Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wiosenna pogoń Podbeskidzia
Czesław Michniewicz został ogłoszony cudotwórcą. Czy nie za szybko?
fot. wikipedia.org
Czesław Michniewicz został ogłoszony cudotwórcą. Czy nie za szybko?

Wiosenna pogoń Podbeskidzia

Piłka nożna | 18 kwietnia 2013 08:00 | Przemysław Drewniak

Nietrafione transfery, fatalna gra drużyny, aż pięciu różnych szkoleniowców i dziewięć punktów straty do bezpiecznego miejsca po rundzie jesiennej – tak w skrócie wyglądał dotychczasowy sezon Podbeskidzia Bielsko-Biała. Nic dziwnego, że w końcu nawet i eksperci zgodnie uznali, że do utrzymania w Ekstraklasie „Góralom” potrzebny jest już tylko ksiądz i liczenie na cud. Tymczasem cudem okazał się dla bielszczan strzelający gola za golem Robert Demjan, a w rolę kapłana wcielił się Czesław Michniewicz. Efekt? Dwanaście punktów w siedmiu meczach i nabierająca coraz bardziej realnych kształtów szansa na pozostanie w lidze. Podbeskidzie już wyrosło na rewelację rundy wiosennej. Na czym polega fenomen drużyny spod Klimczoka?


Śladami "Pasów"...


W XXI wieku tylko Cracovia zdołała wygrzebać się z równie głębokiego dołka. Wówczas drużyna prowadzona przez Jurija Szatałowa rzutem na taśmę utrzymała się w Ekstraklasie, ale klub spod Wawelu dysponuje przecież znacznie większymi możliwościami finansowymi niż Podbeskidzie. Bielszczanie zimą w żaden sposób nie wzmocnili zespołu, licząc się z koniecznością przygotowywania skromniejszego budżetu na grę w pierwszej lidze. Mimo tego, w tabeli rundy wiosennej są w samej czołówce, ustępując jedynie walczącym o mistrzostwo kraju Legii i Lechowi oraz Jagiellonii, którą na inaugurację rozgromili u siebie 4:0.


Po rundzie jesiennej wiadomo było, że jeśli Podbeskidzie chce jeszcze nawiązać walkę o utrzymanie, to musi liczyć nie tylko na siebie, ale także na pomoc od swoich rywali. Przynajmniej jeden z zespołów musiał zaliczyć tak fatalną wiosnę, jak bielszczanie jesień. Sęk w tym, że kandydatów do takiego „zjazdu” nie było widać. Nieoczekiwanie stała się nim jednak Pogoń Szczecin. Na półmetku rozgrywek „Portowcy” zajmowali miejsce w samym środku tabeli i mieli bezpieczną, 15-punktową przewagę nad strefą spadkową. W Szczecinie śmiało mogli uznać, że cel na ten sezon został już wypełniony. Ale w siedmiu wiosennych meczach Pogoń zdobyła zaledwie 2 punkty – dokładnie tyle, ile po pierwszych siedmiu spotkaniach sezonu miało Podbeskidzie. Nagle z 15 „oczek” zrobiło się zaledwie pięć, a w grze beniaminka nie widać jak dotąd nic, co mogłoby wskazywać na szybką zmianę sytuacji.


Wpływ Kubickiego


Co zrozumiałe, na bohatera ekipy z Bielska-Białej wyrasta trener Czesław Michniewicz. To pod jego wodzą Podbeskidzie po raz pierwszy w tym sezonie zaliczyło dwa zwycięstwa z rzędu, spisując się o niebo lepiej, niż drużyna z jesieni. Ale czy to rzeczywiście Michniewicz stoi za sukcesem „Górali”? Faktem jest, że znany ze świetnego podejścia do piłkarzy szkoleniowiec szybko zjednał sobie swoich podopiecznych i zadbał o świetną atmosferę w drużynie. Wręczanie zawodnikom płyt z najlepszymi akcjami światowych drużyn, wynajęcie kinowej sali i obejrzenie filmu „Cud w Lake Placid” – to tylko przykłady sztuczek, jakie Michniewicz już zastosował w Bielsku-Białej. Z jego pozytywnym wpływie na zespół pod względem mentalnym nie ma co dyskutować.
Trudno jednak stwierdzić, czy trener wywarł także piętno na piłkarskiej postawie zespołu. Po pierwsze ma szczęście, że przyszedł do Bielska w momencie szczytowej formy Roberta Demjana. Dzięki jego bramkom Podbeskidzie potrafi zwyciężyć nawet po słabych meczach, co trochę zaciemnia obraz gry całej drużyny, tak jak miało to miejsce w ubiegły weekend w Zabrzu. Po drugie, w ręce Michniewicza trafił zespół bardzo dobrze przygotowany pod względem fizycznym. Dariusz Kubicki odejściem do Sybiru Nowosybirsk mocno naraził się miejscowym kibicom, ale ich uwadze nie może umknąć fakt, że świetna postawa drużyny wiosną to także jego zasługa. Kubicki umiejętnie poukładał rozsypany po rundzie jesiennej zespół i tchnął w niego nowego ducha. Przejmując po nim drużynę, Michniewicz miał więc tylko jedno zadanie: nie schrzanić dobrze wykonanej przez poprzednika pracy. Doskonale tego świadomy, nie przeprowadził prawie żadnych zmian w wyjściowym składzie (jedynie Marko Cetković wskoczył do jedenastki kosztem Fabiana Paweli) i jak widać, nieźle na tym wychodzi.


Odmieniona defensywa


O Robercie Demjanie zostało w ostatnich tygodniach napisane już wszystko. Bez jego fantastycznej formy „Górale” nie mieliby żadnych szans na zdobycie tak dużej ilości punktów. Ale przecież piłka nożna to gra zespołowa, a Podbeskidzie to nie tylko Demjan. Media najwyraźniej o tym zapomniały, widząc w słowackim napastniku cudownego zbawcę "Górali". Tymczasem kluczem do dobrej postawy bielszczan wiosną jest ogromna poprawa gry defensywnej. To właśnie obrona była główną przyczyną seryjnych porażek drużyny jesienią. Wówczas Podbeskidzie w 15 meczach straciło najwięcej w Ekstraklasie, bo 29 goli. Zupełnie bez formy był dokooptowany do składu w trakcie rozgrywek Dariusz Pietrasiak, a Bartłomiej Konieczny nie był sobą po wyleczeniu ciężkiej kontuzji. Obaj podczas zimowego obozu w Turcji zgrali się, zbudowali solidną formę i prezentują się w tym roku znacznie lepiej. Bardziej przekonująco prezentują się także boczni obrońcy, a Richard Zajac nie schodzi poniżej dobrego poziomu. W efekcie, wiosną „Górale” stracili tylko 5 bramek, co stanowi trzeci wynik w Ekstraklasie. Właśnie w tym, a nie w strzeleckiej serii Demjana, tkwi największa siła Podbeskidzia w tej rundzie.


Już najbliższa kolejka sprawi, że walka o utrzymanie będzie jeszcze ciekawsza. Podbeskidzie podejmie u siebie GKS Bełchatów, i jeśli wygra, ostatecznie wyeliminuje „Brunatnych” z dalszej rywalizacji o pozostanie w lidze. Trzy punkty bielszczan mogą sprawić, że Pogoń będzie już dosłownie na wyciągnięcie ręki. „Portowcy” jadą bowiem na starcie z Legią przy Łazienkowskiej, gdzie trudno będzie im o jakąkolwiek zdobycz punktową. A w przedostatnim meczu sezonu Podbeskidzie zmierzy się z Pogonią przed własną publicznością, co także stanowi przewagę dla „Górali”. Wygląda zatem na to, że batalia o ligowy byt rozstrzygnie się dopiero na przełomie maja i czerwca. I właśnie tutaj przed dużym wyzwaniem staje Michniewicz. Jego zespół z pewnością napotka przed końcem sezonu na jakieś przeszkody, którymi mogą być gorsza forma piłkarzy, kontuzje, czy koniec strzeleckiej passy Demjana. Wtedy to od niego będzie zależało, czy Podbeskidzie pokona ewentualne przeciwności i zakończy swoją wiosenną pogoń pełnym sukcesem.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)