Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Bramki rodem z Premier League w Lubinie i szczeciński remis, który nikomu nic nie daje.

Bramki rodem z Premier League w Lubinie i szczeciński remis, który nikomu nic nie daje.

Piłka nożna | 12 kwietnia 2013 23:32 | Dominik Wardzichowski
Adrian Błąd
fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news
Adrian Błąd

Pogoń Szczecin – Widzew Łódź 1:1


Mecz w Szczecinie, otwierający 21. kolejkę miał duże znaczenie dla układu dolnej części tabeli. Miejscowa Pogoń, która na wiosnę nie wygrała jeszcze żadnego spotkania, mierzyła się z łódzkim Widzewem.

 

 Podopieczni Radosława Mroczkowskiego zwyciężyli w poprzedniej kolejce, przed własną publicznością z Polonią Warszawa i to właśnie łodzianie przystępowali do dzisiejszego spotkania w lepszych humorach.

 

Początek spotkania należał jednak do Pogoni. Gospodarze za wszelką cenę chcieli szybko strzelić bramkę i od pierwszych minut ruszyli do ataku. Widzew natomiast spokojnie czekał na swoje szanse w kontrataku, licząc na szybkich skrzydłowych Pawłowskiego i Kaczmarka.

 

W przodzie trener Mroczkowski postawił na Mariusza Stępińskiego, który w poprzedniej kolejce znacząco przyczynił się do zwycięstwa nad Polonią. „Stempel” w meczu z „Czarnymi Koszulami” zanotował dwie asysty i wywalczył, choć niesłusznie, rzut karny.

 

Pierwsza odsłona gry toczyła się pod dyktando „Portowców”. Podopieczni Dariusza Wdowczyka budowali ataki pozycyjne, przez co zdecydowanie dłużej utrzymywali się przy piłce. Po 30.minutach gry Pogoń była 70% czasu przy piłce, a Widzew tylko 30%.

 

Co jednak z tego, skoro Pogoń nie dochodziła do klarownych sytuacji pod bramką Macieja Mielcarza. Właściwie najgroźniejszą sytuacją w pierwszej połowie dla Pogoni, był atomowy strzał z dystansu Dąbrowskiego, który Mielcarz z trudem zdołał odbić  na rzut rożny.

 

Widzew największe zagrożenie pod bramką Janukiewicza stwarzał po stałych fragmentach gry.  Najbliżej strzelenia gola był Thomas Phibel, środkowy obrońca Widzewa był zupełnie niepilnowany w polu karnym, jednak piłka po jego uderzeniu głową, piłka minęła lewy słupek bramki szczecinian.

 

Druga połowa była już bardziej wyrównana. Trener Mroczkowski wpuścił na boisko Sebastiana Dudka, który miał uporządkować grę Widzewa w środkowej strefie boiska. I rzeczywiście po tej roszadzie, łodzianie prezentowali się znacznie lepiej.

 

W 56.minucie Denis Kramar sfaulował na skraju pola karnego Adriana Frączczaka, a sędzia Tomasz Musiał wskazał na „wapno”. Do piłki podszedł Brazylijczyk-  Edi i pewnym, mocnym uderzeniem wyprowadził Pogoń na prowadzenie.

 

Po stracie bramki Widzew zabrał się do roboty, podopieczni Mroczkowskiego zaczęli stwarzać sobie coraz więcej podbramkowych okazji, jednak ciągle brakowało skutecznego wykończenia. Łodzianie się jednak nie poddali i strzelili wyrównującą bramkę. Doskonałym dośrodkowaniem z lewej strony boiska popisał się Kramar, a piłkę do bramki wpakował Mariusz Stępiński. Dla młodego napastnika była to dopiero pierwsza bramka w rundzie wiosennej.

 

W końcówce swoje szanse miała jeszcze Pogoń, jednak „Portowcy” nie potrafili pokonać Macieja Mielcarza i spotkanie zakończyło się podziałem punktów, które tak naprawdę nie satysfakcjonuje ani Widzewa, ani Pogoni.

 

Zagłębie Lubin – Korona Kielce 2-1

 

Mecz Zagłębia z Koroną stał na niskim poziomie i momentami bardzo ciężko się to oglądało. A wszystko zaczęło się bardzo obiecująco.

 

Korona od samego początku ruszyła na „Miedziowych” przez co na boisku zrobiło się sporo wolnego miejsca. Przez pierwsze 15.minut piłka wędrowała od jednego pola karnego do drugiego, a mniej zorientowani mogli pomyśleć, że oglądają  spotkanie Premier League, a nie naszą Ekstraklasę.

 

Ale, żeby nie było zbyt pięknie to piłkarze w Lubinie przypomnieli sobie, że to jednak T-Mobile Ekstraklasa i nie ma co szaleć. Gra zaczęła toczyć się głównie w środku pola, a sytuacji podbramkowych był jak na lekarstwo. Po pierwszej połowie- nudne 0:0, ale co gorsza, żadnych perspektyw na lepsze widowisko.

 

Aż tu nagle, w 56.minucie gry, sprawy w swoje ręce, a właściwie lewą nogę wziął Adrian Rakowski. Pomocnik Zagłębia popisał się fenomenalnym uderzeniem z dystansu i to na dodatek swoją gorszą, lewą nogą. Trener lubinian po tej bramce, aż złapał się za głowę i nic dziwnego, takiej bramki nie powstydziłby się żaden zawodnik angielskiej Ekstraklasy. Od Rakowskiego nie chciał być gorszy Adrian Błąd i młody skrzydłowy w równie fantastyczny sposób umieścił piłkę w siatce.

 

Zagłębie prowadziło 2:0 i wszystko wskazywało, że właśnie takim wynikiem zakończy się mecz w Lubinie. Pewnie tak by się stało, gdyby nie Michał Gliwa, który w końcówce przypomniał sobie, że dawno nie wpuścił żadnego „babola”. Golkiper Zagłębia odbił przed siebie strzał z dystansu, futbolówka trafiła pod nogi Pavola Stano, który w ogromnym zamieszaniu strzelił w kierunku bramki. Piłka na nieszczęście lubinian odbiła się jeszcze od rąk Gliwy i wpadła do bramki.

 

Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy, a widowisko uratowali dwaj wychowankowie Zagłębia: Adrian Rakowski i Adrian Błąd. Takich bramek chcemy oglądać więcej na polskich stadionach!

 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)