Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Dwa karne Legii... na urodziny!

Dwa karne Legii... na urodziny!

Piłka nożna | 20 kwietnia 2013 23:00 | Przemysław Drewniak
Jak dotąd Emmanuel Sarki imponował tylko fryzurą. Teraz został bohaterem Wisły
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Jak dotąd Emmanuel Sarki imponował tylko fryzurą. Teraz został bohaterem Wisły

Do przerwy sobotniego meczu w Warszawie pachniało sensacją. Skazana na porażkę Pogoń Szczecin rozpoczęła z animuszem i prowadziła ze słabo grającą Legią 1:0. Jednak po zmianie stron to gospodarze dominowali i zdołali wywalczyć zwycięstwo z pomocą dwóch rzutów karnych. Bohaterem meczu został Wladimer Dwaliszwili. Gruzin wywalczył pierwszą „jedenastkę”, a drugą sam zamienił na bramkę, czym uczcił 27. rocznicę swoich urodzin. Tym samym mogli odetchnąć piłkarze Podbeskidzia, którzy wcześniej tylko zremisowali na własnym boisku z GKS-em Bełchatów.


Podbeskidzie Bielsko-Biała 1-1 GKS Bełchatów

 

„Górale” przystępowali do tego spotkania w nietypowej dla nich roli faworytów. Czesław Michniewicz podkreślał na pomeczowej konferencji prasowej, że przez cały tydzień próbował zdejmować presję ze swoich zawodników, ale już pierwsze minuty spotkania przy Rychlińskiego pokazały, że zabieg ten się nie udał. W pierwszej połowie stroną dominującą byli goście z Bełchatowa, którym w Bielsku-Białej tylko wygrana dawała jakikolwiek promyk nadziei w walce o utrzymanie. Bliżej tego celu znaleźli się w 7. minucie gry, gdy po dośrodkowaniu w pole karne Kamila Wacławczyka najwyżej w polu karnym wyskoczył do piłki 18-letni obrońca Seweryn Michalski, który celnym uderzeniem głową dał prowadzenie swojej drużynie, strzelając zarazem swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie.


Tak jak w starciu z kielecką Koroną, grając u siebie Podbeskidzie zupełnie przespało pierwszą połowę. Niewiele brakowało, a bielszczanie przypłaciliby ten fakt utratą kolejnych bramek. GKS miał bowiem jeszcze dwie stuprocentowe sytuacje i mógłby rozstrzygnąć to spotkanie na swoją korzyść jeszcze przed przerwą, gdyby lepszą skutecznością popisali się Wacławczyk i Michał Mak. Paradoksalnie więc, goście zaprzepaścili swoją szansę na zwycięstwo w pierwszej połowie, w której byli zdecydowanie lepsi.


Bo po zmianie stron to Podbeskidzie stanęło pod ścianą i musiało zepchnąć rywali do obrony. Michniewicz postawił wszystko na jedną kartę i już do 55. minuty wykorzystał przysługujący mu limit zmian. Były to decyzje trafione, bo każdy z wprowadzonych na boisko zawodników wniósł do gry gospodarzy sporo ożywienia, a dwóch z nich wypracowało akcję bramkową. W 69. Marcin Wodecki zgrał piłkę w poprzek pola karnego do Fabiana Paweli, a ten bez zastanowienia huknął na bramkę Zubasa i wyrównał stan gry. W ostatnich minutach podopieczni Kamila Kieresia skupili się już na obronie remisu, a Podbeskidzie bezskutecznie próbowało strzelić zwycięską bramkę. Powinno nawet wygrać, bo piłkę meczową miał na nodze Damian Chmiel. Pomocnik „Górali” fatalnie jednak spudłował, trafiając z dwóch metrów w poprzeczkę. Kamil Wacławczyk od razu poczuł się lepiej.


Remis ten już ostatecznie przekreślił szanse GKS-u na utrzymanie w Ekstraklasie. Piłkarze Podbeskidzia byli z końcowego wyniku niezadowoleni, ale odrobili w sobotę jeden punkt do wyprzedzającej ich Pogoni. Z taką grą jak w pierwszej połowie bielszczanom będzie jednak trudno o wyprzedzenie w tabeli drużyny ze Szczecina.


Jagiellonia Białystok 2-2 Wisła Kraków


Nie do końca było wiadomo, czego się spodziewać po meczu obu tych drużyn. Niektórzy mówili, że to mecz o pietruszkę, choć w obu klubach utrzymują, że ich celem na koniec sezonu jest zajęcie 3. miejsca w tabeli i awans do eliminacji Ligi Europy. Końcowy wynik nie przybliżył do tego żadnej ze stron, choć w brodę może sobie pluć Jagiellonia, która straciła na rzecz Wisły dwubramkowe prowadzenie.


W pierwszej połowie spotkania przewagę mieli gospodarze, a piłkarze Wisły sprawiali wrażenie, jakby w ogóle nie chciało im się grać w piłkę. Udało im się skonstruować w zasadzie tylko jedną składną akcję, po której Michał Chrapek przegrał pojedynek sam na sam z Jakubem Słowikiem. Jagiellonia częściej utrzymywała się przy piłce, ale także nie potrafiła stwarzać zagrożenia pod bramką gości. Najczęściej niepokoiła po stałych fragmentów gry i właśnie po jednym z nich wyszła na prowadzenie. W 34. minucie po rzucie wolnym wykonywanym przez Daniego Quintanę piłka trafiła w słupek, odbiła się od głowy interweniującego Sergeia Pareiki, a potem… No właśnie, na dokładną analizę tego, co się działo przydałoby się ujęcie z kamery super slow-motion. Do futbolówki dopadli Maciej Gajos i Cezary Wilk, którzy do spółki wepchnęli ją za linię bramkową. Protokół meczowy zaliczył trafienie na konto tego pierwszego i dla młodego pomocnika Jagiellonii było to trafienie w drugim meczu z rzędu.


Na początku drugiej połowy kontuzjowanego Pareikę zmienił w bramce Wisły debiutujący w Ekstraklasie Gerard Bieszczad. 20-letni golkiper nie popisał się jednak do spółki ze swoimi obrońcami w 64. minucie. Wtedy to kontrę w swoim stylu wyprowadził Tomasz Kupisz, oddał strzał zza pola karnego, a do piłki odbitej przez Bieszczada dopadł Dawid Plizga, który podwyższył prowadzenie gospodarzy.


Wówczas wydawało się, że jest już po meczu, jednak Wisłę podźwignął do walki Emmanuel Sarki. Piłkarz, który w swoim piłkarskim CV ma m.in. pobyt w Chelsea Londyn i współpracę z Jose Mourinho, nie pokazywał jak dotąd niczego zachwycającego. W lidze wchodził zazwyczaj w drugiej połowie, wprowadzał do gry „Białej Gwiazdy” nieco ożywienia, ale dopiero w Białymstoku dostał szansę gry od pierwszej minuty i w drugiej połowie pokazał pełnię swojego potencjału. Najpierw przywrócił Wisłę do gry przepięknym strzałem z rzutu wolnego, a w 79. minucie idealnie zagrał z prawej strony w pole karne do Rafała Boguskiego, który z bliska wpakował piłkę do siatki. Tym samym Sarki uratował gościom punkt w Białymstoku i najprawdopodobniej sprawił, że władze klubu spod Wawelu zechcą przedłużyć z nim kontrakt na kolejny sezon.


Wyczyn Nigeryjczyka mógł jednak w samej końcówce zniweczyć Dani Quintana. Hiszpan jednak najwyraźniej pozazdrościł Damianowi Chmielowi i w podobnej sytuacji z kilku metrów nawet nie trafił w piłkę.


Legia Warszawa 3-1 Pogoń Szczecin


Stało się to, o czym mówiło się już od kilku tygodni. Danijel Ljuboja po raz pierwszy w ligowym meczu Legii zasiadł na ławce rezerwowych kosztem desygnowanych do gry w ataku Marka Saganowskiego i obchodzącego urodziny Wladimera Dwaliszwilego. Ten pierwszy swoją grą w spotkaniu z Pogonią nie zachwycił, ale drugi był zdecydowanie najlepszym piłkarzem swojej drużyny i to jemu w głównej mierze gospodarze mogą zawdzięczać szóste zwycięstwo z rzędu.


Zanim jednak bohaterem został Dwaliszwili, Legia najadła się strachu. Miejscowym kibicom stanęły przed oczami takie spotkania jak z GKS-em Bełchatów w tym, czy z Podbeskidziem w zeszłym sezonie, gdy przeciwko niżej notowanym rywalom przed własną publicznością „Wojskowi” wychodzili na boisko zbyt pewni swego. Tymczasem zdesperowani podopieczni Dariusza Wdowczyka od początku ruszyli do przodu, narzucając bardzo szybkie tempo gry. Opłaciło się, bo „Portowcy” już po 11. minutach gry przy Łazienkowskiej objęli prowadzenie, gdy podanie Adama Frączczaka wykorzystał Bartosz Ława. Początek meczu w wykonaniu gości był zdecydowanie najlepszym fragmentem gry Pogoni w całej rundzie wiosennej, choć na ławce rozpoczął to spotkanie kapitan zespołu, Edi Andradina.


Jak się jednak później okazało, siły i zaangażowania wystarczyło gościom tylko na pierwszą połowę. Im dalej w mecz, tym Pogoń bardziej się cofała i popełniała coraz więcej błędów w defensywie. Nie sprawdził się tym samym eksperyment trenera Wdowczyka, który ustawił swoją drużynę z aż trzema środkowymi obrońcami. Wprowadziło to dużo chaosu w poczynania gości i ułatwiło zadanie słabo grającej tego dnia Legii.


Podopieczni Jana Urbana już od kilku kolejek swoją grą nie zachwycają, ale w każdym z dotychczasowych spotkań za sprawą swoich indywidualności potrafią wygrywać kolejne mecze. Tym razem tymi indywidualnościami byli Wladimer Dwaliszwili i Tomasz Brzyski, czyli duet tych, którzy na Łazienkowską trafili w przerwie zimowej. Obaj zaliczyli trudne początki w nowej drużynie, ale w spotkaniu z Pogonią poprowadzili swój zespół do zwycięstwa. W 54. minucie nieporadni w pojedynkach z Gruzinem obrońcy gości sfaulowali go w polu karnym, a z jedenastu metrów celnie przymierzył Ivica Vrdoljak. Cztery minuty później było już 2:1 za sprawą wcześniej wymienionej dwójki. Dwaliszwili z lewej strony boiska dograł idealną piłkę do wchodzącego ze środka Brzyskiego, a lewy pomocnik Legii z impetem wpadł w interweniującego Radosława Janukiewicza. Tym razem egzekutorem „jedenastki” był Dwaliszwili, który strzelił gola w trzecim kolejnym meczu ligowym. Na to trafienie zasługiwał jak mało kto, bo przez cały mecz robił co chciał w pojedynkach z obrońcami Pogoni. Był nawet bliski kolejnych trafień, ale zabrakło mu szczęścia, bo w pierwszej połowie uderzył głową w słupek, w drugiej strzelił w poprzeczkę.


Na swojego gola zasługiwał też Brzyski, dla którego był to najlepszy jak dotąd mecz w barwach Legii. Udało się w 75. minucie, gdy jednym zwodem oszukał obrońcę i gorszą, prawą nogą uderzył nie do obrony w długi róg bramki Janukiewicza.


Legia zrobiła swoje – wygrała szósty ligowy mecz z rzędu i po raz kolejny zmusiła Lecha do odrobienia siedmiopunktowej straty. Gra gospodarzy mogła się jednak podobać dopiero po objęciu przez nich prowadzenia. Gdyby nie dwa rzuty karne oraz dobra gra Dwaliszwilego i Brzyskiego, Legia najprawdopodobniej nie wygrałaby tego spotkania. Na mistrza Polski pewnie to wystarczy. Ale żeby zawojować Europę, Jan Urban musi popracować nad grą swojego zespołu, który już od dawna nie zaliczył pełnych 90. minut solidnej gry w piłkę.


Z meczu na mecz topnieje przewaga Pogoni nad Podbeskidziem, która po tej kolejce wynosi cztery punkty. Póki co ciężko powiedzieć, czy dobry początek meczu przy Łazienkowskiej jest zwiastunem lepszej gry „Portowców” w dalszej części sezonu. Odpowiedź na to pytanie możemy poznać już za tydzień, gdy na mecz do Szczecina przyjedzie Korona Kielce.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)