Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Nokaut w Gliwicach!
Zespół Mariusza Rumaka spisał się w Gliwicach znakomicie
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Zespół Mariusza Rumaka spisał się w Gliwicach znakomicie

Nokaut w Gliwicach!

Piłka nożna | 15 kwietnia 2013 22:00 | Przemysław Drewniak

Lech Poznań nie zwalnia tempa w pościgu za Legią Warszawa w walce o mistrzowski tytuł. W meczu kończącym zmagania w 22. kolejce T-Mobile Ekstraklasy, „Kolejorz” zaliczył jeden z najlepszych występów w tym sezonie, pokonując w Gliwicach Piasta aż 3:0. Podopieczni Mariusza Rumaka nadal tracą do lidera ze stolicy cztery punkty.


Piast Gliwice 0-3 Lech Poznań


Aż trudno w to uwierzyć, ale powyższy wynik okazał się najniższym wymiarem kary, jaki tego wieczoru mogli zastosować piłkarze gości. Lech dominował na boisku w Gliwicach od pierwszej do ostatniej minuty, tworząc sobie multum okazji do zdobycia bramek.


Doskonale funkcjonowała nie tylko druga linia, ale także obrona zespołu Mariusza Rumaka. Luis Henriquez i Kebba Ceesay w swoim stylu włączali się w akcje ofensywne, tworząc dodatkowe zagrożenie, a Hubert Wołąkiewicz i Marcin Kamiński spisywali się znakomicie w roli stoperów. Przez cały mecz Piast nie stworzył sobie ani jednej dogodnej akcji bramkowej, oddając zaledwie jeden celny strzał na bramkę Jasmina Buricia. Najbliżej szczęścia był Artis Lazdins, który w drugiej połowie trafił z dystansu w słupek. Ale nawet gdyby piłka wpadła wówczas do siatki, nie miałoby to znaczenia – Lech już wtedy prowadził 3:0 i spokojnie kontrolował przebieg wydarzeń na boisku. Po takim meczu wydaje się, że w Poznaniu poradzili już sobie z problemami na środku defensywy po kontuzji Manuela Arboledy.
 

Zauważalna jest także różnica w grze Lecha na wyjazdach w porównaniu z rundą jesienną. Wtedy Mariusz Rumak ustawiał swój zespół bardziej defensywnie, a „Kolejorz” wygrywał po brzydkiej grze dzięki skutecznym kontratakom lub stałym fragmentom gry. Swoją postawą nie zachwycał, ale i tak seryjnie inkasował punkty. Wiosną efekt jest taki sam, bo Lech wygrał w Gliwicach już dziewiąty z rzędu wyjazdowy mecz, ale sposób, w jaki piłkarze z Poznania tego dokonują, może podobać się nawet najbardziej wybrednym kibicom. Mnóstwo gry bez piłki, agresywna gra na połowie rywala i świetna forma tercetu ofensywnych pomocników sprawiły, że Lech był nieosiągalny dla swoich rywali w Gliwicach, czy chociażby dwa tygodnie wcześniej w Szczecinie.
 

Znamienny jest więc fakt, że to właśnie gracze z drugiej linii zdobywali bramki na stadionie przy ul. Okrzei. Już w pierwszej połowie kolejnego pięknego gola mógł zdobyć Aleksandar Tonev, ale po jego mocnym strzale piłka zatrzymała się na poprzeczce. To, co nie udało się Bułgarowi, udało się jego koledze z drugiej strony boiska. W 30. minucie Gergo Lovrencsics jednym ruchem zwiódł Pawła Oleksego i znakomitym uderzeniem lewą nogą posłał piłkę w samo okienko bramki bezradnego Dariusza Treli. Lech udokumentował tym samym zdecydowaną przewagę, jaką miał nad Piastem w pierwszej połowie spotkania.


Po zmianie stron Marcin Brosz próbował zmienić coś w grze swojego zespołu, ale ani odprawa w przerwie, ani przeprowadzone zmiany nie przyniosły żadnego efektu. Bezproduktywnego Mariusza Zganiacza zmienił tym razem rozpoczynający mecz na ławce Ruben Jurado, a po nieco ponad godzinie gry Tomasa Docekala zmienił Marcin Robak. Czech był w tym meczu obserwowany przez asystenta selekcjonera swojej reprezentacji, ale występem przeciwko Lechowi na pewno nie wywalczył sobie szansy na powołanie. Robak prezentował się od niego nieco lepiej, ale przy stanie 0:3 ciężko mu było cokolwiek już zmienić.


Na początku drugiej połowy Lech zmiótł gliwiczan w przeciągu 120 sekund. Najpierw po rzucie rożnym wykonywanym przez Piasta zabójczą kontrę wyprowadził Tonev, który przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów i w sytuacji sam na sam nie dał szans Treli. Chwilę później było już 3:0. Goście popisali się kolejną świetną akcją, gdy Kasper Hamalainen z prawej strony wyłożył piłkę Rafałowi Murawskiemu, a ten strzałem w długi róg ustalił wynik meczu. „Kolejorz” mógł wygrać ten mecz znacznie wyżej, ale jedną z doskonałych okazji zmarnował m.in. Bartosz Ślusarki, który po idealnym dograniu od Hamalainena w sytuacji sam na sam strzelił obok bramki.


Lech nadal traci do Legii cztery punkty, ale w ostatnich tygodniach prezentuje się w swoich meczach lepiej od stołecznej drużyny. „Kolejorz” daje nam nadzieję na to, że walka o mistrzostwo będzie równie emocjonująca jak w 2010 roku, gdy rzutem na taśmę poznaniacy wyprzedzili liderującą przez większość sezonu Wisłę. Do bezpośredniego starcia obu drużyn przy Łazienkowskiej pozostał jeszcze miesiąc.


Gospodarze z kolei potwierdzili, że słowa o europejskich pucharach w kontekście gliwickiego beniaminka to zdecydowana przesada. Jesienią będący na fali po czterech zwycięstwach z rzędu Piast przyjechał do Poznania, gdzie oberwał 0:4. Po tamtym meczu podopieczni Marcina Brosza zaliczyli z kolei serię czterech porażek z rzędu i spadli do drugiej części tabeli. Kibice tego klubu mają więc nadzieję, że taka sytuacja wiosną się nie powtórzy, a Piast utrzyma bardzo dobre dla beniaminka miejsce w pierwszej połowie tabeli.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)