przy Reymonta w Krakowie sprawił niespodziankę, pokonując Wisłę 2:1. Pierwszej porażki wiosną zaliczył za to GKS Bełchatów, który na Arenie Kielc przegrał z Koroną 0:1. Przerwana została tym samym niesamowita seria meczów bez straty bramki bramkarza Emilijusa Zubasa.


Korona Kielce – GKS Bełchatów 1:0


497 minut – dokładnie tyle trwała niesamowita seria bramkarskiej rewelacji z Litwy. Emilijus Zubas po raz pierwszy w Ekstraklasie skapitulował dopiero w szóstym meczu, w 47. minucie spotkania w Kielcach, a pokonał go Vlastimir Jovanović.


Starcie obu drużyn zapowiadało się jako typowy mecz walki i rzeczywiście nim był. Niestety zabrakło przy tym sytuacji bramkowych, co czyniło poczynania piłkarzy bardzo trudnymi do oglądania dla kibiców. W pierwszej połowie lekką inicjatywę posiadali gospodarze, ale po raz kolejny bardzo dobrze spisywała się defensywa „Brunatnych”. Do przerwy obie strony stworzyli sobie tylko po jednej groźnej okazji - Zubas uratował przyjezdnych przed strzałem Jovanovicia po rzucie rożnym, a Zbigniew Małkowski wygrał pojedynek z Mouhamadou Traore.


Podobnie jak w meczu ze Śląskiem, trener Kamil Kiereś pozostawił na ławce rezerwowych mającego zaległości treningowe Dawida Nowaka, ale wpuścił go na boisko przed rozpoczęciem drugiej połowy. Napastnik bełchatowian nie zdołał jednak nawet dotknąć piłki, a goście już przegrywali. Doskonałą akcją popisał się Maciej Korzym, który ograł Seweryna Michalskiego i Patryka Rachwała, zostawił piłkę Jovanoviciowi, a ten płaskim strzałem zza pola karnego nie dał szans Zubasowi. Korzym, choć sam w tym meczu nie wpisał się na listę strzelców, był po raz kolejny najlepszym zawodnikiem swojej drużyny i potwierdził, że znajduje się w bardzo wysokiej formie.


Potrzebujący punktów jak wody goście po raz pierwszy w tym roku stracili bramkę, a jakby tego było mało, w bezmyślny sposób osłabił ich Patryk Rachwał. Pomocnikowi puściły nerwy podczas przepychanki w murze podczas rzutu wolnego, gdy z premedytacją uderzył łokciem Mateusza Stąporskiego. Wydarzenie to nie umknęło uwadze sędziego, który wyrzucił Rachwała z boiska. Od tego momentu Korona spokojnie kontrolowała sytuację, ale zamiast przycisnąć i strzelić kolejną bramkę, pozwalała piłkarzom GKS-u podchodzić z piłką w okolice bronionej szesnastki. Goście zwietrzyli szansę i mimo grania w osłabieniu w 86. minucie stworzyli sobie stuprocentową okazję na wyrównanie. Z prawej strony dośrodkowywał Michał Mak, piłka przeszła obok wszystkich zawodników wchodzących w pole karne i trafiła do zamykającego akcję, zupełnie niepilnowanego Seweryna Michalskiego. Stoper bełchatowian fatalnie jednak skiksował, i podobnie jak kilka tygodni wcześniej w Poznaniu Kamil Wacławczyk, pozbawił GKS szansy na zdobycie punktów.


Warto dodać, że w tym meczu po siedmiu miesiącach pauzy do wyjściowego składu Korony powrócił Aleksandar Vuković. Serb w swoim stylu walczył, odbierał piłki i gwarantował bezpieczeństwo w środku pola. Po godzinie gry zszedł, bo nie jest jeszcze w stanie wytrzymać na boisku pełnych 90 minut, ale gdy tylko wróci do pełnej dyspozycji, gra podopiecznych Leszka Ojrzyńskiego z pewnością będzie wyglądała jeszcze lepiej.


Dzięki wygranej Korona awansowała na 9. miejsce w tabeli i zapewniła sobie spokojne utrzymanie w Ekstraklasie, zwiększając swoją przewagę nad strefą spadkową do 12 punktów. Z kolei GKS Bełchatów po piątkowym zwycięstwie Podbeskidzia znów zamyka ligową tabelę.


Wisła Kraków 1-2 Piast Gliwice


To były dwie minuty, które wstrząsnęły „Białą Gwiazdą”. W 70. minucie Tomasz Podgórski dośrodkowywał z rzutu wolnego, piłkę przedłużył głową Adrian Klepczyński, a pozostawiony bez krycia przez obrońców Wisły Damian Zbozień strzelił tuż przy słupku, obok niepewnie interweniującego Sergeia Pareiki. Nie minęło 120 sekund, a Piast wykonywał kolejny stały fragment gry. Piłkę w pole karne znów zagrywał Podgórski, a defensywa Wisły znów ustawiła się bardzo źle. Wprowadzony na boisko kilkanaście minut wcześniej Rudolf Urban miał bowiem tyle miejsca, że najpierw oddał strzał, a po obronie Pareiki zdążył jeszcze dobić piłkę do bramki. W ten oto sposób Piast zszokował kibiców przy Reymonta, zdobył trzy punkty i awansował na piąte miejsce w tabeli.


A przez ponad godzinę gry w Krakowie nic na to nie zapowiadało. To Wisła była zespołem lepszym, a w pierwszej połowie prezentowała się momentami nawet bardzo dobrze – znacznie lepiej, niż przed tygodniem w Gdańsku. Przewagę udało się jej udokumentować już w w 9. minucie, gdy duży błąd w obronie popełnił Mateusz Matras, dzięki czemu podanie Kamila Kosowskiego na bramkę zamienił Ivica Iliev. Gospodarze stworzyli sobie jeszcze kilka niezłych okazji do podwyższenia prowadzenia, a najbliżej był Cwetan Genkow, który trafił w słupek. Piast niezwykle rzadko przebywał w polu karnym Wisły, ale w 21. minucie miał doskonałą szansę na doprowadzenie do wyrównania. Wówczas to faulu w polu karnym dopuścił się Pareiko, a Piast już w drugim meczu z rzędu wykonywał rzut karny. Przed tygodniem wiele osób zastanawiało się, dlaczego to Marcin Robak, a nie kapitan zespołu Tomasz Podgórski ustawiał piłkę na jedenastym metrze. Tym razem to on spróbował szczęścia, ale z podobnym skutkiem jak Robak w spotkaniu z Jagiellonią. Strzelił zbyt słabo i pozwolił zrehabilitować się Pareice za sprokurowanie karnego.


Do momentu zdobycia dwóch bramek, Piast nie wyglądał na drużynę, która może tego popołudnia skrzywdzić Wisłę. Podgórski i Ruben Jurado byli niewidoczni, a jedynym mocnym punktem gości był zastępujący Dariusza Trelę w bramce Jakub Szumski. Trenerskiego nosa miał jednak Marcin Brosz, wprowadzając na boisko w drugiej połowie rzadko dotychczas widywanego na boiskach Ekstraklasy Rudolfa Urbana. Po jego bramce Piast w końcu zaczął grać w piłkę, nie dał Wiśle podchodzić pod swoje pole karne, dzięki czemu prowadzenie zespołu z Gliwic ani na moment nie było zagrożone.


Wisła może uczyć się od Piasta gry przy prowadzeniu. Wiślacy od początku drugiej połowy grali słabo, a płynne akcje wychodziły im sporadycznie. Tomaszowi Kulawikowi sprawy nie ułatwia fakt, iż żaden z jego napastników nie jest w formie. Dziś na szpicy wystąpił Genkow, ale swoim występem potwierdził, że póki co nie jest rozwiązaniem na problemy Wisły w ataku.


Piast urasta powoli do miana rewelacji tego sezonu. Beniaminek ma na swoim koncie już 33 punkty i do trzeciego Śląska Wrocław traci już tylko dwa „oczka”. Nikt nie mówi o tym głośno, ale sytuacja w tabeli mówi jasno: to jest pozycja, z której śmiało można atakować miejsca premiowane awansem do europejskich pucharów. Niby styl gry drużyny Marcina Brosza nie rzuca nikogo na kolana (według Bogusława Kaczmarka jest wręcz „toporny”), ale co najważniejsze, jest skuteczny. Wciąż tak naprawdę nie otrzymaliśmy odpowiedzi na pytanie, co jest w stanie dać z siebie Marcin Robak. A gdyby tak i on się rozstrzelał? I gdyby rozstrzygnięcia w Pucharze Polski sprawiły, że czwarte miejsce również będzie dawało prawo gry w eliminacjach do Ligi Europy? Wówczas to, co wielu wydaje się jeszcze niemożliwe, może stać się dla Piasta piękną rzeczywistością.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)