Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Coś za coś
Fala szydery w stronę klubu polskiej gwiazdy to jeden z motywów hejtu.
Fala szydery w stronę klubu polskiej gwiazdy to jeden z motywów hejtu.

Coś za coś

Piłka nożna | 11 kwietnia 2013 15:22 | Michał Kozera

Kuba zdecydował się stanąć w obronie Borussi Dortmund i ich topowego gracza, a naszej narodowej gwiazdy, Roberta Lewandowskiego. Niestety, moim zdaniem niektóre argumenty wyprowadza mniej celnie, niż typowy hejter błotem obrzuca polskiego napastnika BVB. Niektóre wymagają pewnej analizy. Skąd nienawiść do Lewego? Zapraszam.


Zacznę od motywu strony trochę bardziej profesjonalnej. Ale tylko bardziej. I tylko trochę.


Pan Ryczel trafił na tnące głośno ostrze krytyki z powodu jednego ze spotkań Borussi z Realem. Wówczas to mogliśmy usłyszeć niejedno słowo na temat Roberta Lewandowskiego, niestety, te zdarzały się zdecydowanie zbyt często. Wspominana była już wielokrotnie sytuacja, gdy gola zdobył Reus po asyście Roberta, w głośnikach dało się słyszeć, jak świetnie poradził sobie Lewandowski. Fakt strzelenia gola przez Mario Reusa poszedł w głęboką odstawkę, przyćmiony podaniem od Lewego.


No proszę Cię. Proszę Was wszystkich. Gol Reusa to może nie były stadiony świata, o bramce nie mówiłoby się przez sezon, ale strzał był genialny. Naprawdę. Rolą Lewego w tym wszystkim było to, że na 25 metrze odbił głową piłkę w kierunku Reusa, ten zaś pognał na bramkę i gola zdobył. To nie był geniusz Lewandowskiego. Dobre rozegranie – naturalnie. Ale nie popadajmy w przesadę. Nie tak jak Pan Ryczel.


Oglądaliśmy mecz Borussi przeciwko Realowi. Dwa wielkie kluby, przy czym, patrząc po moich znajomych, dostrzegam jednak więcej fanów Realu. Transmisja meczu z polskimi zawodnikami w polskiej telewizji nadal zobowiązuje do obiektywności. Nie mam nic przeciwko nieco większej uwadze skupionej na grze Lewego, Kuby i Piszczka, chciałbym jednak obejrzeć mecz bez faworyzowania jednej z ekip. Jeśli się nie mylę, sam jakiś czas temu wylewałeś jad na Szpakowskiego, który tak bardzo emocjonował się Barceloną, a teraz sam uprawiasz piękną hipokryzję. Polacy w składzie jednej ekipy nie upoważniają do stronniczego komentowania spotkań. A tym bardziej nie w telewizji, za którą płaci się niemałe pieniądze.


Kolejną kwestią jest sam Robert Lewandowski. Chłopak, którego naprawdę lubię, cenię, słyszałem o nim już za czasów Znicza Pruszków. Ma ogromne umiejętności i ułożone w głowie, na czym zaszedł bardzo daleko. I w Borussi gra bardzo dobrze. Jedyne, co mu się nie powodzi, to gra w reprezentacji.


Nie wiem skąd i przede wszystkim ile komentarzy, o których wspominasz, wziąłeś. Sam jednak jestem w pewnym stopniu członkiem tego jakże szerokiego grona ‘hejterów’ i również tym razem nie mogę nie pozwolić sobie na komentarz. Kibic niebędący fanem Borussi Dortmund zna Roberta Lewandowskiego przede wszystkim z polskiej reprezentacji. Jak przedstawia się Lewy w kadrze, mówić nie trzeba. Wynika to w niemałej mierze z całokształtu zespołu, jego formacji i braku pewnych trybów napędzających akcje, których ostatnim elementem jest w Dortmundzie Robert.


Po meczu Polski z San Marino zmieniłem jednak trochę zdanie i spojrzałem krytyczniej na samego Lewandowskiego. Cóż tu mówić… Pierwszy rzut karny trafiony po rękach bramkarza, drugi już o wiele pewniej. To tyle. A przecież mamy w kadrze gwiazdę, super snajpera. Człowieka, który gra przeciw amatorom. On powinien tam błyszczeć polotem, pomysłem, umiejętnościami. Tymczasem na boisku było wielu lepszych graczy od niego. W tej sytuacji naturalnymi są opinie negatywne, a dokładniej – kumulacja negatywów. Bo Polacy mają dość poziomu naszej kadry i jeśli ktoś jest jej czołowym zawodnikiem, to na niego spadają największe gromy. I na podstawie kadry właśnie opierają swoje opinie hejterzy. Naturalnie, są i tacy, którzy uważają, że Lewy grać i w BVB nie potrafi. W tej sytuacji wystarczy wyłączyć Onet.


Skoro wspomniałem o mediach, to nie może zabraknąć sprawy, która wzburzyła kibicami. TVP zdecydowała się transmitować ciągiem mecze Borussi, czego ofiarą padło szlagierowe spotkanie Realu Madryt i Manchesteru United. To właśnie w tym wydarzeniu doszukiwałbym się początków wszelkich hejtów rzucanych na Borussię. Kibicom zostało zabrane wydarzenie, które w światowych mediach nazwano przedwczesnym finałem. To wywołało oburzenie, zaiskrzyło nienawiść. Ja sam nie jestem kibicem Borussi, dla mnie to neutralny klub. W takiej sytuacji czysta strona za i przeciw otrzymała pierwszy, bardzo duży minus. Gdy usłyszałem wyjaśnienie TVP, że być może Lewy ustrzeli hat-tricka a Kuba gola z 35 metrów, minusy były już dwa. W tym momencie zacząłem życzyć Niemcom odpadnięcia z pucharu, by utrzeć nosa Publicznej. Na szczęście tak się nie stało, bo i moje pobudki do sportowych nie należały, były jednak faktem, który zdominował opinię bardzo, ale to bardzo dużej rzeszy fanów piłki nożnej. Tej światowej, nie tej polskiej.


Skoro wspomniałem o korzeniach ‘nienawiści’ do BVB, warto wspomnieć również skąd wziął się hejt na Lewego. Wydaje mi się, że to nie jest kwestia jego ogromnej nieskuteczności w kadrze, swoją drogą również denerwującej. I tym razem prowodyrem całego zamieszania stają się media, które prześcigają się chyba nie tyle w jakości informacji o snajperze, a o ilości plotek i pogłosek. Widmo Roberta w Manchesterze United było swego czasu dość żywe, potem jednak dochodziły kolejne kluby w ilościach co najmniej hurtowych. W międzyczasie ploty, ploty i ploty. Serwisy stały informacjami z żółtymi obrazkami. Przesada rosła, a czytelnicy mieli co raz bardziej dość. Krok po kroku, doszło do tego, że zrodził się hejt na Lewego.


Lewandowski, Błaszczykowski i Piszczek są bez wątpienia dumą polskiej piłki nożnej. Nie można jednak zapominać, że poza nimi istnieje piłkarski świat. Trzeba też liczyć się z tym, że kibic piłki nożnej nie oznacza kibica polskiego trio. Mamy prawo kibicować innym, mamy prawo czytać informacje, spekulacje i komentarze na temat swoich ulubieńców, nie musząc szukać ich między newsami o BVB. Na szczęście trwający niedawno boom na ploty o Lewym ustał, niesmak niestety pozostał. Być może jak na złość akurat teraz sam zawodnik w kadrze nie pokazuje (lub nie ma szansy pokazać) nic. Życie składa się z wielu czynników i nawet pozornie zwykły hejt nie oznacza nienawiści dla niej samej. Czasem winny jest podmiot, czasem inni, skądś się to jednak bierze i warto to zrozumieć.


I powodzenia dla Lewego. Borussi również, chociaż boję się, co będzie w mediach, gdy zdobędą LM :)

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)